Rzut oka na styczeń: Transfery, transfery!

Sporo działo się we wrocławskim klubie w pierwszym miesiącu tego roku. Jako że mamy przerwę rozgrywkach ligowych, to dominującym hasłem są oczywiście transfery. I choć w kontekście ruchów transferowych pojawiają się wielkie nazwiska, to niestety są to głównie zawodnicy odchodzący z klubu.
Rok dla piłkarzy WKS-u rozpoczął się 7 stycznia. Wtedy to podopieczni Tadeusza Pawłowskiego pojawili się na pierwszym treningu. Zajęcia nie należały do najintensywniejszych, a piłkarze trenowali w dwóch grupach - jedna na siłowni, a druga na bocznym boisku stadionu przy ulicy Oporowskiej. W treningu wzięli udział testowani gracze - Milos Lacny, Andrei Ciolacu, Szymon Przystalski, Jakub Jakóbczyk i Paweł Niewiadomski. Zabrakło natomiast Rafała Grodzickiego, który w tym czasie przechodził testy medyczne w chorzowskim Ruchu.
Po kilku dniach odesłano Jakuba Jakóbczyka i Pawła Niewiadomskiego, a niedługo potem zakontraktowano Andreia Ciolacu. W międzyczasie Śląsk rozwiązał kontrakt z Rafałem Grodzickim, aby ten mógł związać się umową z Ruchem. Ważną informacją dla kibiców jest fakt, że treningi z zespołem po ciężkiej kontuzji wznowił młody Michał Bartkowiak. Do zajęć z pierwszą drużyną został także zaproszony zawodnik rezerw Krystian Miś.
17 stycznia wrocławianie rozegrali pierwszy sparing w tym roku, a ich rywalem był Górnik Łęczna. Śląsk wygrał 1:0, a jedynego gola zdobył Piotr Celeban. Mało kto wówczas przypuszczał, że było to ostatnie spotkanie Sebastiana Mili w barwach WKS-u...
O tym mówiło się już od dawna, ale nikt nie traktował tego nad wyraz specjalnie, bowiem Mila "odchodził" już ze Śląska co najmniej trzy razy. I gdy wydawało się, że pomocnik pojedzie na zgrupowanie do Turcji, a temat jego odejścia w tym oknie transferowym jest zamknięty, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Zamiast do tureckiego Side z drużyną, Mila wybrał się sam, ale do Gdańska, na testy medyczne. Dzień później był już zawodnikiem miejscowej Lechii. Ze Śląskiem pożegnał się na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, która pokazała, że Śląsk i Wrocław był dla niego miejscem szczególnym. Sebastian Mila ze łzami wzruszenia w oczach dziękował kibicom za cały czas spędzony na Dolnym Śląsku. Ta informacja zrzuciła na dalszy plan nie mniej ważną wiadomość - WKS podpisał kontrakt z Milosem Lacnym. Fanów mogła zacząć zastanawiać ta informacja, bowiem szkoleniowiec Śląska kilka dni wcześniej mówił, że tylko jeden z dwójki Ciolacu - Lacny będzie piłkarzem wicelidera ekstraklasy.
W styczniu pożegnaliśmy śp. Henryka Kowalczyka - wieloletniego piłkarza Śląska. W naszym klubie występował w latach 1974-82 na pozycji obrońcy, zdobywając w tym czasie mistrzostwo i Puchar Polski. We wrocławskim klubie pojawił się także na początku lat 90., kiedy został asystentem trenera Ryszarda Urbanka.
Druga część stycznia to typowe dla tego okresu wydarzenia. Zagraniczne zgrupowanie, ciężkie treningi, sparingi (Zoria Ługańsk 2:2 - bramki Peter Grajciar i Milos Lacny, CSKA Sofia 0:1 oraz S.C. Rheindorf Altach 3:0 - bramki Piotr Celeban, Marco Paixao i samobój) i przygotowania do sezonu.

Gdy wydawało się, że w styczniu już nic specjalnego się nie wydarzy, nagle gruchnęła wiadomość o transferze Marco Paixao do Poznania. Podobnie jak w przypadku Sebastiana Mili, najpierw informację podała Gazeta Wrocławska. Po kilku godzinach oba zainteresowane kluby i sam zawodnik oczywiście zdementowali tę pogłoskę, więc kibice mogli odetchnąć z ulgą i ponarzekać na autora tej rewelacji, Wojciecha Koerbera. Jednak później tego samego dnia można było znaleźć informacje (m.in. w serwisie kkslech.com czy Weszło), jakoby w rzeczywistości redaktor Gazety Wrocławskiej... udaremnił ten transfer! Klub z Poznania chciał podpisać kontrakt z Portugalczykiem obowiązujący od lipca, ale nie informować o tym opinii publicznej, żeby nie rozpętać "piekiełka" wokół zawodnika. Po ujawnieniu tej wiadomości, która jest nie tylko "hitem" transferowym, ale prawdziwą "bombą", strony zawiesiły negocjacje, choć jest wciąż szansa, że Marco przeniesie się do stolicy Wielkopolski, tylko nie wiadomo kiedy. A jak będzie naprawdę? Musimy poczekać jeszcze kilka (tygo)dni. Niemniej tutaj wraca temat słów trenera o wyborze jednego z dwójki Lacny - Ciolacu. Chyba, że szkoleniowiec przypuszczał, że coś jest na rzeczy i wolał się zabezpieczyć. Na ten moment Marco mówi, że zostaje i chce wypełnić kontrakt we Wrocławiu. Oby tak faktycznie było, choć zdarzali się już piłkarze, którzy jedno mówili, a drugie robili (Tomasz Jodłowiec i jego transfer do Legii Warszawa).

Ze styczniowych informacji wartych odnotowania są wyróżnienia dla ludzi Śląska. W finale plebiscytu "Słowa Sportowego" na Najpopularniejszego Sportowca i Trenera na Dolnym Śląsku Sebastian Mila zajął trzecie miejsce, natomiast bracia Paixao zwyciężyli w kategorii Najlepszy Sportowiec Obcokrajowiec. Z kolei Tadeusz Pawłowski został trenerem roku w plebiscycie Gazety Wrocławskiej.