Lipiec 2015: Witaj Europo!
W lipcu zapisana została kolejna karta w historii europejskich występów Śląska. Choć przygoda z Ligą Europejską nie trwała długo, bo zakończyła się na II rundzie kwalifikacji po porażce 0:2 z IFK Goeteborg, to z pewnością pozostawiła nam wiele dobrych wspomnień. Poza tym ruszyła Ekstraklasa, a podopieczni Tadeusza Pawłowskiego stoczyli w tym miesiącu w sumie aż 6 pojedynków.
Wrocławianie sezon 2015/16 rozpoczęli w Słowenii, gdzie w I rundzie kwalifikacji Ligi Europejskiej zmierzyli się z NK Celje. Na to spotkanie wybrało aż 1400 fanów Śląska, co wzbudziło prawdziwą sensację wśród mieszkańców niewielkiego miasta. Piłkarze WKS-u czuli się zatem jak u siebie i szybko narzucili rywalom swój styl gry. Gola na wagę zwycięstwa strzelił Robert Pich i zielono-biało-czerwoni wrócili do Wrocławia w dobrych humorach.
Tydzień później na Stadionie Miejskim wystarczyło postawić „kropkę nad i”. Śląsk, zgodnie z przewidywaniami, bez większych problemów uporał się z przeciwnikiem. Wygraną 3:1 zapewniły dwa trafienia Jacka Kiełba, który w Słowenii zaliczył oficjalny debiut w zielonej koszulce, i jedno Krzysztofa Ostrowskiego. W następnej rundzie na zespół Tadeusza Pawłowskiego czekał już IFK Goeteborg.
Szwedzi przystąpili do tego meczu jako lider Allsvenskan i co tu dużo mówić, uchodzili za faworytów. Na boisku dużej różnicy jednak nie widzieliśmy. Tym bardziej, że obie ekipy wyszły na murawę z nastawieniem „z tyłu na zero, a z przodu zawsze coś wpadnie” i zaserwowały kibicom piłkarskie szachy. Efekt był taki, że przez 90 minut nie wpadło nic, więc wszystko miało rozstrzygnąć się w Goeteborgu.

Rewanż w Lidze Europejskiej poprzedził start rozgrywek ligowych. W 1 kolejce Ekstraklasy Śląsk podejmował Legię Warszawa. Gospodarze objęli prowadzenie po pięknej główce Flavio Paixao, ale później gole zdobywali już tylko legioniści. Po bramkach Furmana, Jodłowca i dwóch Nikolicia podopieczni Heninga Berga pokonali drużynę WKS-u 4:1.
Z Goeteborga Śląsk niestety wrócił na tarczy. Wojskowi nie sprostali dobrze zorganizowanemu wicemistrzowi Szwecji, który po niespełna godzinie gry prowadził 2:0. Indywidualne błędy w obronie, a także brak zimnej krwi pod bramką rywala, sprawiły, że to IFK cieszyło się z awansu.

Po dwóch porażkach z rzędu w krótkim odstępie czasu, zawodnicy Śląska próbowali odwrócić złą kartę w Szczecinie. Na listę strzelców jako pierwszy wpisał się Zwoliński, jednak kwadrans przed końcem do wyrównania doprowadził Pich. Tym samym wrocławianie wywalczyli pierwszy punkt w obecnym sezonie Ekstraklasy.