Rzut oka na kwiecień: wreszcie wygrana!

Piłkarze Śląska długo kazali na to czekać swoim kibicom. Na początku liczono minuty, godziny, a potem dni i miesiące. Aż w końcu nadeszła tak bardzo wyczekiwana chwila - wrocławianie w końcu wygrali mecz w 2015 roku. Pierwszą ofiarą WKS-u została Lechia Gdańsk, która przegrała we Wrocławiu aż 0:3.
Sytuacja Śląska na początku miesiąca wydawała się dość ponurym żartem. Zespół wciąż czekał na premierowe zwycięstwo w tym roku, paradoksalnie wciąż zajmując wysoką lokatę w ligowej tabeli. Atmosfera z każdym dniem gęstniała, ale trener Tadeusz Pawłowski zapowiadał: - Gramy o mistrzostwo! Na początek walki o złoty medal pokonane miało zostać Podbeskidzie Bielsko-Biała. Niemniej Górale postawili się Śląskowi i wywalczyli cenny dla siebie remis. We Wrocławiu pozostał natomiast sporego kalibru niedosyt. Kolejny mecz, kolejne nadzieje i kolejne rozczarowanie. Śląsk przegrał w Gliwicach z Piastem 0:2, ale pozytywem może być fakt, że trener Pawłowski postanowił uderzyć pięścią w stół.

Szkoleniowiec postanowił wstrząsnąć drużyną i odebrać funkcję kapitana Marco Paixao. Opaskę przekazał doświadczonemu Mariuszowi Pawełkowi, jego zastępcą będzie Piotr Celeban. Nie była to jedyna zmiana w strukturach pierwszej drużyny. Dokonano także roszad w Radzie Drużyny, a w jej skład wchodzą teraz Piotr Celeban, Krzysztof Ostrowski, Tom Hateley oraz Mariusz Pawelec.
Jak się później okazało, takie działanie przyniosło skutek. Śląsk przełamał się i pokonał Lechię Gdańsk 3:0, a na listę strzelców wpisali się Mateusz Machaj, Piotr Celeban i Marco Paixao. O osłabieniu pozycji tego ostatniego może także świadczyć fakt, że nie wykonywał on rzutu karnego, a przecież był dotąd etatowym egzekutorem "jedenastek". - Drużyna pokazała charakter - mówił trener Pawłowski. - Ten mecz nas uwolnił - dało się słyszeć pod szatnią. Złośliwi natomiast żartowali, że do zwycięstwa Śląskowi potrzebny był Sebastian Mila. Kolejne starcie zweryfikowało rzeczywistość.
Zanim jednak doszło do pojedynku w Poznaniu, kadra Śląska została uszczuplona, bowiem groźnej kontuzji doznał Juan Calahorro. Uraz więzadła krzyżowego eliminuje Hiszpana z gry w tym roku kalendarzowym, a jako że jego kontrakt wygasa w czerwcu, sympatycznego zawodnika raczej już nie zobaczymy w barwach WKS-u.
W kolejnym ligowym starciu Śląsk nie pokazał się już z tak dobrej strony i gładko przegrał w Poznaniu z Lechem 0:2. Przed ostatnim meczem w rundzie zasadniczej przekaz był prosty: chcemy wygrać i zająć czwarte miejsce w tabeli. I choć na murawie Wisła Kraków jakby nieco bardziej "chciała", to piękny strzał Roberta Picha dał Śląskowi zwycięstwo i niezłą pozycję startową przed decydującą fazą ligi.
Kwiecień to pięć meczów Śląska - dwa wygrane (3:0 z Lechią Gdańsk i 1:0 z Wisłą Kraków), remis (0:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała) i dwie porażki (0:2 z Piastem Gliwice i Lechem Poznań). Cieszyć może fakt, że wrocławianie w minionym miesiącu nie stracili gola na własnym stadionie, choć jednocześnie należy przytoczyć fakt, że nie zdołali zdobyć bramki na wyjeździe. Zdobyczami bramkowymi podzielili się Mateusz Machaj, Piotr Celeban, Marco Paixao i Robert Pich.
W kwietniu coraz powszechniejsza stała się plotka, jakoby jeden z biznesmenów miał kupić Śląsk. Nieoficjalnie mówiło się, że bliski zainwestowania w nasz klub jest Andrzej Kuchar, pojawiły się również informacje o Grzegorzu Ślaku jako potencjalnym inwestorze, ale wszystkie spekulacje zostały ucięte. Udziały miasta ma wykupić bowiem Wrocławskie Konsorcjum Sportowe, które ma do tego pierwszeństwo. Jednocześnie obowiązki klubowego działu marketingu przejmie firma Sportfive. Nie wiadomo, czy miasto po wielu latach inwestowania w Śląsk będzie posiadało jakieś wpływy w klubie. Co to będzie oznaczało w praktyce? Na odpowiedź na to pytanie będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.