Ćwielong: W Bochum nie ma takich pozytywnych wariatów
Piłka Nożna | skomentuj (2)
Były piłkarz Śląska, a obecnie VFL Bochum, Piotr Ćwielong, udzielił wywiadu tygodnikowi "Piłka Nożna", w którym wspomina czasy gry w barwach WKS-u. "Pepe" poruszył m.in. kwestię zaległych wynagrodzeń, atmosfery panującej w szatni czy prowadzenia treningów.
Zawodnik zaznaczył, że "wszędzie, gdzie grałem, wypłaty dostawałem regularnie. Śląsk jeszcze do końca się ze mną nie rozliczył, ale stara się to wyprostować. "
Ćwielong określił atmosferę w szatni Bochum jako "wzorcową", ale przyznał też, że sporo różni się od tej we Wrocławiu. - Wszyscy trzymaliśmy się bardzo blisko, często wyskakiwaliśmy wspólnie na obiad albo inne spotkania. W Bochum nie ma takich pozytywnych wariatów jak Gikiewiczowie, którzy zapewniali atrakcje. Gdy wchodziło się do szatni, można było mieć pewność, że czeka na ciebie jakaś niespodzianka.
Były gracz "Wojskowych" skierował również kilka miłych słów pod adresem Stanisława Levego, który jego zdaniem "wprowadził w drużynie niemiecki porządek", co pomogło mu tak szybko odnaleźć się w nowym zespole.
Nie zabrakło nawiązania do słynnej wypowiedzi "jest niedziela, 17.00…”. Sam zainteresowany na początku starał się ją sprostować. - Nie chodziło mi o to, że pogoda mi przeszkadzała, tylko o fakt, że mimo wysokiej temperatury nasz kierownik nie polał murawy, przez co musieliśmy grać na żwirze. Jednak widać, że nie ma problemów z zachowaniem odpowiedniego dystansu. - Cóż, wypowiedź poszła w świat, trochę się z tego pośmialiśmy. Szyderka musi w szatni być.