Mariusz Rumak: Sztab Ruchu ma przewagę
Prezentujemy pełen zapis konferencji prasowej z trenerem Mariuszem Rumakiem przed meczem z Ruchem Chorzów.
Pierwszy raz w tym sezonie ligowym zabraknie Kamila Bilińskiego. Kto go może zastąpić, czy ewentualnie Śląsk jest w stanie zagrać bez napastnika.
Za grę ofensywną odpowiada cały zespół, podobnie jak za defensywę. I ta zespołowość będzie kluczem, jeśli chodzi o Śląsk. Nie będziemy chcieli wybierać jednego czy dwóch piłkarzy jako tylko napastnika. Tak było też w meczu z Koroną, gdzie tych strzałów było zdecydowanie więcej niż wcześniej. I wcale nie były to uderzenia "dziewiątki". Ustawiając grę ofensywną zespołu zwracam uwagę na to, żeby wykorzystać potencjał wszystkich piłkarzy, nie tylko tego wysuniętego napastnika. A więc skrzydłowych, ofensywnych pomocników, a nawet obrońców. Także akcenty będą rozłożone.
Czy Dudu wraca w takiej formie, że można go wstawić do składu?
Myślę, że tak. Tak naprawdę tydzień czasu nie trenował. Nie jest to jakiś wielki czas. Był wczoraj na treningu, będzie też dzisiaj. Kwestia jest tylko tego, żeby się zaadoptował do tego przekazu, który jest dla zespołu – w sposobie grania, myślenia, funkcjonowania. Umiejętności ma na pewno takie, że jest w stanie zagrać.
Jaki ma Pan pomysł na defensywę, bo Śląsk na wiosnę w żadnym meczu nie zagrał w tym samym zestawieniu?
Jest szansa, że wreszcie zagra, bo wszyscy są zdrowi. Nie chodzi tutaj o wskazywanie personaliów, bo piłkarze jeszcze nie wiedzą, jaka będzie osiemnastka meczów. Ważne, żeby był to monolit. Tak, jak powiedziałem w przypadku gry ofensywnej; dla mnie pierwszym obrońcą jest środkowy napastnik, a ostatnim bramkarz. I odwrotnie, jeśli chodzi o grę ofensywną: pierwszym napastnikiem będzie bramkarz. Nie chodzi o zestawienie personalne linii obrony, ale o to, żebyśmy byli na tyle sprawni w grze defensywnej, żeby nie stracić bramki.
Ile czasu poświęcacie na stałe fragmenty gry? Bo to jest coś, czego stosunkowo szybko można się nauczyć.
Są trenerzy, którzy prowadzą zespół kilka lat i dalej mają problemy z grą przy SFG. Więc to nie jest tak, że można tego nauczyć. Po pierwsze trzeba mieć piłkarza, który potrafi to wykonać, Czyli dostarczyć piłkę w taki sektor boiska, w który byśmy chcieli. A po drugie trzeba mieć takich zawodników, którzy potrafią takie zagrania wykorzystać. Pracujemy nad tym, bo w nowoczesnej piłce SFG często decydują o obliczu meczu nie tylko w ekstraklasie, ale i na najwyższym poziomie. Trzeba na to zwracać uwagę, ale również w defensywie, bo Ruch zdobywa po nich bramki, bardzo dobrze je wykonuje, mają chłopaków, którzy wchodzą na dośrodkowania. Więc nie chodzi o tylko o grę ofensywną Śląska, ale i defensywną, bo przecież w Kielcach straciliśmy bramkę po SFG.
Nie dziwiło Pana, że Śląsk jest w tym elemencie tak słaby?
Nie dziwiłem się, natomiast zastanawiałem się nad tym, który z piłkarzy może dostarczyć piłkę chociażby Celebanowi, który do tej pory bramki po SFG strzelał. To była taka niewiadoma, bo nie znałem tych piłkarzy treningowo, nie wiedziałem, który to potrafi najlepiej.
Czy słucha Pan głosu piłkarzy, którzy podchodzą na treningach i mówią, że na jakiejś pozycji czują się lepiej?
Zdecydowanie tak. Ja jestem trenerem, który stara się optymalnie wykorzystać potencjał. Czasami polega to na tym, że to ja wskazuję przy zmianie chociażby pozycji, że być może lepiej będziesz wyglądał w innym miejscu boiska. Chociażby Kuba Wójcicki w Zawiszy, który grając z przodu stał się prawym obrońcą i wyglądał naprawdę dobrze na tej pozycji. Czy wcześniej zmiana pozycji dla Marcina Kamińskiego. Takie rzeczy się zdarzały i to była moja inwencja, ale też słucham piłkarzy, gdzie oni czują się najlepiej. Takie rozmowy są, zdarzają się, raczej nie na boisku, bo zajęcia treningowe są bardzo dynamiczne i nie ma czasu na takie pogaduszki. Sam ja zadaję takie pytania.
Po tygodniu pracy zweryfikował Pan poglądy na którychś graczy?
Na pewno mam więcej informacji czysto warsztatowych. Natomiast wiele rzeczy się potwierdziło. Nasze przygotowanie się przed podjęciem tego wyzwania w dużej mierze było trafione. I w tym tygodniu potwierdza się, że niektórzy piłkarze mają taki potencjał, jak myśleliśmy. Raczej nic mnie nie zaskoczyło, za to wiele rzeczy się potwierdziło.
Ruch jest na 7. miejscu, Śląsk na 15 – kto jest faworytem?
Ciężko wskazać. Jeżeli spojrzymy na tabelę, to zdecydowanie Ruch. Ale serce mi podpowiada, że będziemy groźni i że łatwo się nie poddamy. Na pewno przewaga chorzowian, a przede wszystkim sztabu szkoleniowego jest taka, że pracują ze sobą długo. W związku z czym w organizacji gry widać pewne elementy powtarzalne. Te automatyzmy pomagają w momentach, kiedy na boisku dzieją się rzeczy wyjątkowe – jak chociażby w meczu z Koroną, kiedy straciliśmy bramkę na 2:1. Zespół, który dłużej ze sobą jest, ma takie automatyzmy i po prostu gra dalej. Pracując krótko z zespołem jest tak, że możesz mieć wątpliwości. Nie da się nauczyć wszystkiego w ciągu tygodnia czy dwóch. Spoglądając na tabelę łatwo wskazać faworyta. Obserwując zajęcia treningowe uważam, że mamy szansę na 3 punkty.
Większego zagrożenia ze strony Ruchu spodziewa się Pan ze strony "młodych wilczków" czy ligowych wyjadaczy?
Ja myślę, że to jest dobrze zbilansowany zespół, w związku z czym ta młodzież, która bardzo dobrze spisuje się na ligowych boiskach pomimo młodego wieku, jest podparta wielkim doświadczeniem z tyłu i dlatego tak dobrze wyglądają z przodu. Równowaga jest zachowana i nawet, kiedy popełniają błędy czy tracą piłkę, to zawsze jest ktoś za plecami, kto potrafi je naprawić. Siła Ruchu polega na tym zbilansowaniu. Nie tylko jeśli chodzi o wiek, ale i pozycje, na których występują ci doświadczenie zawodnicy.