Futbol mam w genach
Z nowym pomocnikiem Śląska, Mateuszem Machajem, rozmawiamy o jego dotychczasowej karierze, o tym, jak trafił do Śląska, perspektywach wrocławskiego zespołu i wadach oraz zaletach samego zawodnika.
Przyszedłeś do Śląska niemal w ostatnim dniu okienka transferowego. Klub się Tobą wcześniej interesował?
Z tego, co wiem, to było wcześniej zainteresowanie moją osobą. Jakieś rozmowy były z Lechią chyba pół roku temu, kiedy pojawiła się opcja mojego wypożyczenia. Transfer nie doszedł do skutku. Nie wiem, dlaczego. Tym razem się udało i cieszę się, że trafiłem do Śląska.
Czemu stało się to już po rozpoczęciu rozgrywek?
Zimą normalnie przygotowywałem się z Lechią. Po powrocie z obozu w Turcji zostałem odsunięty po raz drugi do drużyny rezerw. Podjąłem wtedy decyzję, że chcę odejść i starałem się za wszelką cenę rozwiązać kontrakt. Tym bardziej że pojawiło się zainteresowanie ze strony Śląska i chciałem zmienić otoczenie.
Pochodzisz z Głogowa, ale zanim trafiłeś do Wrocławia zwiedziłeś całą Polskę.
To było tak, po kolei: najpierw zaczynałem w głogowskiej szkółce piłkarskiej UKS. Zadecydowałem sam, że wyjadę i pół roku spędziłem w Zielonej Górze w UKP. Mieszkałem w internacie. Grałem tam w reprezentacji makroregionu lubuskiego. Na te mecze przyjeżdżali obserwatorzy z Amiki Wronki, rozegrałem kilka niezłych spotkań, zainteresowali się mną i zabrali do Wronek. Tam w szkółce spędziłem bodajże 3 lata. Po fuzji Amiki z Lechem zostałem w Poznaniu. Później było różnie, były wypożyczenia do niższych klas rozgrywkowych, wróciłem do Głogowa, gdzie zrobiliśmy awans do II ligi. Następnie przeszedłem do Lechii Gdańsk.
Brat Twojego ojca, Stefan, był znanym piłkarzem Śląska. Czy miał duży wpływ na to, że zostałeś piłkarzem?
Nie. Mój tato też grał w piłkę. Może nie na takim poziomie jak wujek, ale grał w II czy III lidze dolnośląskiej. Może gdzieś w genach to zostało, bo ja i brat kontynuujemy tę rodzinną przygodę z piłką.
Jak oceniasz swój nowy zespół?
Powiem tak: jest tutaj na pewno wielu dobrych piłkarzy i w tej drużynie jest duży potencjał. Miejsce w tabeli niekoniecznie jest odzwierciedleniem tego, co drzemie w tej ekipie. Myślę, że stać nas na dużo więcej, ale nie zawsze jest tak, jak by się chciało. Nie zawsze świetnie idzie. Nie ma chyba takiego zespołu, który grałby notorycznie bardzo dobrze i na wysokiej fali. W tej chwili jest taki mały kryzys, ale ja mam nadzieję, że z czasem będzie coraz lepiej. Będziemy walczyć o wyższe cele na pewno, bo stać nas na to.
Byłeś zdziwiony tym, że od razu po przyjściu zadebiutowałeś w wyjściowej jedenastce?
Było to dla mnie dość miłe zaskoczenie, że wskoczyłem do składu. Tym bardziej że krótko wcześniej miałem mały uraz, problemy z achillesem. Ale szybko doszedłem do pełni zdrowia. Cieszy mnie to, że trener postawił na mnie.
W Lubinie odpłaciłeś za zaufanie dwiema asystami.
Myślę, że stać mnie na jeszcze więcej. Zaczynam się też czuć coraz lepiej fizycznie i coraz lepiej współpracować z drużyną. Z każdego treningu na trening coraz lepiej się rozumiem z chłopakami. To dobry prognostyk na przyszłość.
Na 4 kolejki przed końcem sezonu zasadniczego macie jeszcze szansę na czołową ósemkę?
Sytuacja jest ciężka, ale na pewno będziemy walczyć do końca i do ostatniego meczu będziemy próbowali, starali się walczyć o tę ósemkę. Taki mamy cel.
W zespole pojawiło się ostatnio wielu pomocników. Jak oceniasz Waszą współpracę?
Myślę, że jest nieźle. Tak jak wspominałem, potrzebujemy troszkę czasu, żeby się zgrać ze sobą. Wiadomo, że w tydzień czy dwa tygodnie trudno, aby wszystko zaczęło funkcjonować. Ale z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
Jak sobie wyobrażasz pobyt we Wrocławiu?
Kontrakt mam do grudnia z opcją przedłużenia na kolejny rok. Chciałbym jak najdłużej tu zostać. Tym bardziej, że pochodzę spod Głogowa, z małej miejscowości. Dolnośląskie to jest takie moje miejsce i tu mi jest chyba najlepiej. Mam nadzieję, że to nie będzie mój jedyny rok w Śląsku.
Czym jest WKS dla wychowanków głogowskiej szkółki?
Każdy z młodych chłopaków z takich szkółek stawia sobie jakieś wysokie cele i dąży do tego, żeby grać w ekstraklasie. Może niektórzy marzą o czymś więcej. Jeżeli mają na tyle samozaparcia i będą ciężko pracować, to kiedyś ktoś tam dojdzie. Życzę tego z całego serca chłopakom. Ale myślę, że poziom ekstraklasy to już jest naprawdę nieźle jak dla kogoś z takiej małej szkółki.
Jakie są Twoje największe zalety i nad czym jeszcze musisz pracować?
Nie lubię mówić o swoich zaletach... (pauza) Stałe fragmenty gry są moją mocną stroną. Kiedyś poświęcałem temu elementowi bardzo dużo czasu. Zresztą teraz też staram się go nie zaniedbywać, bo trzeba na bieżąco to utrwalać. Inaczej byłoby ciężko dobrze je wykonywać. Jeżeli się trenuje i jest powtarzalność, to jakoś idzie. Moją piętą achillesową jest gra w destrukcji. Bardziej lubię grać do przodu i w defensywie raczej jest mi ciężko.