Machaj: Stać mnie na dużo więcej
własne | skomentuj (0)
- Moim problemem jest właśnie to, że nie za bardzo wierzę w swoje umiejętności. Często na treningach pokazuję, że naprawdę stać mnie na dużo więcej i fajnie byłoby, gdybym przekładał to w stu procentach na mecz – powiedział w rozmowie ze ŚLĄSKnetem zawodnik WKS-u Mateusz Machaj.
W ostatnim spotkaniu musiałeś opuścić boisko z powodu kontuzji stawu skokowego. Możesz powiedzieć, jak to obecnie wygląda?
Dzisiaj trenowałem pierwszy raz z drużyną i nie czułem jakiegoś większego bólu, dlatego myślę, że w piątek będę już do dyspozycji trenera.
Do tej pory w dziesięciu ligowych meczach odnieśliście sześć zwycięstw, co daje wam trzecie miejsce w tabeli. Nie brakuje wam chyba powodów do radości.
Oczywiście, wszyscy w naszej szatni są zadowoleni z przebiegu tego sezonu. Nie przegrywamy u siebie, punktujemy też na wyjazdach. Na pewno zmotywuje nas to jeszcze bardziej, żeby walczyć o wyższe cele. Każde zwycięstwo buduje zawodnika i chcemy iść do przodu. Zobaczymy, co uda nam się ugrać, ale wierzymy, że osiągniemy dobry rezultat w tym sezonie.
Trener Pawłowski mówił, że nie jest łatwo wyznaczyć realistyczny cel dla Śląska. O co właściwie walczycie w tym sezonie?
Założenia przed sezonem zakładały przede wszystkim pierwszą ósemkę. Na początku będziemy się starali to zrealizować, a co nam się ostatecznie uda zrobić, zadziała na plus dla nas jak i dla klubu.
W Warszawie postawiliście Legii ciężkie warunki. Dostrzegasz w zespole potencjał, aby jak równy z równym rywalizować z najmocniejszymi drużynami w kraju?
Jak najbardziej. W naszych meczach pokazujemy naprawdę dobry futbol – gramy do przodu, strzelamy bramki. To na pewno napawa optymizmem przed kolejnymi spotkaniami. Nasza liga nie jest super silna, każdy z każdym może tutaj wygrać lub przegrać. Nam na razie idzie bardzo dobrze i mam nadzieję, że podtrzymamy tę serię i będziemy szli ku górze.
W Łodzi strzeliłeś pierwszą bramkę dla WKS-u, a także zaliczyłeś asystę. Coraz lepiej czujesz się w roli napastnika?
Cóż, to jest tak, że z meczu na mecz, gdy trener regularnie na mnie stawia, nabieram pewności siebie i czuję się coraz lepiej. Pierwsze mecze na „9” w moim wykonaniu były takie sobie. Brakowało mi jeszcze ogrania, odpowiednich zachowań. Myślę, że z biegiem czasu wyglądało to coraz lepiej i dziś odpowiada mi ta pozycja.
Po powrocie Marco Paixao konkurencja wśród graczy ofensywnych wzrośnie jeszcze bardziej. Obawiasz się utraty miejsca w podstawowej jedenastce?
Nie złożę broni i na pewno łatwo się nie poddam. Będę walczył i jeżeli uda mi się, to zagram. Jeśli trener będzie widział to inaczej, to będę zmuszony usiąść na ławce. Nie powinno to być jakąś ujmą, bo wiemy jakim zawodnikiem jest Marco. Jednak tak jak powiedziałem, zrobię wszystko, żeby grać.
Trener Pawłowski mówił w jednym z wywiadów, że grasz na 50 proc. swoich możliwości, bo brakuje ci wiary we własne umiejętności. Masz więcej do zaoferowania?
Tak i trener ma tutaj rację, bo chyba takim moim problemem jest właśnie to, że nie za bardzo wierzę w swoje umiejętności. Często na treningach pokazuję, że naprawdę stać mnie na dużo więcej i fajnie byłoby, gdybym przekładał to w stu procentach na mecz. Nie do końca tak jest, ale pracuję nad tym i myślę, że będzie lepiej.
Twój kontrakt obowiązuje do końca tego roku. Chciałbyś na dłużej zostać we Wrocławiu?
Zdecydowanie. Czuję się tutaj dobrze, pochodzę z Dolnego Śląska i mieszka tu też moja rodzina. Mam nadzieję, że moja umowa zostanie przedłużona.