Wojciech Pawłowski: W końcu mogłem pograć

Prezentujemy wypowiedź Wojciecha Pawłowskiego po meczu rezerw Śląska.
To Twój pierwszy mecz od jak dawna?
Dokładnie nie wiem. Weszło pisało, że od 689 dni, ale to nieprawda, bo przecież grałem mecz w kadrze młodzieżowej z Włochami. Jeden mecz zagrałem w Primaverze (odpowiednik Młodej Ekstraklasy – przyp. red.) w Udinese, także ta liczba jest mniejsza. To nie jest jednak najważniejsze. Cieszę się, że mogłem w końcu wystąpić w oficjalnym meczu, nawet tej III ligi. Pograć trochę z chłopakami i się ogrywać. Nie wiadomo, jak to w przyszłości będzie.
Jak oceniasz dzisiejszy mecz i swój występ?
Nie graliśmy źle. Staraliśmy się grać piłką, grać do przodu, strzelać, zdobywać gole. Udało nam się te dwie bramki zdobyć. To są młodzi chłopacy i dużo się jeszcze muszą nauczyć. W szczególności gry taktycznej, ustawiania się do piłki, stałych fragmentów gry. To była największa siła rywali, ich celem było stwarzać zagrożenie z nich. Oni na pewno sobie założyli przed meczem, że będą dużą wagę do tych stałych fragmentów przywiązywać. Bardzo dobrze je wykonywali. Nawet auty wrzucali daleko, a praktycznie każdy rzut rożny to był strzał na bramkę.
Pierwszego gola strzelili po rogu, drugiego z karnego. Miałeś jakieś szanse na obronę?
Teraz nie wiem, zobaczymy. Dobrze, że mecz był nagrywany, ja sobie spokojnie po weekendzie obejrzę, bo jutro gramy z Górnikiem. Karny to jest loteria. Przy pierwszej bramce myślę, że dałem z siebie wszystko, by obronić. Zabrakło dwóch centymetrów, żeby to obronić. Ważne, że zremisowaliśmy i jesteśmy zadowoleni ze swojej gry.
Przy obecnej formie Mariana Kelemena nie wiadomo, kiedy zadebiutujesz w pierwszej drużynie.
Ja nie patrzę na innych, zwracam uwagę na swoją osobę i staram się szlifować moją dyspozycję. Cieszę się oczywiście, że Marian jest wysokiej formie, że pomaga zespołowi zdobywać punkty. Ale nie wiadomo, jak to się potoczy za tydzień, za dwa. To jest piłka nożna, różne przypadki się zdarzają.