Szukiełowicz: Nie było wojny na boisku
Romuald Szukiełowicz to wychowanek Śląska i trener I drużyny w latach 1989-91 oraz 1995-96. Ponadto szkoleniowiec kilku innych klubów ekstraklasy, posiadacz licencji UEFA Pro. Rozmawiamy z nim o rundzie jesiennej w wykonaniu wrocławskich piłkarzy, postawie poszczególnych piłkarzy, nadziejach na wiosenną część rozgrywek oraz szkoleniu młodzieży we Wrocławiu.
Jak Pan ocenia 13. miejsce Śląska w tabeli?
Bardzo źle.
Jakie są najważniejsze przyczyny takiego stanu rzeczy?
Generalnie przede wszystkim za dużo wartościowych ubytków, które nie zostały uzupełnione. Mając takiego zawodnika jak Paixao, który bardzo dobrze się czuje jako dziesiątka, pozbawiamy go obydwu skrzydeł. Bo tak trzeba nazwać odejście Soboty i Ćwielonga. Czyli nie ma kto mu dorzucić.
Dalej: kontuzje. Trochę ich było. Jeden z mądrych trenerów reprezentacji Francji powiedział, że można sobie poradzić, jeżeli w trakcie rozgrywek jest w zespole 10% zawodników z urazami. A jeśli stan ten wynosi 15%, to świadczy o złym przygotowaniu drużyny do sezonu.
Następna sprawa, która z tego wynika, to są wymuszone roszady na boisku. Nie chcę mówić, że ławka jest krótka, a niektórzy zawodnicy na niej siedzący to nieporozumienie. Przy tym wszystkim dość dużym zaskoczeniem jest dla mnie ustawianie najlepszego środkowego obrońcy, Mariusza Pawelca, na boku. Jeżeli ktoś jest gdzieś dobry, to trzeba go tam trzymać. Jak już nie ma bocznych defensorów, to robi się ich z pomocników grających na boku. A nie uszczęśliwia na chwilę chłopaka, który był dla mnie jednym z najlepszych środkowych obrońców w Polsce w tym momencie. Jego współpraca na przykład z Kokoszką wyglądała co najmniej dobrze, jeśli nie bardzo dobrze.
Jak Pan oceni grę pomocników?
W środkowej strefie mamy "wybitnego" zawodnika ligowego, Stevanovicia, który jest wybierany w każdym spotkaniu MVP przez kibiców. Kibice się śmieją z tego, on nawet, jak wchodzi na 10 minut, to zostaje piłkarzem meczu. Facet, który na 10 podań ma 11 do tyłu! Następny: Kaźmierczak. W kole to ja też sobie mogę pospacerować i z 30 metrów uderzyć. Nie ma wojny na boisku.
Mila, nie czarujmy się, nie jest to ten Sebastian, którego chcielibyśmy wszyscy widzieć. Wiemy, że on potrafi. Coś się gdzieś zacięło. Fakt, że miał kontuzję, miesiąc przerwy. Nigdy nie był zawodnikiem, który ciągnie, szarpie, walczy, bije się. Raczej potrafi zmienić rytm grania, dokładnie dograć, zmienić strefę, przenieść ciężar gry. Jeżeli on nie jest w pełnej dyspozycji, a do tego nie mamy skrzydłowych, to wygląda tak, jak wygląda.
Na ile wpływ mają sprawy pozaboiskowe?
Oczywiście wiadomo, że wyniki jakoś kształtują atmosferę. To, co się w klubie dzieje, sprawy zewnętrzne, też nie wpływają najlepiej. Ale umówmy się, klub wszystkie sprawy stara się regulować, praktycznie poza premiami wszystko jest na bieżąco, a Śląsk ma drużynę z jednymi z najwyższych kontraktów w Polsce. Nie widzę więc powodów, dla których ten zespół miałby się nie bić. Walki nie ma. Przyjeżdżają przeciętni i bardzo przeciętni rywale i wywożą punkty z Wrocławia. Kiedy Śląsk wygrał po raz ostatni na wyjeździe? Przez całą jesień jeden raz i to jak...
Ta zawierucha podczas rozwodu Miasta z panem Solorzem też miała na pewno jakiś wpływ. Zbyt duża ilość informacji zmienia nastawienie do pewnych rzeczy. Nagle ktoś tam coś niefortunnie powiedział, że niektórym zawodnikom kończą się kontrakty, że nie będziemy podpisywać, nie będziemy rozmawiać. Piłkarz już myśli, że tu nie ma za co umierać. Cała otoczka, to, o czym wszyscy rozmawiają, też ma swój udział w tym, że Śląsk jest na 13. miejscu.
Jaki wpływ mogła mieć reforma ligi?
Na początku sezonu mogło być takie nastawienie psychiczne, że jesteśmy w Europie, gramy w pucharach, gdzie ta Sevilla nas zresztą strasznie skopała. Chciałbym wierzyć, że nikomu w głowach nie zakiełkowało takie myślenie o tej reformie ligi: panowie, jest 30 kolejek, nawet jeśli nie będziemy w tej ósemce górnej, to jest jeszcze 7 meczów. Teraz mamy 12 punktów, ci ze strefy spadkowej 9. Wygramy w finałowej fazie 3 mecze i będzie spokój.
Tak samo funkcjonuje liczenie w górnej połówce: 6 oczek straty do lidera to nie jest źle. Kiedyś 6 punktów przewagi na kilka kolejek przed końcem praktycznie gwarantowało mistrzostwo Polski. Dzisiaj po podziale zostają 3 - jedna wygrana i do widzenia.
Najgorsza w tym wszystkim jest postawa w meczu większości zawodników Śląska. Odzwierciedleniem tego jest frekwencja i postawa kibiców.
Lepiej teraz kupić 2 skrzydłowych, zmienić system grania czy ogólnie przewietrzyć szatnię?
Ja mogę tylko mówić o sprawach zewnętrznych, bo mnie nie ma wewnątrz. Od tego jest trener Levy i on powinien wiedzieć, co zrobić. Potrzebujemy co najmniej 2 skrzydłowych, środkowego pomocnika i przynajmniej 1-2 obrońców. Jeżeli tniemy środki, a Kelemen ma najwyższy kontrakt, to dobrze by było, żeby odszedł. No ale na newralgicznej pozycji w zespole przez 3/4 jesieni grał zawodnik nieakceptowany przed drużynę, mówię o Gikiewiczu. Bramkarz widzi najwięcej na boisku, ma ustawić całe tyły, dyrygować, podpowiedzieć. Więc jak to może dobrze funkcjonować? Problemy rodzą się z takich drobiazgów, choć negacja kogoś przez drużynę to nie jest drobiazg.
Czy Śląsk ma jeszcze szansę coś osiągnąć w tym sezonie?
Przez 9 kolejek? Z jednej strony można zdobyć 27 punktów, ale na "dzień dobry" jedziemy do Lecha. Hamulec może zostać zaciągnięty już w pierwszym meczu. To przeciwnik, który oficjalnie się nie kryje z tym, że chce zdobyć mistrza Polski. Ma aspiracje i możliwości, więc jeszcze będzie dokonywał wzmocnień. Żeby wyskoczyć z tego 13 miejsca, to trzeba minąć 5 drużyn. Takich, które mają ten sam cel, tyle że mają więcej punktów. Nie jest łatwo. Trzeba będzie walczyć w każdym meczu o wszystko. Każdy traktować jak finał pucharu: wychodzimy i bijemy się. Nie tak dawno przecież, wszyscy dobrze pamiętamy, bo to było w tym roku, przyjemnie było iść na mecz. I nagle się gdzieś tam coś urwało.
Ostatnie pytanie: o młodzież w Śląsku...
(śmiech) Ale o kim mamy rozmawiać? Jaka młodzież? Dla mnie nie ma nikogo. Ja uważam, że to, co się w Śląsku robi z młodzieżą, to jest jeden wielki skandal. Klub nie ma swojej szkoły, akademii, nie ma wychowanków. Patrzymy na drużynę rezerw w klubie, który przez ostatnie 3 lata był na podium. Te rezerwy grają w 3 lidze i dostają baty. Przyjeżdża byle jaka drużyna i wygrywa mecze. Jakaś Gać przyjeżdża i nie przegrywa we Wrocławiu! Oni powinni wychodzić i takie drużynki ogrywać trójką, czwórką. Poligon sobie robić.
Ile bramek strzelił gwiazda polskiej piłki nożnej, Więzik? 4? To ma być napastnik na ekstraklasę? On w tej okręgówce powinien mieć 20 strzelonych. Tego nie można nawet nazwać drużyną rezerw, bo nikt nie ma szans wejścia do pierwszego zespołu.
Porobiły się bardzo nieciekawe rzeczy, jeżeli chodzi o system szkoleniowy. Nie ma dopływu chłopców z Wrocławia. Bo jak to jest? Nie mamy wychowanków? Śląsk nie wydaje pieniędzy na szkolenie? Przecież tam jest pełno trenerów. Tylko wszyscy, którzy tam są, chyba oprócz Marka Kowalczyka, nigdy nie byli związani z klubem. Teraz jeszcze doszedł Piotrek Jawny. A ilu chłopaków pokończyło granie i bawi się teraz w różne rzeczy?
Ja już nie mówię o skautingu, który pozwolił na takie ucieczki z okolic jak Masłowskiego i jeszcze paru innych. Albo o niezatrzymaniu Kamila Bilińskiego, który został – nieważne w jakiej lidze – królem strzelców.