Tadeusz Pawłowski: Cieszę się, że Marco strzelił gola
- W pierwszej połowie to nie była gra, do której przyzwyczailiśmy naszych kibiców - mówił na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Śląska Wrocław Tadeusz Pawłowski.
Tadeusz Pawłowski (trener Śląska):Był to mecz walki. Pierwsza połowa wyrównana, troszeczkę nie mogliśmy sobie poradzić ze środkiem pola, tam było za dużo strat, i za mało utrzymywania się przy piłce. To nie gra, do której przyzwyczailiśmy publiczność. W drugiej połowie znaleźliśmy receptę, było już lepiej. Więcej akcji, dużo więcej sytuacji bramkowych, i dwie piękne bramki. Znaczy piękne... Pierwsza - cieszę się, że Marco strzelił. Druga to ewidentny karny i cieszę się, że to się gwiżdże, bo nasz zawodnik był pociągany. Odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo jedną bramką. Cieszę się, bo mieliśmy pewne braki kadrowe w pomocy, Dudu też jest istotny w ataku. Cieszę się, że Kamil Dankowski zagrał 45 minut. Ogólnie jestem zadowolony z całego roku.
Kamil Dankowski nie tylko zagrał, ale zagrał więcej niż dobrze.
Tak i ja się z tego cieszę, bo to kolejny chłopak z naszego regionu, który jest przygotowywany do gry i na wiosnę będzie więcej grał. Mamy gry kontrolne i obóz przygotowawczy i pomału będziemy go wprowadzać. Mamy też innych młodych zawodników. Jeśli poważnie myślimy o pierwszej trójce, to musimy się wzmocnić albo chociaż utrzymać skład. Są dwie strony medalu, zawsze możemy pomyśleć o czymś więcej. Mamy za sobą udany rundę i rok, a obecna pozycja to maksimum, jakie można było wyciągnąć. Wiele meczów mogło potoczyć się inaczej, bo strzelaliśmy bramki na zwycięstwo w końcówkach meczów. Teraz możemy optymistycznie patrzeć na kolejne dni i spokojnie się przygotowywać.
Czy ma pan pewność utrzymania kadry?
Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja z Sebastianem Milą, pozostali raczej zostaną, bo mają ważne kontrakty. Ja nie jestem upoważniony do mówienia kto zostanie, a kto nie. Myślę jednak, że faktycznie większa część zostanie. Swoją drogą na razie nie ma konkretnej propozycji dla Mili.
Propozycji dla innych piłkarzy nie ma? Marco będzie chciał grać w Śląsku?
Nie. Marco wypowiada się, że chce wiosną stworzyć dobry duet z bratem, więc chyba zostanie. Chyba, że coś źle zrozumiałem po angielsku (śmiech).
Kto był najlepszym zawodnikiem Śląska w dzisiejszym meczu?
Naszą siłą był zespół, nie było zawodnika, który brylował. Głównym zadaniem było zatrzymanie najgroźniejszej broni Bełchatowa, czyli kontrataków. Nie chciałbym wyróżniać indywidualnie, bo siła leży w zespole.
Czy uraz Lukasa Droppy jest poważny?
Nie. On ma założone szwy po meczu w Bydgoszczy i dzisiaj dostał "po głowie", ale to nic poważnego.
Wojciechowi Pawłowskiemu pod koniec roku kończy się okres wypożyczenia. Czy to znaczy, że odchodzi?
Na razie jeszcze nie.
Piłkarze mają już wolne?
Tak, już mają wolne. Mieliśmy przygotowania do nowego sezonu zacząć 5 stycznia, ale umówiliśmy się przed meczem w Bydgoszczy, że jak wygrają, to dostaną dwa dni wolnego więcej. Wygrali, więc zaczynamy okres przygotowawczy 7 stycznia, kiedy spotykamy się na badaniach.
Czy rozczarował się Pan postawą Calahorro?
Dzisiejszy mecz pokazał, że on dużo nie grał. Jak chcieliśmy utrzymać wynik, to dawał dobre zmiany. Ze składu wypadli Tom Hateley i Krzysztof Danielewicz, więc ciężar rozgrywania spadł na Juana i Tomka Hołotę, a oni nie są na tyle ruchliwi. Bałem się też o drugą żółtą kartę dla Calahorro. Super funkcjonuje w zespole, cieszę się, że mam takiego piłkarza w kadrze, ale musimy pracować, żeby było lepiej.
Czy uda się zatrzymać Marco Paixao, który obecnie zarabia 9 tysięcy euro i pewnie będzie chciał podwyżkę?
Nikomu do kieszeni nie zaglądam. Jest jasność sytuacji, bo dostaje to, na co się zgodził podpisując kontrakt. Jeśli będzie strzelał bramki, oczywiście podwyżka się należy, ale musi być proporcjonalna. Możemy znaleźć wspólny język. W Polsce mamy sytuacje, że kluby są niewypłacalne, bo porobiły się kominy płacowe. Trzeba dojść do normalności.
Piłkarze mają już wolne, a trener?
Chce napisać filozofię pracy na wiosnę, siedzę nad tym, co chcemy zrobić w naszej taktyce, w jakich formach przeprowadzać gry na treningach i jak to wszystko ładnie wkomponować w trening Marka Świdra i Pawła Barylskiego, którzy będą szli w stronę motoryki. Pierwszy krok zrobiliśmy w czerwcu, a chcemy iść do przodu. Nie chcemy, by zdarzyła się sytuacja z początku sezonu, kiedy przegraliśmy z Pogonią Szczecin i GKS-em Bełchatów, bo nie było świeżości. Pierwszy mecz mamy 12 lutego i jeśli chcemy się z Legią pościgać i zagrać dobry mecz, to musimy być świeżsi. Największą sztuką jest dobrać obciążenia, żeby starczyło siły i żeby na pierwsze mecze trafić z formą. W Pucharze Polski wszystko może się zdarzyć, ale uważam, że nasze miejsce w pierwszej trójce ligi byłoby sensacją.