Tadeusz Pawłowski: Stołek jest bardzo gorący
- Nie obserwowałem szczegółowo Śląska. Wiem jednak, że mają wszystko, czego potrzebuje drużyna: świetną atmosferę, wzmocnienia, a tego grają ładną piłkę. Jeśli przeniosą to na ligowe boiska, będą groźni dla każdego. Słyszałem też, że wciąż trwają poszukiwania napastnika. Ten zespół znów może się liczyć w Polsce - mówi przed meczem z WKS-em szkoleniowiec Wisły Kraków, Tadeusz Pawłowski.
W piątek wszystkie oczy będą zwrócone na pana. Czy czuje pan taką sportową złość, aby na otwarcie zgarnąć we Wrocławiu pełną pulę?
Tak naprawdę nie muszę nic nikomu udowadniać. Odniosłem ze Śląskiem duży, a nawet bardzo duży sukces. Objąłem zespół w trudnej sytuacji. Wygraliśmy grupę spadową, do tego mieliśmy serię 7 albo 8 meczów bez straty bramki. Nie da się ukryć, że w następnym roku znów napisałem kolejny rozdział w historii Śląska - awans do europejskich pucharów zaliczyłem zarówno jako zawodnik, jak i trener.
Piękny wyczyn to „Twierdza Wrocław” – rok bez porażki we Wrocławiu. Przychodząc do Śląska zastałem ogromne długi. Każdy oglądał się tylko, kogo się pozbyć. Różnice w płacach były kolosalne. Uważam za swój sukces także szacunek u kibiców Śląska.
Na ich wsparcie mógł pan liczyć do samego końca.
Tak, dokładnie. Dlatego bardzo im za to dziękuję. Do Wrocławia przyjeżdżam po prostu jako trener innej drużyny, a nie po to, żeby coś komuś udowadniać. W Wiśle zamierzam stosować taką filozofię, jaką miałem w Śląsku – myśleć o zwycięstwie w każdym kolejnym meczu.
Czy praca w Wiśle to największe wyzwanie w pana karierze? Gdy po raz pierwszy obejmował pan Śląsk, to był jednak wcześniejszy etap rozgrywek. Natomiast przy drugim podejściu drużyna, choć w głębokim kryzysie, personalnie była chyba mocniejsza od dzisiejszej Białej Gwiazdy.
Na pewno początek będzie bardzo trudny. Nie ma z nami jednego z najlepszych zawodników w rundzie jesiennej, czyli Cierzniaka. Mączyński był operowany. Burliga podpisał kontrakt z Jagiellonią. Brożek jest teraz niezdolny do gry. Sprowadzenie zawodnika klasy Krzyśka Mączyńskiego, który mógłby go zastąpić, jest w naszych warunkach niemożliwe.
Jestem świadomy, że oczekiwania są bardzo duże. Wisła obchodzi 110-lecie istnienia, poza tym posiada bardzo silna markę, chyba wciąż najmocniejszą z polskich klubów poza granicami kraju. Stołek jest bardzo gorący, zobaczymy jak sobie z tym poradzę.
Zgodzi się pan, że Wisłę i Śląsk łączy obecnie spora nieprzewidywalność? Oba kluby, co pokazała jesień, mogą walczyć o utrzymanie, ale paradoksalnie ich awans do pierwszej ósemki również nie będzie zaskoczeniem.
Nie obserwowałem szczegółowo Śląska. Wiem jednak, że mają wszystko, czego potrzebuje drużyna: świetną atmosferę, wzmocnienia, a tego grają ładną piłkę. Jeśli przeniosą to na ligowe boiska, będą groźni dla każdego. Słyszałem też, że wciąż trwają poszukiwania napastnika. Ten zespół znów może się liczyć w Polsce. W kadrze Wisły również tkwi bardzo duży potencjał. Tyle tylko że na początku nie wszyscy będą zdrowi.
Kto według pana jest więc faworytem?
To jest pierwszy mecz w tym roku i ze swojego doświadczenia wiem, że to jedna wielka niewiadoma. Śląsk, mimo tych pozytywnych doniesień, tak naprawdę nie zmierzył się z mocnym przeciwnikiem. Co do naszych sparingów to uważam, że Ferencvaros, który prowadzi w lidze węgierskiej z przewagą ponad 15 punktów, Hajduk Split – trzecia drużyna ligi chorwackiej czy choćby Botew Płowdiw z bułgarskiej ekstraklasy, to rywale bardziej renomowani.
Z drugiej strony nie możemy powiedzieć, że wszystko przebiega optymalnie, bo w żadnym z tych spotkań nie mogłem sprawdzić Brożka z Ondraskiem, czyli gry dwoma napastnikami. Nigdy nie mogliśmy wystąpić w najmocniejszym składzie, brakuje nam trochę zgrania z nowymi zawodnikami. Sądzę, że nie ma faworyta. Tak naprawdę nie zawracam sobie tym głowy. Może zdecydować dyspozycja dnia. W tej chwili najbardziej skupiam się na tym, jak to wszystko połatać.
We Wrocławiu prawdziwą furorę robi Ryota Morioka. Pewnie mu się pan lepiej przyjrzał?
Oczywiście. Gra bardzo widowiskowo, dużo widzi na boisku. To nie przypadek, że ma na koncie występy w reprezentacji Japonii. Wiem także o jego kłopotach zdrowotnych, ale nie chcę o tym mówić. Jeśli znajdzie się w składzie, to pewnością będzie bardzo groźny.
Na ile prawdopodobne było, że Mariusz Pawełek miał stanąć we Wrocławiu między słupkami, ale w bramce Wisły?
Nie było takich planów. Choć nie ukrywam, że szukaliśmy bramkarzy m.in. w Danii i Słowacji. Zaczynamy jednak z Miśkiewiczem i Buchalikiem.
Powiedział pan, że gdyby to od pana zależało, to Flavio nie znalazłby się w rezerwach. Nie jest to czasem analogiczna sytuacja do tej z Cierzniakiem?
Nie zastanawiałem się nad tym. Kiedy przyszedłem do Wisły, sprawa Cierzniaka już trwała. Nie znam wszystkich szczegółów. Rozmawiałem jedynie o tym z radą drużyny. Na pewne rzeczy nie miałem już wpływu. Natomiast cieszę się, że podczas pracy w Śląsku, gdy wiedzieliśmy, że Marco odejdzie, załatwiłem to jak w poważnych klubach na Zachodzie.
Mimo że miałem różne naciski, np. żeby nie wystawać braci razem, to Marco grał u mnie do końca. Na pewno zawodnicy, którzy wcześniej podpisują umowy, nie łamią prawa. Swoją energię wolę jednak koncentrować na zespole niż na zwykłym gdybaniu czy polityce.
A nie trafiają do pana argumenty trenera Szukiełowicza, który zarzuca Flavio złamanie danego słowa? Co więcej, Piotr Celeban i Mariusz Pawełek otwarcie przyznali, że czują się oszukani przez Paixao.
W ogóle nie chcę tego komentować, zwłaszcza przed meczem.
Niebawem na ŚLĄSKnecie przeczytacie dłuższy wywiad z trenerem Białej Gwiazdy. Tadeusz Pawłowski opowie o kulisach swojej pracy w Śląsku Wrocław.