Marek Kowalczyk: Moi podopieczni trafią do ekstraklasy!
Przed sobotnim meczem Śląska Wrocław z Piastem Gliwice juniorzy młodsi naszego klubu otrzymali medale za wygranie Dolnośląskiej Ligi Juniorów Młodszych i awans do rozgrywek makroregionalnych. O tym sukcesie rozmawiamy z ich trenerem, Markiem Kowalczykiem - byłym piłkarzem WKS-u, mistrzem Europy juniorów z 1993 r.
Celem zespołu był awans do ligi makroregionalnej. Z Ligi Dolnośląskiej Juniorów Młodszych awansowały 2 zespoły. Wygraliśmy w cuglach te rozgrywki, zajęliśmy 1. miejsce, razem z Zagłębiem Lubin weszliśmy do makroregionu. Biorą w nim udział drużyny z 4 województw. Są to: opolskie, lubuskie, śląskie i dolnośląskie. Po 2 z każdego z nich rozegra na wiosnę ze sobą po 2 mecze: u siebie i na wyjeździe. Zwycięzca tej ligi jedzie na mistrzostwa Polski, gdzie spotkają się 4 najlepsze zespoły i zagrają każdy z każdym po jednym meczu.
Jakie wyniki osiągaliście w LDJ?
Wygraliśmy 13 spotkań, zanotowaliśmy remis w Głogowie z Chrobrym i przegraliśmy w derbach z Akademią u siebie. A na Zagłębiu wygraliśmy 2:0.
Podobała się chłopakom uroczystość w sobotę na stadionie?
Było bardzo fajnie. Chłopcy mogli wyjść przed meczem, poczuć smak troszeczkę większej piłki. Zobaczyć, jak to wszystko wygląda. Jak prezentuje się obiekt od tej strony, gdzie poruszają się piłkarze. Teraz najważniejsze dla nich jest to, żeby grać i się rozwijać, a dla mnie najistotniejszy jest ich rozwój i radość z gry w piłkę nożną. Jeśli to wszystko się łączy, to wynik sam przychodzi.
Co chcecie osiągnąć w przyszłym roku?
Bardzo byśmy chcieli wygrać tę ligę, ale ja nie nastawiam się na wynik. Oczywiście, chcemy pojechać na finały, ale nie musimy robić tego za wszelką cenę. Zauważyłem w swojej grupie potencjał ludzki, chłopców, którzy mogą zaistnieć w dorosłej piłce - i to jest dla mnie najważniejszy cel. Chcę, żeby oni trafili do seniorów. Dobrą grę można jednak łączyć z rozwojem i wynikami. Podobnie jak w 1979 roku, kiedy Śląsk zdobył mistrzostwo Polski juniorów, a potem wielu z tych zawodników weszło do pierwszej drużyny.
Jaka czeka ich przyszłość?
Chłopcy, których ja obecnie prowadzę, są z roczników 1997-99. Czyli najstarsi mają 16 lat. Ja powtarzam zawsze, że już w juniorze młodszym zaczyna się taki proces, który nazywam małym castingiem. Oni już kończą zabawę, a zaczyna się takie małe przejście do dorosłej piłki. Oczywiście piłką należy się cieszyć, radować, bawić zawsze. Ale w tym wieku trzeba już udzielać odpowiedzi na pytania, kto, gdzie, jak będzie grał w przyszłości. My jako trenerzy stawiamy na rozwój tych piłkarzy. Wiadomo, że nie wszyscy będą grali w ekstraklasie. Ale mam nadzieję, że z tej grupy, którą mam, wielu to się uda, bo są dość utalentowani.
Jak wygląda dziś szkolenie młodzieży w Śląsku?
Ja kiedyś przyszedłem tu z Włókniarza Wrocław jako 17-latek i zadebiutowałem w tym wieku w pierwszej drużynie. Teraz pod tym względem jest inaczej, w pierwszym zespole regularnie gra tylko jeden wychowanek. Od półtora roku przy klubie funkcjonuje jednak Akademia Piłkarska, która moim zdaniem już niebawem wyda dobre owoce. Ten proces to żmudna, cierpliwa praca z młodzieżą. Trzeba starannie podchodzić do każdego dnia i pracować nad rozwojem tych chłopców.
Oni wchodzą też w trudny wiek dojrzewania, różne sytuacje napotykają na drodze. Wiele klubów powinno na to zwrócić uwagę. Trenerzy, którzy zajmują się młodzieżą, powinni być profesjonalnie opłacani i przygotowani do zawodu.
Wychowywanie własnych zawodników to jedyny kierunek dla Śląska moim zdaniem. Tylko przez rozwój chłopaków związanych z regionem można zbudować silny klub. A na Dolnym Śląsku nie brakuje utalentowanych zawodników. Cieszy, że wielu z nich trafia do naszej Akademii. Od początku jej powstania doczekaliśmy się już ośmiu młodzieżowych reprezentantów kraju oraz aż czterdziestu reprezentantów Dolnego Śląska.
Jakie spotykacie trudności?
Największym problemem jest brak bazy, żebyśmy mogli w jednym miejscu wszystko robić z grupami młodzieżowymi. Jestem tu od półtora roku i mogę powiedzieć, że w tym czasie dużo w tej kwestii zostało zrobione. Korzystamy z bardzo dobrych obiektów AWF-u. Idzie to w dobrym kierunku, co pokazują nasze drużyny na różnych turniejach. Odnoszą coraz lepsze wyniki. Powoli zaczynać się coś dziać.
Myślałeś już w czasie kariery o pracy trenerskiej?
U mnie było to dziełem przypadku. Po powrocie z kontraktu w Hradcu Kralove zagrałem w Moto-Jelczu Oława i 3 sezony w Kątach Wrocławskich, z czego rok łączyłem grę z pracą trenerską. Któregoś dnia zdarzyła się tam nieprzyjemna sytuacja - trener juniorów dostał udaru, dzisiaj to już świętej pamięci Stanisław Siekierski. Ja akurat w poprzednim meczu dostałem czerwoną kartkę i nie mogłem zagrać w lidze. Dostałem propozycję od prezesa, bo ktoś musiał na drugi dzień z tą młodzieżą pojechać. Wcześniej robiłem kursy sam dla siebie, ale to stało się dość nagle. Trener już do pracy nie wrócił i tak zaczęła się moja przygoda. Przez 2 lata zbudowałem zespół, który się utrzymał w lidze, a potem toczył już równorzędne pojedynki z Zagłębiem Lubin czy Śląskiem. Po którymś z nich trener Klepak zapytał, czy nie chciałbym poprowadzić juniorów WKS-u. Zgodziłem się, bo zawsze chciałem wrócić do klubu.
Niewielu z Was, byłych piłkarzy, pracuje w Śląsku z młodzieżą.
Obecnie jest nas dwóch, ja i Piotrek Jawny, ale nie możemy zapominać, że klub współpracuje także z Darkiem Sztylką i Krzysiem Wołczkiem. Piotrek przez pierwszy rok od powstania Akademii szkolił żaczków, dzisiaj jest drugim trenerem w rezerwach. To cieszy, że wiedza i doświadczenie byłych piłkarzy są wykorzystywane. Nam łatwiej przekazać tym chłopcom, jak to wygląda na boisku. Ja bardzo lubię oglądać tenis, jestem fanem Rafaela Nadala, ale treningu tenisowego nigdy bym nie poprowadził. Musisz to umieć, żebyś mógł pokazać.