Śpiewok: Zapraszam na Górnika, bo mecze z nim zawsze są dobre
W przerwie dzisiejszego meczu rezerw udało nam się porozmawiać z Pawłem Śpiewokiem, legendarnym napastnikiem Śląska. Równo pół wieku temu wywalczył on dla WKS-u historyczny awans do ekstraklasy, w której był między innymi postrachem defensywy Górnika. Zabrzanie wówczas pięć razy z rzędu sięgali po tytułu mistrza Polski.
Niech Pan opowie, jak Pan te bramki Górnikowi strzelał?
O, to były mecze, na które na Stadion Olimpijski przychodziło pełno ludzi. Górnik Zabrze - Śląsk to była wspaniała rzecz. Walka między mną a Oślizłą i całą reszta. Ja strzeliłem najwięcej bramek.
Miał Pan jakiś patent na tego Górnika?
Nie, ale ja Ślązak, oni Ślązacy to zawsze się jakoś tak nakręcaliśmy. Bramkarz, jak on się nazywał?
Kostka.
O tak, Kostka. To był kawał byka! Ja grałem przecież w reprezentacji Śląska, wszyscy się znaliśmy. Z Górnikiem to były najlepsze mecze. I tam, i tu. Pamiętam jeden z Zabrza, było 6:3, zdobyłem wtedy dwie bramki. W ogóle to chyba strzeliłem im pięć czy sześć, tak?
Tak, pięć w lidze i jedną w pucharze.
Szkoda, że nie mogę przyjść na ten mecz, bo trochę choruję i nie mogę za długo siedzieć. Ale to będzie dobry mecz. Zapraszam ludzi, bo te mecze naprawdę są zawsze dobre. Wtedy na każdym z nich były tłumy ludzi.
Jesteśmy na fali, a Górnik w dołku. Trzeba wygrać, ale czy to będzie takie proste?
Śląsk musi wygrać ten mecz. Może być trudno. Do tej ósemki będzie ciężko się dostać. Uważam, że do spadku już ktoś jest. Wczoraj grał Widzew Łódź i jeszcze jest Podbeskidzie. Ale i tak będzie łatwo się utrzymać. Cały czas trzeba budować drużynę, żeby ludzie przychodzili. Nie może być tak, że stadion na 40 tysięcy a przychodzi pięć. Muszą kogoś dokupić i ciągle budować. Może „Paweł” coś z tym zrobi.
Dużo zmieniła się gra Śląska, odkąd przyszedł trener Pawłowski?
Dużo, dużo się zmieniło. Widzisz, ważna jest atmosfera. Bez tego nic nie będzie. My dużo rozmawialiśmy, wyjeżdżaliśmy razem, spotkania były różne. I to tworzy tę atmosferę. Wtedy przyszedł jeden, drugi i drużyna się tworzyła. Atmosfera jest ważna, ale później zawodnicy muszą trzymać się dyscypliny. Nie ma cudów. Bez dyscypliny się nie da. Jak wiesz, że piłkarz jest fajny i był w domu, to możesz go dać na boisko, a jak go nie było, to szybko odstawiasz i jest po wszystkim.
„Paweł” stara się robić atmosferę. Zaprasza wszystkich na spotkania, żeby mieć ten klimat. Na Zachodzie jest tak samo. Mnie zapraszali do kina czy na spotkania z młodzieżą. Nie jest tak łatwo mieć 22 zawodników i coś z nimi zrobić. Trzeba mieć taką atmosferę, żeby to wszystko grało. Zobacz, co robi Mourinho – w tym wszystkim jest trochę dyscypliny. Uważam, że Śląsk musi wzmocnić zespół. Trzeba też trochę o młodzież zadbać. Jak najwięcej drużyn młodzieżowych. Młodzież jest, ale trzeba jeździć na te mecze obserwować.
Zawodnicy starsi, którzy pokończyli kariery powinni szkolić, jak Sztylka. Ale miasto musi troszeczkę pomóc i klub też, żeby to sfinansować i wtedy coś z tego będzie. Jest młodzieży trochę.
Teraz przyszła taka pani, która ma czworo dzieci. Ale co, jak ona nie może tego sfinansować. Jeden syn przyszedł w trampkach, sznurówek nawet nie miał. Nauczyciel przyniósł mu buty dopiero. Z tych biednych rodzin będą dobrzy zawodnicy. Więcej drużyn młodzieżowych dopiero jakiś efekt daje. Troszeczkę musimy zmienić styl tego wszystkiego. Więcej zaangażowania u starych zawodników, którzy skończyli już karierę.
Dzisiaj przychodzi taki zza granicy i jemu trzeba płacić 50 tysięcy pensji. A kim on jest? To ja mogę wyjść i parę razy kopnąć! Można czasami kupić zagranicznego, ale on musi dawać coś dla klubu. Trzeba stawiać na swoich. Widać, że chłopaki coś umieją, ale trzeba mieć cierpliwość. Piotrka Jawnego wzięli, bo to jest symbol i takich ludzi jak najwięcej.
Kiedy ogląda Pan Marco Paixao, to jak Pan go ocenia jako napastnika?
Przyszedł do klubu i widać, że to dobry zawodnik. Potrzeba 2-3 zawodników, którzy mu pomogą. Sam nie pokona całej obrony, trzeba tych, co mu dograją. Za naszych czasów to byli skrzydłowi – Skowronek, Stachuła. Teraz też tak jest, zobacz Barcelonę czy Real, też grają na jednego zawodnika. Ale ci, co grają, muszą coś reprezentować.
W tym roku będzie 50-lecie pierwszego awansu Śląska do ekstraklasy, dużo Was jeszcze zostało żyjących?
Malutko.
Macie jeszcze jakiś kontakt ze sobą?
Tak, mamy. Jest Jamróz, Czarnecki, Siegert, Poręba. Byłem na meczu w Zabrzu, oldboye grali, to tak nas przyjęli, że mi się płakać chciało. Klub powinien dbać o starych zawodników, na Zachodzie tak jest. Ja przychodzę dla interesu klubu, a nie żeby się nażreć, za przeproszeniem. Ja przychodzę, żeby porozmawiać np. z Tobą czy innym dziennikarzem albo zawodnikiem. A to na tym głównie polega. Klub musi zaprosić starych zawodników, to jest ważne. A my się cofamy. Nie możemy się cofać. Trzeba iść do przodu.
Ilu nas tam zostało, pięciu czy sześciu? To nie chodzi o to, że ja chcę się najeść na meczu, ale żeby ktoś mógł mnie pokazać i powiedzieć – On kiedyś tu grał. Ja chcę pomóc klubowi. I jako młodzi dziennikarze powinniście to popierać, tak jest wszędzie na Zachodzie. Ja przychodzę po to, żeby reklamować klub, żeby przyciągnąć tych kibiców. Tak jak kiedyś, gdy przychodziły całe rodziny. To jest zysk dla klubu. Ja zawsze stałem za tym klubem. Przecież im więcej uda się sprzedać biletów, tym lepiej.