Pawłowski: Leżącego na ziemi trzeba dobić
Prezentujemy wypowiedź Tadeusza Pawłowskiego na konferencji prasowej po meczu z Górnikiem Zabrze.
Tadeusz Pawłowski: Uważam, że to był dobry mecz mojego zespołu, szczególnie pierwsza połowa. Dlaczego dobry? Bo gramy w piłkę. Brakowało drugiej bramki. Jak przeciwnik leży na ziemi, to trzeba go dobić. Nie było tego. Zmarnowaliśmy za dużo sytuacji, były dwie prawie z linii. Trzeba było włożyć wewnętrzną część stopy. Jest trochę niedosytu, bo prowadziliśmy długo. Ale to jest piłka. Jak byśmy mieli trochę szczęścia, to by był mecz wygrany i z Legią, i dzisiaj. Bylibyśmy gdzie indziej. Takie mecze w domu trzeba wygrywać. Mimo wszystko uważam, że zespół grał dobrze, stworzyliśmy dużo ładnych akcji. Jestem zadowolony z gry zespołu, z wyniku nie.
Ma Pan pretensje do braci Paixao, którzy próbowali wejść z piłką do bramki, szczególnie Flavio.
Nieważne który to był, bo ciężko ich rozróżnić (śmiech). Ja mówiłem w przerwie: gdyby uderzał wewnętrzną częścią stopy, to by była bramka. Próbował zewnętrzną, nie wcelował dobrze w piłkę. Robi się to jak najprościej. Po prostu trzeba tylko leciutko wepchnąć piłkę. Było to przekombinowane i niestety zamiast 2:0 jest 1:1.
Zauważył Pan, że Flavio gra nieco egoistycznie?
Ja mówiłem, żeby w pierwszej połowie grać na ryzyko. Naturalnie w tej strefie przed bramką przeciwnika, tam trzeba ryzykować. Tam trzeba grać jeden na jeden. Tak, oni z bratem szukają się na boisku, chociaż w sumie to nie było aż tak rażące. Gdyby jakiś zawodnik z naszej drużyny był na wolnej pozycji z naszej drużyny, to oni by grali do niego. Główną przyczyną straty punktów było niestrzelenie drugiej bramki.
Jest Pan zadowolony ze zmian, jakie Pan dokonał?
Na 15 minut przed końcem prowadzimy 1:0. Jeżeli wstawiam Sebastiana Milę, to wprowadzam rutynowanego zawodnika, który przytrzyma, porozdziela piłki. Widzieliśmy, że nam siadła druga linia, bo Tom, Dado i Mateusz to są tacy chłopcy, szczególnie ten ostatni, że te obciążenia są dla nich bardzo duże. Tak samo Zieliński miał problemy w drugiej połowie. Także musimy mieć cierpliwości, żeby ci chłopcy stali się pełnowartościowymi zawodnikami. Wprowadzenie Mili czy szybkiego Patejuka, gdzie była możliwość zagrania na kontrę, były dobrymi decyzjami. Ostatnia zmiana, czyli wejście Plaku, wiadomo było to ryzyko, że zawodnik się znajdzie, takie szukanie szczęśliwej zmiany. Wiadomo, wchodzi napastnik za napastnika, nie robiliśmy żadnych przetasowań. Wszyscy wchodzili na swoje pozycje.
Dawno nie widzieliśmy od pierwszej minuty Tadeuszach Sochy. Czy on jest gotowy do gry przez 90 minut?
Tak. Ja nawet też miałem przez moment takie przemyślenia, żeby go wpuścić. Bo widziałem, że Paweł Zieliński nie daje sobie rady, albo jest na granicy. Troszeczkę miał błędów, strat. Myślałem nawet o Tadku dzisiaj, także tutaj nie będzie problemu.
Spadnie z Was teraz ciśnienie, kiedy już nie walczycie o górną ósemkę?
Nie. Każdy mecz jest jednakowo trudny. Tu nie było jakiegoś spięcia, że chłopcy mieli powiązane nogi. Było dużo płynnych, dobrych akcji. Naprawdę byłem bardzo zadowolony, bo grali piłką, stwarzali sobie sytuacje bramkowe. Nie chodziło o to, że była jakaś nerwowość. Moim zdaniem to był brak koncentracji w decydującym momencie. Prawie identyczną bramkę straciliśmy z Legią. Zawodnik tyłem stojący do bramki z piłką odwraca się, dzisiaj jest to samo. Większa dyscyplina taktyczna, koncentracja i cwaniactwo rywala. Gdyby Paweł się związał z nim walką ciałem, na pewno nie miałby tyle miejsca, żeby się odwrócić i strzelić bramkę. Po prostu zabrakło kontaktu fizyczny.