Śląskowi jubilaci: Mieczysław Kopycki
Dziś 65. urodziny obchodzi legenda Śląska Wrocław, rekordzista klubu pod względem liczby występów w ekstraklasie, Mieczysław Kopycki. Na zdjęciu pierwszy od lewej w dolnym rzędzie (z numerem 2).
MIECZYSŁAW KOPYCKI (ur. 13 marca 1951)
kariera zawodnicza: Victoria Świebodzice, Śląsk, Chrobry Głogów (II liga)
kariera trenerska: Ślęza Wrocław (II liga)
sukcesy
mistrzostwo Polski (1977), Puchar Polski (1976), wicemistrzostwo (1978 i 1982), brązowy medal (1975, 1980), ćwierćfinał Pucharu Zdobywców Pucharów (1977), awans do I ligi (1973)
w Śląsku: 339 meczów (3 gole)
liga: 295 (2)
ekstraklasa: 289 (2)
Piłkarz relatywnie mało znany, a zasługujący na miano legendy niemniej niż największe gwiazdy klubu. Rekordzista pod względem liczby występów w ekstraklasie w barwach Śląska (tylko Janusz Sybis ma na koncie więcej spotkań dla WKS-u łącznie). Zagrał w 289 meczach pierwszoligowych, z krótkimi przerwami był podstawowym graczem aż przez 11 lat!
Sprowadzony jeszcze, gdy wrocławianie grali w II lidze, wkrótce po awansie wyrósł na czołowego piłkarza. Poza okresami, kiedy był kontuzjowany (sezon 1978/79 i jesień 1980), należał do etatowych zawodników pierwszej jedenastki. Wrocławianie bez niego przeżywali kryzys i akurat w tych sezonach nie udało im się wywalczyć prawa startu w europejskich pucharach. Był zatem nie tylko współtwórcą wszystkich sukcesów, ale też postacią, bez której o dobre wyniki było bardzo trudno.
Zawodnik mało efektowny, za to niezwykle efektywny. Lewy obrońca, z rzadka na prawej stronie czy w pomocy, pod koniec kariery często na stoperze, szczególnie po odejściu z klubu. Znakomity zadaniowiec, potrafiący wyłączyć przeciwnika. Skuteczny w pojedynkach jeden na jednego, posiadający świetną motorykę, wytrzymały, kondycyjnie „nie do zdarcia”, z wrodzoną szybkością, dobrze grał głową. Ceniony za zaangażowanie w grze, waleczność, solidność, rzetelność. Zawsze można było na nim polegać.
Nie miał szczęścia do reprezentacji, powoływany tylko na konsultacje. Był zawodowym wojskowym, ale nie pomogło mu to po zakończeniu kariery. W Śląsku okazał się niepotrzebny.