Maj 2015: "Szkoda, że zabrakło tej kropki nad i"
W maju Śląsk rozegrał pięć spotkań w grupie mistrzowskiej. Wygrał tylko jeden mecz - z Lechią Gdańsk. Marzenia o mistrzostwie Polski przestały być realne, ale europejskie puchary nadal były w zasięgu ręki.
Na początku maja Śląsk Wrocław rozwiązał kontrakt z Lukasem Droppą. Umowa została unieważniona na wniosek samego zawodnika. Czech rozegrał w zielono-biało-czerwonych barwach 36 meczów, zdobywając 1 bramkę. Z prasowych doniesień wynika, że piłkarz pojawił się w klubie w stanie nietrzeźwym.
Wrocławianie zakończyli rundę zasadniczą na czwartym miejscu. Dla wielu było to duże zaskoczenie. Nie przewidywano, że Śląsk zbliży się do europejskich pucharów, a już tym bardziej do mistrzostwa Polski. To, że jest poważnym konkurentem do walki o najwyższe cele udowodnił już w pierwszym meczu grupy mistrzowskiej. I choć Śląsk z Jagiellonią nie wygrał, walczył zawzięcie do końcowego gwizdka. W starciu trzeciej z czwartą drużyną w tabeli padł remis 1:1. Mecz z Jagiellonią nie należał do najłatwiejszych. W pierwszej połowie Wojskowi kontrolowali grę. Po wyjściu z szatni stracili panowanie nad piłką i wynik zmienił się w rekordowym tempie. Mariusz Pawełek za krótko wybił futbolówkę, a ta od razu znalazła się w posiadaniu piłkarzy Michała Probierza. Przemysław Frankowski płaskim uderzeniem pokonał bramkarza gości i otworzył wynik spotkania. Śląsk po stracie bramki przyjmował cios za ciosem, ale Maciejowi Gajosowi, Filipowi Modelskiemu i Karolowi Mackiewiczowi brakowało precyzji. Wrocławianie odpowiedzieli w 55. minucie. Ładne trafienie głową zaliczył Robert Pich. Śląsk wyrównał i powrócił do walki. Wynik podwyższyć mógł jeszcze Flavio, ale piłka minęła słupek. Wojskowi wrócili do Wroclawia z jednym punktem.
W następnej kolejce rundy finałowej nadarzyła się okazja, by wyrównać rachunki z drużyną ze stolicy. Stawka w meczu z Legią Warszawa była o wiele większa. Zwycięstwo oznaczało dla Śląska utrzymanie bliskiego kontaktu z podium, a nawet wskoczenie na trzecie miejsce. Dla Legii, natomiast przedłużenie szans na mistrzostwo. Przed meczem piłkarską atmosferę dodatkowo podgrzały wiadomości z Poznania. Lech poległ w starciu z Jagiellonią, co oznaczało, że wygrana ze Śląskiem przywróci Legię na fotel lidera Ekstraklasy. Goście tak przejęli się tą informacją, że stracili bramkę już w 5. minucie spotkania. Po ładnej wymianie podań między Marco i Pichem, futbolówkę dostał Flavio i umieścił ją w siatce.
Legioniście długo nie mogli przedrzeć się przez wrocławską defensywę. Wyrównali tuż przed przerwą w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Sędziowie nie przerwali akcji, choć Orlando Sa popchnął Piotra Celebana i gol Tomasza Jodłowca został uznany.
- Szkoda, że zabrakło tej "kropki nad i" w postaci drugiej bramki. Wydaje mi się, że gol dla Legii nie powinien zostać uznany, ponieważ tam był faul. Wynik poszedł w świat, ale takie rzeczy nie powinny mieć miejsca - powiedział kapitan Śląska Mariusz Pawełek
Pomimo straty bramki, zagrania Śląska wyglądały korzystniej, choć brakowało klarownych sytuacji. W 66. minucie za faul na Flavio z boiska wyrzucony został Tomasz Brzyski (druga żółta kartka) i podopieczni Henninga Berga musieli odtąd radzić sobie, grając w dziesięciu. Śląsk, mimo przewagi liczebnej nie odgryzł się Legii. Warto wspomnieć o sytuacji z doliczonego czasu gry. Z narożnika pola karnego mocno uderzał Marco Paixao. Kuciak z trudem odbił piłkę, która leciała prosto w okienko. Podział punktów we Wrocławiu pozostawił Śląsk na piątej pozycji, a Legie na miejscu drugim.
W następnej kolejce Śląsk wybrał się do Poznania. Wojskowi planowali odegrać się na Lechu za przegraną 0:2 sprzed miesiąca. Niestety, tym razem się nie udało. Kolejorz znów okazał się lepszy i to potrójnie. Na INEA Stadionie Śląsk musiał przyjąć bolesną porażkę 0:3. W 2.minucie meczu 100% sytuacji nie wykorzystał Flavio, który znalazł się sam na sam z Jasminem Buriciem. Lech tego błędu nie popełnił, bo już 10 minut później prowadził 1:0. Centry Pawłowskiego nie zmarnował Dawid Kownacki, który wyskoczył do piłki i strzałem głową pokonał Mariusza Pawełka. Asystujący przy pierwszej bramce Szymon Pawłowski podwyższył wynik Kolejorza, trafiając jeszcze dwa razy. Po przerwie oba zespoły próbowały stwarzać jeszcze jakieś sytuacje, ale tempro gry było dużo wolniejsze. Kilka dobrych zagrań pokazał, wprowadzony w drugiej połowie, młody napastnik gości Karol Angielski. Wynik się nie zmienił i Śląsk musiał przełknąć wysoką przegraną w Poznaniu.
Po gorzkiej przegranej z Lechem piłkarze zapowiadali, że ta porażka jeszcze bardziej ich zmotywowała. Kto liczył na pewne zwycięstwo okraszone pięknymi golami, nie doczekał się w meczu z Górnikiem Zabrze, ani jednego, ani drugiego. Gra zielono-biało-czerwonych również pozostawiała wiele do życzenia. Jedyny akcent, o którym warto wspomnieć z pierwszej połowy to słupek Petera Grajciara. Poza tym, w tej części spotkania kibice nie obejrzeli żadnego celnego strzału. W drugiej połowie po dwójkowej akcji braci Paixao padł gol. Marco mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał Kasprzikowi żadnych szans. Po bramce Śląska gra nabrała tempa. Zabrzanie mieli dwie groźne sytuacje, ale nie trafiali czysto w piłkę. Gdy wydawało się, że losy meczu są przesądzone i WKS zdobędzie 3 punkty przypomniał o sobie Bartosz Iwan. Napastnik Górnika wykorzystał idealne podanie Łukasza Madeja i strzałem głową pokonał Mariusza Pawełka. Mecz z Górnikiem był czwartym meczem bez zwycięstwa.
W ostatni weekend maja Śląsk w końcu zwyciężył. Na Stadion Miejski przyjechała Lechia Gdańsk. Była to pierwsza wygrana WKS-u w grupie mistrzowskiej. Po nudnym pojedynku, trzy punkty Śląskowi zapewnił Flavio w 77. minucie. Robert Pich dośrodkował piłkę na dugi słupek, a Portugalczyk doskonałym wolejem pokonał bramkarza Lechii. Po bezbarwnym pojedynku Śląsk dowiózł zwycięstwo do końca i zajął czwarte miejsce w tabeli.