Tom Hateley: Musimy wziąć odpowiedzialność za pozycję w tabeli
O walce Śląska o utrzymanie, systemie ESA 37 i zbliżającym się Euro 2016 rozmawiamy z angielskim pomocnikiem Śląska.
- W poprzednim sezonie Śląsk Wrocław grał w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy. Teraz walczycie, żeby uniknąć spadku. Co o tym myślisz? Jakie są nastroje drużyny?
- Jesteśmy zawiedzeni. Przyjechałem do Polski, żeby wygrywać i jasne jest, że pozycja, w której się teraz znajdujemy, nie jest tą, na którą liczyliśmy przed sezonem. Musimy wziąć za to odpowiedzialność, bo sami postawiliśmy się w tej sytuacji. Jednak ciężko pracujemy i jestem więcej niż pewny, że wszystko będzie dobrze, jeśli wygramy kilka kolejnych meczów i wespniemy się w górę tabeli. Nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy rozczarowani.
- Jak oceniasz pracę z nowym trenerem Śląska, Mariuszem Rumakiem?
- Jest dobrze. Treningi bardzo mi się podobają. Poza tym trener rozmawia z zawodnikami i sądzę, że każdy w szatni jest zadowolony. Mamy pamiętać, że pracujemy dla siebie nawzajem, uświadomić sobie, że jesteśmy w stanie wygrywać kolejne spotkania, ale zarazem brać je takimi, jakie są. Nasi trenerzy są bardzo dobrzy w tych aspektach. Rozmowa z całym zespołem oraz z indywidualnymi zawodnikami – to niezwykle ważne.
- Ostatnio wygraliście z Lechem i z Cracovią. Jaki wpływ na drużynę przed decydującą fazą sezonu mają te zwycięstwa?
- Te zwycięstwa dają nam impuls, żeby zacząć wygrywać i iść naprzód. Ostatnio byliśmy w słabej formie, dlatego ważne było, aby jak najszybciej to zmienić. Za nami dwie wygrane, ale doskonale wiemy, że potrzebujemy ich znacznie więcej. Czeka nas ciężka praca w ostatnich siedmiu spotkaniach.
- Powiedziałeś, że walka w grupie spadkowej jest rozczarowująca. Utrzymanie się w lidze jest jednak teraz waszym głównym celem.
- Oczywiście. Wszystko, co teraz możemy zrobić to wygrać tak wiele meczów, jak tylko się da. Wyczekujemy tych ostatnich pięciu tygodni. Wierzę, że dzięki naszej pracy, osiągniemy cel.
- W przeszłości grałeś w Anglii i w Szkocji, ale Polska jest prawdopodobnie pierwszym krajem, w którym natknąłeś się na zupełnie inny system ligowy – dwie zasadnicze części sezonu i runda finałowa z podziałem punktów. Jak z pozycji zawodnika oceniasz taką formę rozgrywek – jest ułatwieniem czy może utrudnieniem?
- Nie przeszkadza mi to, nawet lubię ten system. Jest w porządku. Nie mogę powiedzieć, że kompletnie różni się od tego, z czym spotkałem się wcześniej. Kiedy grałem w Szkocji, liga dzieliła się w podobny sposób, ale bez utraty połowy punktów. Myślę, że taka forma rozgrywek jest ciekawa dla kibiców. Niewielkie różnice punktowe sprawiają, że walka jest bardziej wyrównana. Dzięki temu fani do końca są zainteresowani rozgrywkami, a piłkarze traktują każde z siedmiu ostatnich spotkań jak finał. Rywalizacja toczy się zarówno o mistrzostwo, jak i o utrzymanie. To ciężka praca, ale dostarcza dużo radości i emocji.
- Czy według ciebie taki system podnosi poziom Ekstraklasy i pomoże jej zbliżyć się do wysoko cenionych lig zachodnioeuropejskich?
- Trudno powiedzieć. Każda liga ma swój sposób gry. Akurat taki system został przyjęty w Polsce. Jak powiedziałem, jest dobry, bo różnice między poszczególnymi drużynami w grupach mistrzowskiej i spadkowej są niewielkie. Tym samym rośnie zainteresowanie kibiców, a rywalizacja trwa do samego końca sezonu. Czy to pomoże polskiej lidze? Nie wiem tego. Myślę, że to nie jest pytanie do mnie.
- Twój ojciec był już we Wrocławiu. Śledzi występy Śląska również w tym sezonie? Wybiera się na któryś z meczów rundy finałowej?
- Niestety, nie będzie go tutaj przed końcem sezonu. Ma dużo pracy w Szkocji, w Glasgow Rangers. Poza tym podróżuje, występuje w różnych stacjach telewizyjnych. Ogląda jednak każdy z moich meczów na iPadzie albo w komputerze. Potem dzwonię do niego, a on mówi mi, co zrobiłem źle i jak powinienem to poprawić. Normalna rzecz, którą każdy ojciec by zrobił.
- Na koniec pytanie niezwiązane z Ekstraklasą, ale wciąż dotyczące piłki nożnej. Zbliża się Euro 2016, na którym zagrają zarówno Polska i Anglia. Jak oceniasz szanse tych zespołów? Myślisz, że mogą spotkać się na przykład w ćwierćfinale?
- Byłoby fajnie (śmiech). Nie będę jednak typował zwycięzcy w tym pojedynku. Mogę za to powiedzieć, jak nadchodzące mistrzostwa Europy widzą Anglicy. Za każdym razem, gdy przystępujemy do ważnego turnieju, wszyscy mają wielkie nadzieje i liczą, że to będzie rok, w którym Anglia zdobędzie mistrzostwo. Do tej pory takie myślenie kończyło się rozczarowaniem. W tym roku do Francji wysyłamy młodszy skład. Chciałbym, żeby Anglicy byli dla innych mocnym rywalem i celowali w finał, ale według mnie, obecna drużyna jest budowana głównie na następny mundial. To młody zespół, złożony w dużej mierze z piłkarzy Premier League, czyli jednej z najlepszych lig na świecie. Sądzę, że teraz będą groźni i postarają się o zwycięstwo, ale nie jestem przekonany, czy im się to uda. Mam nadzieję, że Anglia spotka się z Polską w ćwierćfinale. To byłaby dobra zabawa.
Rozmawiały Karolina Światłowska i Dominika Wręczycka.