Co słychać u zgód?
krakow.sport.pl; dziennikbaltycki.pl; miedzlegnica | skomentuj (0)
Slezsky Opawa notuje czwarty remis z rzędu, Motor Lublin pewnie pokonuje Izolatora Boguchwała, a Miedź Legnica remisuje z GKS Katowice. Co jeszcze słychać u naszych zgód?
Wisła Kraków
Wisła Kraków jest jednym z pięciu najskuteczniejszych zespołów ligi. Krakowska drużyna zdobywa jednak stosunkowo niewiele bramek po stałych fragmentach gry.
Mimo dopiero jedenastego miejsca w tabeli piątą najskuteczniejszą ofensywą może pochwalić się Wisła, której piłkarze już 41 razy pokonali bramkarza rywali.
Zdecydowana większość bramek pada po akcjach "z gry". Gorzej wygląda skuteczność po stałych fragmentach. W całej lidze w ten sposób pada 30 procent goli. W dorobku Wisły bramki po zagraniach ze stojącej piłki lub wrzutach z autu stanowią tylko niespełna 22 procent. Gole po stałych fragmentach gry mniej znaczą jedynie w bilansie bramkowym Podbeskidzia Bielsko-Biała, Lecha Poznań i Legii Warszawa.
Piłkarze Wisły Kraków wykorzystali stałe fragmenty gry dziewięć razy. Trzy bramki zdobyli po rzutach rożnych i karnych. Dwa razy skutecznie rozegrali rzut wolny. Raz faul przeciwnika wykorzystał Denis Popović, który posłał piłkę do siatki bezpośrednio z rzutu wolnego - w wygranym 6:0 wyjazdowym spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała.
Następny mecz: Ruch Chorzów – Wisła Kraków, niedziela 3 kwietnia godz. 18:00 (Ekstraklasa, Kolejka 29)
Lechia Gdańsk
Biało-zieloni są w trudnej sytuacji, bo nawet wygrane z Legią w Warszawie i Ruchem Chorzów w Gdańsku mogą nie dać grupy mistrzowskiej.
Sytuacja podopiecznych trenera Piotra Nowaka jest zła. Dwa zwycięstwa w meczach pozostałych do końca rundy zasadniczej pewnie dadzą grupę mistrzowską, ale trudność polega na tym, że biało-zieloni zagrają jeszcze w Warszawie z Legią. A ta w tym roku przegrała tylko w Niecieczy, w pozostałych meczach notując komplet punktów. Dziś Lechii bliżej do grupy spadkowej. Taki wynik będzie porażką. Zainteresowanie meczami biało-zielonych spadnie, drużyna będzie rywalizować z mniej atrakcyjnymi rywalami, a to zapewne odbije się także na frekwencji.
- Patrząc na tę rundę, to nie jest ona najgorsza i gramy na przyzwoitym poziomie. Niestety, przyczyną obecnej nerwowości jest to, że mamy mało punktów. Sami jednak te punkty zdobywaliśmy i sami jesteśmy za tę sytuację odpowiedzialni - przyznał Sebastian Mila, kapitan biało-zielonych.
Trudno się z Milą nie zgodzić. Dziś można narzekać, że Lechia straciła cztery punkty w meczach z Górnikiem Zabrze i Termaliką Bruk-Bet Nieciecza oraz jeden odjęty z winy zarządu. Nie tutaj jednak jest klucz problemów zespołu. Lechia za kadencji Piotra Nowaka prezentuje się znacznie lepiej, gra w piłkę, strzela bramki, widać jakość i pomysł. Oczywiście sam szkoleniowiec też popełnił błędy, które przyczyniły się do straty punktów, ale bardziej trzeba zwrócić uwagę na to, jakie straty drużyna poniosła w rundzie jesiennej. I za to dziś pokutuje taką, a nie inną sytuacją w tabeli ekstraklasy, gdzie do ósmej Jagiellonii Białystok traci tylko punkt.
To nie jest nowość jeśli chodzi o biało-zielonych, bo przecież dwa lata temu i przed rokiem też rzutem na taśmę - w ostatniej kolejce ligowej - kwalifikowali się do grupy mistrzowskiej. Tym razem szczęścia może nie wystarczyć. Drużyna cierpi przez ciągłe i liczne przetasowania kadrowe w letnim okienku transferowym, a potem te zmiany odbijają się na kiepskiej dyspozycji zespołu jesienią. Zimą dochodzą kosmetyczne uzupełnienia, ale ze znakiem jakości i wiosną biało-zieloni prezentują się lepiej. To stały scenariusz. Oby w Lechii wyciągnęli z tego wnioski i może do nowego sezonu zespół przystąpi w bardziej stabilnym składzie. To przełoży się na lepsze wyniki. Takie na miarę potencjału tego zespołu.
Wystarczy spojrzeć na liczby i tabelę ekstraklasy. W rundzie jesiennej rozegranych zostało 21 kolejek. Lechia zdobyła w nich 24 punkty i zajęła 10 miejsce ze stratą jednego punktu do grupy mistrzowskiej. Potem jednak straciła dodatkowy punkt za opóźnienie w płatnościach i poleciała w tabeli o trzy miejsca w dół. Na pewno stracony został czas, kiedy trenerem był Thomas von Heesen, a między szkoleniowcem i drużyną nie było chemii. Wtedy też miała miejsce wstydliwa seria pięciu kolejnych porażek i to ma duży wpływ na obecny dorobek gdańskiego zespołu.
Wiosną oglądaliśmy odmienioną Lechię, skuteczną, dynamiczną, grającą wysokim pressingiem. Niestety, ta maszynka zacięła się na dwa ostatnie mecze i marnym pocieszeniem jest, że biało-zieloni nie przegrali trzech ostatnich spotkań. Jednak dobra gra zespołu ma swoje odzwierciedlenie w tabeli. Niestety, w tabeli wiosny, a nie całego sezonu. Bo w tym roku Lechia zdobyła 11 punktów w siedmiu meczach, klasyfikowana jest na czwartym miejscu i zdobyła tylko punkt mniej od trzeciego Lecha. A gdyby nie wpadki z Górnikiem i Termaliką, to byłaby drugą drużyną wiosny, tuż za Legią. Do tego biało-zieloni są najskuteczniejszym zespołem w tym roku z 17 strzelonymi golami. To o dwa więcej niż Legia. Te liczby pokazują, w którym okresie pojawiły się problemy, przez które Lechii może zabraknąć w walce o czołowe miejsca w ekstraklasie. Szanse jeszcze są, ale dużo zależy od wyników na innych boiskach.
Następny mecz: Legia Warszawa – Lechia Gdańsk, sobota 2 kwietnia godz. 20:30 (Ekstraklasa, Kolejka 29)
Miedź Legnica
W Wielki Piątek Miedź zremisowała z GKS Katowice 1:1. Wynik spotkania otworzył tuż przed przerwą Tadas Labukas po dograniu Wojciecha Łobodzińskiego. Wyrównał w 80. minucie pięknym strzałem sprzed pola karnego w okienko legnickiej bramki Krzysztof Wołkowicz.
W pierwszej połowie oglądaliśmy sporo walki, ale nie przełożyło się to na zbyt wiele sytuacji bramkowych. Za to dwóch katowiczan otrzymało żółte kartki, a boisko z powodu kontuzji musiał opuścić środkowy obrońca Miedzi Tomasz Midzierski, którego zastąpił Błażej Telichowski. – Zderzyłem się głową z rywalem, na chwilę straciłem przytomność i nienaturalnie upadłem na luźną nogę, bardzo mocno ją wykrzywiając – opowiadał później defensor Miedzianki. Jedyny gol padł w 44. minucie po bardzo ładnej akcji Miedzi. Wojciech Łobodziński zacentrował ostro z prawego skrzydła, piłka skozłowała w polu karnym, dopadł do niej Tadas Labukas i mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Kuchcie. Chwilę wcześniej to goście mieli swoją szansę, ale najpierw piłkę sprzed bramki wybił Artjunin, a po chwili mocny strzał katowiczan poszybował tuż obok słupka.
Drugą połowę lepiej zaczęli goście, którzy atakowali coraz groźniej. Wyrównać mogli w 50. minucie, ale Czerwiński nie wykorzystał „prezentu” w polu karnym Miedzi, a jego strzał z bliska obronił Kapsa. Siedem minut później po kontrze GKS piłka minęła już wysuniętego z bramki Kapsę, a niemal z linii bramkowej wślizgiem wybił ją Telichowski. Goście dopięli swego w 80. minucie, gdy Wołkowicz doprowadził do remisu pięknym strzałem sprzed pola karnego w okienko legnickiej bramki. W końcówce meczu obie drużyny miały swoje szanse bramkowe. Najpierw Wołkowicz przestrzelił z bliska, a już w doliczonym czasie gry piłkę meczową – po dobrym dośrodkowaniu Łobodzińskiego – miał na głowie Garguła, ale także minimalnie chybił.
– Mam mieszane uczucia po tym meczu. Przegrywaliśmy 0:1 i zdołaliśmy wyrównać, więc powinienem się cieszyć, ale z przebiegu całego meczu byliśmy chyba bliżsi odniesienia zwycięstwa. Z drugiej strony w 92. minucie mogliśmy gola stracić i przegrać, dlatego szanujemy ten punkt – podsumował Jerzy Brzęczek, trener GKS. – Nie chcę mówić o tym meczu, bo nie powinno się mieszać religii do sportu. To jest wyjątkowy dzień. Wynik 1:1, punkt na konto jednej i drugiej drużyny… Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego na Święta – zakończył Ryszard Tarasiewicz, trener Miedzi.
Następny mecz: Zagłębie Sosnowiec – Miedź Legnica, piątek 1 kwietnia godz. 19:00 (I liga, Kolejka 24)
Motor Lublin
W meczu 21. kolejki III ligi Motor Lublin pokonał w meczu wyjazdowym drużynę Izolatora Boguchwała 2:0.
Bramki dla żółto-biało-niebieskich w drugiej połowie spotkania strzelali Filip Drozd oraz Paweł Piątek.
Następny mecz: Motor Lublin – JKS 1909 Jarosław, sobota 2 kwietnia godz. 19:00 (III liga, Kolejka 22)
Slezsky Opawa
Zawodnicy Slezskiego zanotowali czwarty remis z rzędu. Tym razem podzielili się punktami z drużyną Trzyńca. Mecz zakończył się rezultatem 1:1, a bramkę dla gości strzelił Schaffartzik w 36 minucie gry po strzale z rzutu karnego.
Następny mecz: Banik Sokolov – Slezsky Opawa, sobota 9 kwietnia godz. 10:15 (2. Liga, Kolejka 22)