Prasówka: Pielgrzymka do grobu świętej Jadwigi
Dzisiejsze media rozbierają na czynniki pierwsze fatalną grę defensywy Śląska. Dziennikarze nie szczędzą słów krytyki pod adresem obrońców, jak i zwolnionego już trenera. Ciepło został przyjęty jedynie debiut Kamila Dankowskiego.
Słowo Sportowe uderza krótkim tytułem:
Tragedia. To, co niedawno wydawało się nie do uwierzenia, czyli perspektywa walki o utrzymanie, wielkimi krokami zbliża się do Śląska. Wrocławianie po słabiutkiej grze przegrali wczoraj z Ruchem Chorzów 2:3 i nie zmienią tej opinii bramki strzelone w końcówce meczu... Sytuacja WKS w tabeli jest coraz trudniejsza.
Ruch rozbił skandalicznie słabo grających wrocławian. Patrząc na grę Śląska nie ma innego wyjścia, jak ogłosić alarm. Wszystko wskazuje, że trzeba już zapomnieć o awansie do czołowej ósemki ligi i skupić się na wcale niełatwej walce o utrzymanie.
W podobnym tonie pisze Gazeta Wyborcza.
Drużyna trenera Stanislava Levego raczej może zapomnieć o awansie do pierwszej ósemki - Śląsk będzie się bronił przed degradacją. (...) Śląsk jest w kryzysie. Drużyna przegrała obydwa mecze w tej rundzie, ma tylko 24 punkty i nadal zajmuje 13. miejsce w tabeli. I ma trudne mecze przed sobą. Śląsk momentami gra prostu wstydliwie słabo i znalazł się na pograniczu degradacji.
Media nie zostawiają suchej nitki na fatalnej grze obrony. Słowo Sportowe relacjonuje:
Trener Śląska powtórzył swój błąd z meczu w Poznaniu, znów jako parę stoperów ustawiając Odeda Gavisha i Rafała Grodzickiego. I szybko został za to ukarany. Już w pierwszej groźnej akcji gości Izraelczyk pozwolił w polu karnym spokojnie odwrócić się Grzegorzowi Kuświkowi, a niespełna 10 minut później Grodzicki przegrał pojedynek główkowy z dużo od niego niższym Maciejem Jankowskim. Przy obu akcjach błędy popełnili też boczni obrońcy: Dudu Paraiba i Tom Hateley, pozwalając chorzowskim piłkarzom na swobodne dośrodkowania. Po stracie tych bramek Levy cofnął na środek Adama Kokoszkę i zaczęło to wyglądać trochę lepiej. Ale było już za późno.
Wtóruje temu Gazeta Wrocławska:
Trener Levy tak się wystraszył szczególnie gry defensora z Izraela, że po pół godziny gry przesunął go na defensywnego pomocnika, a parę stoperów utworzył z Rafała Grodzickiego i Adama Kokoszki. (...)
Śląsk był nieporadny, nie miał pomysłu na grę w ofensywie, katastrofalnie wyglądał w obronie – tak to wyglądało do 70 min.
Przegląd Sportowy również dostrzega kiepską postawę zagranicznych defensorów.
Izraelczyk, największy winowajca bramki na 0:1, potrzebował zaledwie paru minut, żeby Stanislav Levy doszedł do przekonania, że trzymanie go na stoperze to jak dobrowolne wciśnięcie przycisku z napisem „autodestrukcja”. Czech czym prędzej wygnał Gavisha do drugiej linii, chyba słusznie dochodząc do przekonania, że tam będzie mu trudniej narobić szkód. (...)
Koszmarnie w defensywie wypadł nie tylko Gavish. Postawa Dudu Paraiby – kolejny horror. Maczał palce przy obu bramkach w pierwszej połowie.
Dużo lepiej dziennikarze oceniają postawę debiutującego juniora, choć i jego występ daleki był od ideału. Wrocławska pisze:
Do listy kontuzjowanych dołączył Sebino Plaku. Z tego też względu Czech zdecydował się dać szansę debiutu Kamilowi Dankowskiemu. Nastolatek zagrał na prawym skrzydle. Pewnie nie zdążył jeszcze poczuć atmosfery ekstraklasy, a jego drużyna już przegrywała 0:1.
Na drugą połowę Dankowski już nie wyszedł, chociaż – jak dla nas – pierwszy do zmiany był Gavish. Zastąpił go Paweł Zeliński, inny z ekstraklasowych żółtodziobów. Nie ulegajmy jednak złudzeniom – to nie „Danek” był winowajcą słabej gry WKS-u w pierwszej połowie.
Wyborcza dodaje:
Właściwie jedynym pozytywem było wystawienie 17-letniego wychowanka Kamila Dankowskiego na prawej pomocy od pierwszej minuty. Nie, żeby Dankowski specjalnie się na boisku wyróżniał, ale z pewnością nie był najgorszy na placu. Mimo to po pierwszej połowie zszedł.
Dużo gorsze zdanie o 45 minutach młodego zawodnika ma Przegląd.
Słabiutki był też nastolatek Kamil Dankowski. Po nieobecność kontuzjowanego Sebino Plaku dostał szansę gry na prawej pomocy i debiut zdecydowanie sknocił. Prawda, że było go widać, dużo biegał, ale dośrodkowywał koszmarnie i już w przerwie Levy go zastąpił Pawłem Zielińskim.
Dziennik gani dodatkowo wrocławskich działaczy.
Kuświk. Litania piłkarzy, którzy wychowali się w okolicach Wrocławia, ale nigdy nie zostali ściągnięci przez Śląsk, a później trafili do ekstraklasy, jest coraz dłuższa. I coraz dłuższa jest lista tych, którzy później w meczach ligowych tenże Śląsk karcą. Znęcali się już świdniczanie Janusz Gol i Arkadiusz Piech, teraz do listy dołączył Kuświk. Gorzkie podsumowanie, jakie pojęcie we wrocławskim klubie w ostatnich kilku latach mieli o tym, kim dysponują w zasięgu godziny jazdy samochodem.
Co dalej? Gazeta Wyborcza liczy na efekty ubiegłotygodniowych działań.
Dobrze, że Śląsk dokonał w weekend ofensywy transferowej i kupił czterech zawodników. Bez tego wrocławianie mogliby mieć problem w walce o utrzymanie w ekstraklasie. W spotkaniu z Ruchem mogli się przekonać, na czym polega dobry, skuteczny futbol. Kocian zrobił z niebieskich rewelację ligi, a Levy robi ze Śląska pośmiewisko.
Przegląd także liczy na ostatnie wzmocnienia.
Jeśli zakontraktowani w ostatnich kilku dniach zawodnicy nie podniosą jakości tego zespołu, to wrocławianom pozostanie tylko pielgrzymka do Trzebnicy, do grobu świętej Jadwigi, o ironio – patronki Śląska i podziękowania, że w lidze są jeszcze Widzew i Podbeskidzie. Spóźniony finisz i bramki Marco Paixao oraz Lubosa Adamca niewiele zmieniają. To nie jest gra na pierwszą ósemkę. Nie z taką radosną twórczością w obronie.
FanŚląsk podsumowuje okres pracy czeskiego szkoleniowca.
Najprawdopodobniej tym momentem, który zadecydował o późniejszym totalnym klopsie był sławetny mecz z Jagiellonią Białystok, gdy na 20 minut przed ostatnim gwizdkiem na własnym stadionie, prowadząc 3-0 i grając z przewagą jednego piłkarza Śląsk ledwo zremisował 3-3. Co prawda nie od razu dało się to zauważyć, lecz chyba wtedy nam Stasiu popadł w obłęd. Najwidoczniej doszedł do wniosku, że nie ma meczów wygranych. Nawet, gdy sędzia już spogląda na zegarek, a Śląsk prowadzi kilkoma bramkami.
(...)
Albo sobie chłop nie radził z głową, albo z piłkarzami. Jedno i drugie go dyskwalifikuje.
Młodym zagrać nie pozwalał, nie poszerzył konkurencji, starzy mu zawalili wszystko, co tylko zawalić mogli i w ten oto sposób Staszek wyleciał ze Śląska.
(...)
Problem z Levym zaczynał się jednak wówczas, gdy się zabierał za ustawianie zespołu. Przywiązanie do nazwisk, fatalne ustawienie, słabe czytanie gry i kompletna nieumiejętność reagowania na boiskowe wydarzenia…
(...)
Teraz czas się pożegnać. I choć urazy nie żywimy, jednak nie ukrywamy, że czynimy to z zadowoleniem. I z bezgraniczną pewnością, że stało się to co najmniej o dwa miesiące za późno.