Chłodnym okiem: Czary-mary, komu puchary
Wygrywając z Górnikiem, Jagiellonia Białystok została trzecim zespołem, który zaklepał sobie występy w europejskich pucharach. Pozostało już tylko jedno wolne miejsce, o które powalczą trzy ekipy: Śląsk, Wisła i Lechia. Górnik wciąż zachowuje matematyczne szanse na czwarte miejsce, ale strata punktowa plus ciężki terminarz, czyli mecze z Lechem i Legią, ustawiają zabrzan na straconej pozycji. W sobotę duży krok w stronę pucharów zrobił Śląsk, choć – bądźmy szczerzy – był to ruch niedołężny. Relację ze spotkania z Lechią zatytułowałem Nudne zwycięstwo, co nie do końca spodobało się w tych raptem kilku komentarzach pod tekstem. Żeby było jasne – brawa za trzy punkty, szacunek za walkę, nie ma co wybrzydzać, skoro zespół utrzymuje się w grze o puchary, choć jakość kadry od prawie dwóch lat systematycznie spada. To ostatnie tej wiosny odbija się jednak na wynikach, a także – pierwsza połowa sobotniego meczu to przykład wręcz ekstremalny – na grze.
Gra była nudna, bo nie było komu jej poprowadzić. Że odszedł kreatywny Mila, nie trzeba znów przypominać, ale strata Lukasa Droppy rozsypała środek pola już niemal zupełnie. To była przecież jesienią dwójka naszych najlepszych środkowych pomocników i jeśli w tegorocznych spotkaniach Śląsk miewał dobre momenty, było to zasługą Toma Hateleya. Anglik nie boi się brać ciężaru gry na siebie, tyle że pewnych rzeczy na boisku po prostu nie wykona. Ani on, ani – jak się okazuje – żaden z jego kolegów, nawet Grajciar z Machajem, obydwaj bardziej predysponowani do rozdzielania piłek w ataku, czy rzucany z pomocy do obrony i w drugą stronę Hołota.
Wobec tych problemów za ewentualny awans Śląska do pucharów mogą odpowiadać – wbrew popularnej kibicowskiej przyśpiewce – jakieś nadnaturalne moce. Zastanawiam się, jakim cudem nieco rozsypany WKS (nie udawajmy, że tak nie jest) plasuje się w tabeli wyżej od chociażby swojego najbliższego przeciwnika – krakowskiej Wisły. Podopieczni Kazimierza Moskala wyglądali w niedzielę na tle Legii więcej niż dobrze, a najlepiej właśnie w środkowej strefie, gdzie bryluje Štilić, a świetnie sekundują mu Jankowski, Boguski i Dudka. Wisła wyprowadza piłkę w sposób obecnie dla Śląska nieosiągalny. Czy obraz środowego meczu będzie dla wrocławian faktycznie tak przykry?
Piłka jest jednak nieprzewidywalna. Lechia we Wrocławiu też lepiej klepała, przynajmniej do przerwy, a wystarczył pojedynczy przebłysk Picha i Flavio, by gdańszczanie wyjechali z niczym. Mimo tej wpadki Jerzy Brzęczek jak na polskie warunki ma do dyspozycji dream team, choć wciąż w fazie docierania się. W środku pola w meczu ze Śląskiem zabrakło Mili, ale zaprezentowali się m.in. taki technik jak Vranješ i Borysiuk – gość z rewelacyjnym dalekim przerzutem na skrzydło. A to tylko przykłady, dlatego zdziwiło mnie pytanie skierowane po meczu do trenera Brzęczka, dotyczące personalnych wzmocnień w przypadku awansu Lechii do pucharów. Akurat kadrowo Lechia jest silniejsza i od Śląska, i od Wisły, i od Jagiellonii, więc potencjalnie to właśnie ona może najlepiej z nich zaprezentować polski futbol na międzynarodowej arenie. Terminarz jednak delikatnie „faworyzuje” Śląsk, więc zobaczymy, co wyczaruje przyszłość.