Józef Kostek: Tu kibicują Śląskowi, więc jestem między swoimi
Po meczu rezerw w Jordanowie Śląskim zamieniliśmy kilka słów z trenerem Nefrytu, legendarnym napastnikiem Ślaska, Józefem Kostkiem - królem strzelców II ligi w sezonie 1994/95.
Piękna pucharowa przygoda Nefrytu Jordanów zakończyła się, ale nie musicie się wstydzić.
Właśnie o to mi chodziło, żeby chłopaki powalczyli, żeby się postawili drużynie - było nie było - grającej 3 klasy wyżej. Nie mamy się czego wstydzić. Powalczyliśmy. Uważam, że zagraliśmy niezły mecz.
W sytuacjach bramkowych wcale nie byliście gorsi.
Z początku zagraliśmy trochę zachowawczo, ale wiadomo, że nie wyjdziemy wysokim pressingiem na mecz z zespołem z wyższej ligi. Więc spokojnie graliśmy na początku. A później już wynik pokazał, że nie ma czego bronić. Podeszliśmy wyżej, były sytuacje. Można było zremisować w końcówce, ale musimy przyjąć wynik taki, jaki jest.
Stwarzaliście zagrożenie głównie po stałych fragmentach gry.
Wiedzieliśmy, że możemy szukać tutaj swojej szansy. Śląsk to bardziej wytrenowana drużyna, młodzi chłopcy, którzy chcą coś jeszcze w piłce osiągnąć. Kilka było takich sytuacji, że po tych stałych fragmentach gry można było strzelić. Ale nie poszło, trudno.
A co słychać u byłego króla strzelców dawnej II ligi?
Pracuję w Jordanowie ponad rok. Jestem nareszcie w tym środowisku Śląska, bo tutaj kibicują WKS-owi. Także jestem między swoimi.
Jest Pan na bieżąco z ekstraklasą?
Oczywiście. Śląsk jest w ciężkiej sytuacji, bo w końcówce sezonu będzie decydowała psychika zespołu. Wiadomo, że skład osobowy jest taki, że wrocławianie powinni się spokojnie utrzymać. Ale dużo będzie zależało od kwestii psychicznych. Można przegrać mecz i wpaść w jakiś taki dołek nieprzewidywalny i może być trudno. Potrzeba jakiegoś zwycięstwa, które by podbudowało chłopaków. I wtedy będzie z górki.
Jak Pan oceni swoich następców, wrocławskich napastników?
Na pewno mają duży potencjał. Tylko to są tacy zawodnicy, którzy mogą się wykazać, jak zespołowi idzie. To są tacy egzekutorzy bardziej. Jak drużynie nie szło, to oni się nie za bardzo mogli pokazać. Gdyby Śląsk zagrał bardziej ofensywnie, gdyby skrzydła bardziej chodziły, to większe będzie prawdopodobieństwo, że ten napastnik by się odnalazł w polu karnym. Tego właśnie brakowało w kilku meczach, takiego przełamania snajperów.