R. Grodzicki: W Śląsku nigdy nie było grupy imprezowej Mili
footbar.pl | skomentuj (11)
Przed szlagierowym meczem 25. kolejki ekstraklasy Śląsk - Legia porozmawialiśmy chwilę z Rafałem Grodzickim, obrońcą drużyny Tadeusza Pawłowskiego. Były piłkarz Ruchu opowiedział m.in. o tym, jak na drużynę wpłynęła zmiana trenera, jak to jest z nadwagą Sebastiana Mili i czy decyzja o odebraniu mu opaski kapitańskiej była słuszna.
Przed sezonem chyba wszyscy eksperci w Polsce stawiali was w roli faworytów do zwycięstwa w Ekstraklasie. Tymczasem Śląsk po 24. kolejkach zajmuje trzynaste miejsce i bardziej niż o europejskich pucharach myśli o utrzymaniu. Co się z wami dzieje w tym sezonie?
Tak naprawdę wiele rzeczy złożyło się na tę sytuację. W klubie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że to powinno to wyglądać lepiej. Faktem jest, że zajmujemy odległe miejsce, ale ostatnio nastąpiła zmiana trenera i liczymy, że to będzie odpowiedni bodziec i zaczniemy zdobywać punkty. I tym samym, że znajdzie się dla nas miejsce w strefie mistrzowskiej.
Naprawdę? Wciąż wierzy pan, że Śląskowi uda się zakończyć rundę zasadniczą w czołowej ósemce?
Póki co wierzę, że zdobędziemy punkty z Legią. To jest najważniejsze w tym momencie. A jeśli będziemy wygrywać kolejne mecze, wszystko jest możliwe. Myślę, że trener Pawłowski jasno daje nam do zrozumienia, że mamy skupiać się tylko na najbliższych spotkaniach, a nie na tym, które miejsce zajmiemy na koniec sezonu.
Jak już jesteśmy przy trenerze Pawłowskim – jak pan po tak krótkim czasie ocenia jego kompetencje? Stawia go pan wyżej od trenera Levy’ego?
Nie chcę udzielać jasnej odpowiedzi na to pytanie i tym samym wbijać szpilki np. trenerowi Levy’emu. W szatni powiało świeżością, na pewno trener Pawłowski ma inny pogląd na prowadzenie drużyny i inną taktykę, niż trener Levy. Myślę, że był to dobry ruch i pozytywny bodziec dla wszystkich w klubie.
Wracając do dokonań trenera Levy’ego, zimą sprowadził on do Śląska sporo piłkarzy, większość z zagranicy. Widzi pan w nich potencjał, czy należy ich traktować raczej jako uzupełnienie składu?
Ci piłkarze z pewnością wzmocnią rywalizację w całej drużynie, bo w tym momencie w Śląsku jest osiemnastu równorzędnych zawodników. U trenera Pawłowskiego wszyscy zaczynamy z czystą kartą, każdy może otrzymać szansę. Sądzę, że ci zawodnicy, którzy zostali ściągnięci przez trenera Levy’ego mogą się okazać naprawdę sporym wzmocnieniem, jak choćby Robert Pich, Flavio Paixao czy Lukas Droppa, który pokazuje się na treningach z jak najlepszej strony. Osobiście uważam, że są to zawodnicy, którzy wzmocnią zarówno skład, jak i rywalizację w zespole.
A jak zapatruje się pan na zmianę kapitana w Śląsku?
Ciężkie pytanie. Sebastian Mila jest żywą legendą Śląska ostatnich lat, bo wszystkie ostatnie sukcesy klubu- przynajmniej mnie – kojarzą się przede wszystkim z nim. Myślę jednak, że trener ma swój pomysł w tym, że zmienił kapitana. Swoim czynem odciążył trochę Sebastiana od wielu zadań i mimo wszystko sądzę, że cała ta sytuacja wyjdzie nam na dobre.
Co do Sebastiana Mili, opinię publiczną zdziwiły doniesienia o jego ogromnych zaległościach i sześciokilogramowej nadwadze.
To nie są takie zaległości, jak media je przedstawiają. W tym momencie Sebastian jest kontuzjowany i nie trenuje z drużyną, ale jest to piłkarz, który nawet jeśli ma takową nadwagę, to jest w stanie dojść do sprawności w bardzo szybkim tempie. A chyba nie trzeba mówić, że Sebastian w formie stanowi ponad 50% wartości Śląska. Dlatego każdemu w klubie, każdemu związanemu ze Śląskiem bardzo zależy, żeby wrócił do swojej normalnej dyspozycji.
A co z grupą imprezową Mili, ile jest prawdy w doniesieniach medialnych?
Ja sam dowiedziałem się właśnie z mediów, że jestem w takowej grupie. Nikt na ten temat ze mną nie rozmawiał, dlatego niespecjalnie chcę komentować tę sprawę, czy w jakiś sposób się bronić. Nigdy takiej grupy nie było, nie ma i nie będzie. Śląsk, kiedy grał dobrze trzymał się razem, w zespole nie było żadnych podziałów i teraz, gdy jest trochę gorzej, a miejsce w tabeli jest niezadowalające, jest dokładnie tak samo. Myślę, że teksty o „grupie imprezowej Mili” to tylko doniesienia prasowe. Ktoś coś powiedział i wyszła z tego plotka i wielki show.
Przejdźmy do pana osoby. Rundę wiosenną zaczął pan w pierwszym składzie Śląska, ale wiemy, że to składu wraca wasz najlepszy obrońca jesienią, Mariusz Pawelec. Nie boi się pan, że w tej sytuacji zabraknie miejsca w składzie właśnie dla Rafała Grodzickiego?
Liczę na to, że Mariusz wróci do swojej dyspozycji. Dzięki temu rywalizacja w drużynie będzie jeszcze większa. W pierwszej kolejności musimy patrzeć przede wszystkim na dobro drużyny, jeśli ta rywalizacja będzie większa, to niech wygra lepszy. Ja solidnie przepracowałem okres przygotowawczy, o to miejsce w pierwszym składzie musiałem walczyć, bo mimo że nie było Mariusza, to wśród zdrowych piłkarzy konkurencja była również spora. I łatwo nie odpuszczę. Tylko w meczach ligowych mogę potwierdzać swoją formę i chciałbym, żeby to się nie zmieniło. Choć oczywiście życzę Mariuszowi szybkiego powrotu do formy, bo w wysokiej formie daje on dużą pewność w szeregach obronnych Śląska.
Na koniec jeszcze pytanie o niedzielny mecz z Legią. Wiemy, że do Wrocławia nie przyjadą kibice gości. Ucieszyła pana ta decyzja Komisji Ligi – w końcu z fanami z Warszawy macie na pieńku – czy wręcz przeciwnie?
Piłka nożna jest dla kibiców. Wiadomo, że takie zachowania, jakie ostatnio były na stadionie Legii są niedopuszczalne. Tych kiboli – bo tak należy ich nazwać – trzeba wyrzucać ze stadionów. Niestety, przez takich ludzi cierpią też inni, zwykli kibice, którzy przychodzą na mecze, żeby dopingować swoją drużynę w sposób normalny, czy po to by po prostu obejrzeć widowisko. Ludzie zaczynają chodzić na stadiony, staje się to wśród nich coraz modniejsze, także wśród rodzin. Tym bardziej szkoda, że zabraknie fanów z Warszawy, bo z pewnością na trybunach byłoby ciekawiej.
Rozmawiał WIKTOR DYNDA