Stevanović: Każdy może krytykować, a ja mam prawo się nie zgadzać
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Daliborem Stevanoviciem. Rozmawialiśmy z nim między innymi o reprezentacji Słowenii, o tym, czego brakuje obecnie Śląskowi i o krytyce, która spotyka wrocławskiego pomocnika.
Jak było na kadrze?
Było świetnie. Po dwuipółrocznej przerwie znowu spotkałem się z kolegami, przyjaciółmi, dobrymi zawodnikami. Atmosfera była doskonała. Wszystko było w porządku. Fajnie jest po tak długim czasie wrócić do reprezentacji. Byłem przeszczęśliwy. Mam nadzieję, że nadal będę dostawał powołania.
Wielu było zawodników, z którymi grałeś poprzednio?
Sporo. Nieco się drużyna zmieniła, paru starych odeszło, młodych doszło, to normalne, z roku na rok się tak dzieje. Ale jest nas 6-7 osób, które się znają jeszcze z reprezentacji do lat 17, więc już 10 lat. To generacja `83, `84.
Jak wyglądała gra na boisku?
Na samym stadionie nie było jakiejś specjalnej atmosfery. Było bardzo chłodno, około 0 stopni, padał deszcz, mało kibiców było, jakieś 2-3 tysiące. Naprawdę zimno było, więc ludzie woleli zostać w domach. A na boisku, jak to w meczu towarzyskim. My mieliśmy dużo więcej okazji niż rywale. Mogło być lepiej. Ale najważniejsze, że wygraliśmy, że zakończyliśmy rok zwycięsko, to był nasz cel. Teraz mamy spotkanie w marcu i dwa w czerwcu.
Rozmawiałeś z trenerem Katancem, co dalej z Twoją grą w reprezentacji?
Nie mówił konkretnie, co będzie dalej. Pewnie zrobi analizę i zastanowi się. Ale mam takie odczucie, że był zadowolony z mojej postawy, i w czasie meczu i na treningach. Rzeczywiście nas na zajęciach zamęczał. Zaraz po ostatnim gwizdku trochę rozmawialiśmy w szatni. Mówił, że było dobrze, żebym trzymał tak dalej w klubie, nadal pracował, w znaczeniu "do zobaczenia". Teraz wszystko zależy ode mnie, jeśli będę zdrowy (tu Dalibor stuka w biurko - red.), jeśli wszystko w Śląsku będzie dobrze, to będę powoływany.
Wystąpiłeś na tej samej pozycji, na której występujesz w Śląsku?
Tak, na tej samej. Tylko graliśmy nieco innym ustawieniem: 4-4-2, taki klasyczny z dwoma atakującymi. Nasza "dziesiątka" była kontuzjowana, a mieliśmy dużo napastników, więc wyszliśmy z jednym cofniętym.
Za co dostałeś żółtą kartkę?
To chciałem jeszcze dodać. Myślę, że mecz byłby dużo ciekawszy, gdyby sędzia pozwalał grać. A on przerywał po każdym faulu, po każdym kontakcie. Może dlatego, że to był towarzyski, nie chciał, żebyśmy się pobili ze sobą. Ale naprawdę za najmniejsze przewinienie dostawałeś żółtą kartkę. Z obu stron było bardzo dużo upomnień.
Przechodząc do wrocławskiej piłki. Czego Wam brakuje w tym sezonie?
Brakuje nam ciągłości. Rozegramy dwa mecze dobrze, a już trzeciego nam się tak nie udaje. Za dużo jest wahania, nie ma stałości. Co jest problemem, to na pewno trener lepiej by odpowiedział na to pytanie. Być może spada nam koncentracja. To samo znowu przeciwko Jagiellonii. Ile to już razy prowadziliśmy i przegraliśmy?
Cztery!
Znaczy prowadzisz i przegrywasz. Cztery mecze to jest 12 punktów! Gdybyśmy mieli teraz chociaż 10 oczek więcej, bylibyśmy na 3. miejscu. Czy to kwestia szczęścia, braku koncentracji czy czegoś innego? Nie wiem. Ale to musimy poprawić. Jeszcze nic nie jest rozstrzygnięte. Zostały nam do zimy 4 spotkania. Po dwóch zwycięstwach można się wybić na 5. pozycję. Musimy też w głowach lepiej reagować. Ta psychologiczna część jest bardzo istotna, bardziej niż fizyczna. Tyle razy w trakcie meczu prowadziliśmy, przychodzi następny pojedynek i kiedy znowu prowadzimy, musisz mieć silną głowę, żeby dowieźć zwycięstwo do końca. Nie dopuszczać do siebie myśli, że powtórzy się sytuacja z poprzednich gier. Z tego psychologicznego punktu widzenia musimy być dużo lepsi, mądrzejsi. A reszta należy do trenerów, jak i co robić, gdzie są błędy.
Może jest to jednak też kwestia jakiegoś przemęczenia fizycznego?
Ja myślę, że nie. Prawdą jest, że mamy wąską kadrę. Być może najwęższą w lidze, a mieliśmy dosłownie najwięcej występów, obok Legii, która też gra w Lidze Europejskiej. Możliwe, że było dużo meczów, kiedy brakowało zmian, rotacji. Legia może ciągle kogoś wymienić, mają 25 zawodników. Możliwe, że dochodzi do sytuacji, kiedy ktoś jest zmęczony. Tu każdy sam powinien wiedzieć, kiedy ma odpocząć, co ma robić w domu, co ma jeść, jak ma żyć. Każdy jest profesjonalistą i musi to wiedzieć, jak się regenerować.
Ale ja myślę, że nie mamy z tym problemu. Nasze rezultaty wynikają z czego innego. Musimy bardziej wierzyć. Zdarza nam się, że wszystko dobrze idzie, tracimy bramkę i znika gdzieś ta wiara. Kiedy masz to przekonanie, że wygrasz, że jesteś lepszy, dużo łatwiej jest. Ja wierzę naprawdę w to, że mamy drużynę o wysokiej jakości, dobrych zawodników. W najbliższym okienku transferowym jeszcze się wzmocnimy, ale do niego mamy jeszcze miesiąc, musimy patrzeć na te 4 spotkania. Zagrać je jak najlepiej umiemy, żeby zdobyć jak najwięcej punktów.
A jak oceniasz siebie? Szczególnie na początku roku spotkała Cię fali krytyki.
Nie zgadzam się z nią w całości. Czasami jest ona potrzebna, a czasami po prostu robiona mi na złość. Ja przyjmuję każdą konstruktywną krytykę, rozumiem, że każdy ma swój punkt widzenia. Ale kiedy widzę, że krytykowaniem zajmują się ludzie – nie mówię o wszystkich – którzy nic nie wiedzą o piłce, kiedy jest ona niepotrzebna, zajmuje się nią ktoś bez podstawowej wiedzy o futbolu, nie mogę się z nią zgodzić. Był czas, kiedy jak Śląsk wygrywał, wszystko było w porządku. A kiedy przegrywał, ja byłem winny, a 11 nas było. Ale to nieważne. Przyjmowałem to. Z drugiej strony, kiedy widziałem te głupie komentarze, oczywiście nie było mi przyjemnie. Dlatego, że wiem, co daję na boisku. A tu jacyś ludzie nierozumiejący tych spraw... Wielu ludzi patrzy tylko na to, kto strzela gole, kto asystuje. A nie patrzą na to wszystko, co robisz, żeby ktoś inny mógł strzelać albo żeby ktoś inny bronił. To są głębokie futbolowe niuanse, których zwykły kibic, a nawet przeciętny dziennikarz nie pojmuje. Ludzie, którzy grają albo grali w piłkę, trochę więcej rzeczy śledzą i pewnie nieco inaczej patrzą na to. Kończąc temat: każdy może krytykować, a ja mam prawo nie zgadzać się z krytyką.
Masz kontrakt ze Śląskiem do końca sezonu. Jaka będzie Twoja dalsza przyszłość?
Ze mną jeszcze nikt nie rozmawiał. Nie wiem, co się wydarzy. Mam umowę do końca czerwca, więc trochę ponad pół roku. Jeśli klub będzie widział potrzebę przedłużenia kontraktu ze mną, zapewne będziemy rozmawiać. Tym jednak nie zawracam sobie na razie głowy. Oni sami w klubie najlepiej będą wiedzieć, co, jak i w jaki sposób. Dużo się ostatnio zmieniło, odszedł prezes i kilku ważnych ludzi, przyszli nowi. Jak jest wizja przyszłości, ja nie wiem. Jeśli będą chcieli walczyć o najwyższe cele, będą szli w tym kierunku. My jako zawodnicy nie mieliśmy jeszcze żadnych rozmów z nowymi władzami na ten temat, ani z trenerem.