Podsumowanie sezonu: Atak
Tym razem będzie krótko. Dlaczego? To normalne, że w kadrach drużyn piłkarskich nie ma zbyt wielu napastników, skoro prawie cały świat stosuje taktykę z jednym wysuniętym atakującym. Mimo wszystko najmniej liczebną grupą zawodników są bramkarze, lecz akurat we Wrocławiu wygląda to inaczej. W poprzednim sezonie występowało tu w jednym czasie dwóch niezłej klasy golkiperów, a napastnik – tylko jeden. Całe szczęście, że był to Marco Paixao.
Portugalczyk strzelił w lidze 21 goli i został wicekrólem strzelców, dając się wyprzedzić – o jedną bramkę – tylko Marcinowi Robakowi. Omijały go kontuzje, a także kartkowe napomnienia ze strony arbitrów, a że był w kadrze wrocławian jedynym napastnikiem na poziomie ekstraklasy, grał niemal non stop – dokładnie 3250 minut, czyli najwięcej ze wszystkich graczy z pola w T-ME.
Stanislav Levy dał mu odpocząć tylko raz – gdy WKS walczył jeszcze w rozgrywkach Ligi Europy i grał co 3-4 dni. Paixao zasiadł na ławce rezerwowych w domowym meczu w Jagiellonią, a na szpicy zastąpił go Sebino Plaku. Wtedy kibicom i dziennikarzom wydawało się, że Albańczyk da radę na tej pozycji, tym bardziej, że trener prowadził go wcześniej w jego ojczyźnie i powinien znać jego potencjał. Ale Plaku kompletnie nie istniał na tle rosłych obrońców z Białegostoku i ten wariant już nigdy nie został powtórzony. Do przerwy Śląsk przegrywał 0:2 i wtedy na boisku pojawił się Paixao, strzelił nawet wówczas gola.
Portugalski napastnik zrobił w polskiej lidze furorę – wyróżnia się kulturą gry, techniką, mimo że nie wygląda na atletę, świetnie gra głową. W polu karnym piłka go szuka i gdyby był trochę bardziej skuteczny, pewnie… nie grałby dla Śląska. In minus można mu zarzucić zbyt częste dyskusje z arbitrami. Panowie z gwizdkiem są teraz wyczuleni na punkcie Paixao i przez to nie dostrzegają nawet ewidentnych fauli na nim. Ważą się jego losy – Marco ma jeszcze przez rok ważny kontrakt, ale żąda podwyżki, na którą w sumie zasłużył jak mało kto, a właściwie nikt, choć w zespole są (byli) piłkarze zarabiający sporo więcej.
Ze statystycznego obowiązku trzeba jeszcze wspomnieć o Jakubie Więziku, nominalnym napastniku, który figurował w kadrze Śląska w rundzie jesiennej, a nawet zaliczył kilka gier, w tym połówkę w rewanżowym meczu z Sevillą (w LE Paixao za kartki akurat pauzował). Gola w lidze nie zdobył (wchodził przeważnie na kilka minut), udało mu się wbić piłkę do siatki z dwóch metrów w spotkaniu ze Stalą Stalowa Wola w Pucharze Polski. Oddano go bez żalu do Pogoni Siedlce, bo to piłkarz nieprzystający do ekstraklasowego poziomu (i nie tylko). Wkrótce Paixao może się doczekać dublera, bo wrocławianie pozyskali rozwojowego zawodnika – 18-letniego Karola Angielskego, wychowanka Korony Kielce.