Remis na początek 2015 r.
Na ten mecz fani we Wrocławiu czekali długie dwa miesiące. Do stolicy Dolnego Śląska przyjechała Legia Warszawa. Było to pierwsze spotkanie w 1/4 finału Pucharu Polski. Mecz zakończył się remisem 1:1 i to legioniści są w korzystniejszej sytuacji przed rewanżem.
Dla wrocławian te rozgrywki to najkrótsza droga do europejskich pucharów. Dla przyjezdnych to tylko przetarcie przed rywalizacją w Lidze Europy z Ajaxem.
Jak bardzo za swoimi ulubieńcami tęsknili kibice zobaczyliśmy tuż przed pierwszym gwizdkiem. Jako pierwsi oprawę rozpoczęli goście. Zapłonęły race,stadion „zalała” chmura dymu. Na odpowiedź gospodarzy czekaliśmy tylko chwilę. Na popularnym „młynie” pojawiła się imponujących rozmiarów zielona koszulka z nr 12. Towarzyszyły temu oczywiście efekty świetlne i pirotechniczne. Owszem wyglądało ładnie, ale kara jaką zapewne nałoży na klub PZPN również będzie imponująca.
Czy kilka tygodni bez oficjalnego meczu to dużo? Oglądając pierwsze minuty nie mam wątpliwości, że tak. Składnych akcji było jak na lekarstwo, groźnych strzałów nie było w ogóle. Początek należał do Legii, ale wraz z upływem minut to Śląsk przejmował inicjatywę, goszcząc raz po raz na połowie legionistów. W tym fragmencie meczu to gospodarze powinni objąć prowadzenie. Mocny strzał Marco obronił Kuciak, Flavio miał szansę na dobitkę ale skiksował.
Kuciak dał o sobie znać nie tylko fenomenalnymi obronami. Słowacki bramkarz dłuższą chwilę spędził leżąc na murawie. Trudno ocenić czy coś mu się stało, czy po prostu chciał zostać zauważony na dłużej.
Niewykorzystane sytuacje w futbolu mszczą się bardzo często. Już w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy prowadzenie dla Legii dał Michał Żyro. Skrzydłowy gości wykorzystał bierność obrońców Ślaska i z kilku metrów wpakował piłkę do siatki.
Wynik do przerwy, biorąc pod uwagę, że rewanż zostanie rozegrany na stadionie przy ul. Łazienkowskiej zmusił WKS do frontalnych ataków. W ciągu 10 minut wrocławianie kilkukrotnie groźnie atakowali bramkę Kuciaka. Ten jednak z opresji wychodził obronną ręką.
Sytuację podopiecznym Tadeusza Pawłowskiego skomplikowała czerwona kartka dla Tomasza Hołoty. Defensywny pomocnik zielono-biało-czerwonych zobaczył drugą żółtą kartkę i musiał opuścić murawę. Przewaga jednego zawodnika w środkowej strefie ułatwiła Legii rozgrywanie piłki w drugiej linii.
Śląsk mimo gry w osłabieniu starał się utrzymywać przy piłce. Taka taktyka sprawiła, że goście wciąż musieli walczyć w środku o odzyskanie futbolówki. Na dziesięć minut przed końcem meczu siły się wyrównały. Tym razem czerwoną kartkę obejrzał Ivica Vrdoljak.
To tylko dodało gospodarzom animuszu. Zaledwie dwie minuty po tym, jak z boiska wyleciał kapitan legionistów, Marco Paixao, ku uciesze ponad 15 tysięcy kibiców, doprowadził do wyrównania.
Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Bramka stracona na własnym stadionie nieco komplikuje sytuacje Śląska przed rewanżem w Warszawie. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego pokazali jednak, że stać ich na wyeliminowanie Legii Warszawa.
Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 1:1 (0:1)
Strzelcy: Paixao 85' – Żyro 45'
Śląsk Wrocław: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu Paraiba - Hołota, Hateley (74' Danielewicz) - F. Paixao, Grajciar (83' Ostrowski), Pich (62' Droppa) - M. Paixao
Trener: Tadeusz Pawłowski
Legia Warszawa:Kuciak - Broź, Lewczuk, Rzeźniczak, Guilherme - Vrdoljak, Jodłowiec - Żyro, Masłowski, Kucharczyk - Radović (74' Saganowski)
Trener: Henning Berg
Sędzia: Adam Lyczmański
Widzów: 15 183