Piotr Mandrysz: Marne to pocieszenie, że napsuliśmy Śląskowi krwi
Wypowiedź trenera Niecieczy, Piotra Mandrysza, po meczu Śląsk - Nieciecza (2:1).
Jestem tu drugi raz. Pierwsze spotkanie zakończyło się naszą porażką. Dzisiejsze spotkanie miało całkiem inny wymiar. Raz, że stawka meczu, a dwa napsuliśmy krwi zespołowi Śląska. To jednak marne pocieszenie, bo nie przywozimy stąd nawet punktu. Chcieliśmy grać o całą pulę, ale gdy przegrywa się 0:1 i doprowadza do wyrównania i do końca praktycznie pozostają minuty, trzeba mieć troszkę rozsądku i upilnować tego punktu. Myślę, że z przebiegu gry na niego zasłużyliśmy, niestety przegraliśmy spotkanie. Przeciwnik nas skontrował, raczej to my powinniśmy wychodzić z kontratakami, ale było odwrotnie. W jednej z ostatnich akcji po stałym fragmencie gry zespół Śląska wyprowadził zabójczą kontrę na dodatek przypadkowo strzeliliśmy sobie gola sami. No cóż, na pewno nie jest to miłe dla nas. Jak to się mówi nie zrobiliśmy nic i zostały nam dwa spotkania do końca. Trzeba będzie w nich mocno się nagimnastykować, żeby tę ekstraklasę w Niecieczy utrzymać.
Nie powinien Pan wcześniej wpuścić do gry Wojtka Kędziorę? Był Pan zadowolony z Nikolicia?
Podobny manewr zastosowaliśmy w Krakowie z Wisłą. Tam nam przyniósł powodzenie i tutaj po wyjściu Wojtka też wyrównaliśmy. Wszystko było zgodnie z planem. Mam świadomość tego, ile Wojtek do naszej gry wnosi, ile rozegrał minut, jak duży ciężar odpowiedzialności spoczywa na nim za wykańczanie akcji i ile też ma lat. Gramy dzisiaj, za trzy dni we wtorek i później w sobotę jeszcze. Do tego dochodzi podróż, bo wczorajsza i jutrzejsza również do łatwych nie będą należeć. Sam będąc piłkarzem wiedziałem jak się regeneruje, gdy ma się 20, a jak gdy ma się 35. To jednak jest proces wydłużony w czasie, stąd taka, a nie inna decyzja. Nikolić powiedziałbym, że zagrał średni, ale jednak wiedzieliśmy, że Śląsk ma twardo, nieustępliwie walczących stoperów: Celebana i Dwalego, a do tego dzisiaj jeszcze doszedł Kokoszka, piłkarz o słusznym wzroście. Taki mieliśmy plan i do jego zrealizowania zabrakło prawdę powiedziawszy pięć minut.
Był pan zawodnikiem, który zawsze walczył od początku do końca o piłkę. Nie było tego jednak w grze Niecieczy, nie u każdego.
Wydaje mi się, że wszyscy chłopcy byli zaangażowani. Odbiór może być różny, bo każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Inaczej się gra, gdy gra się pod presją. Ona często paraliżuje. Może to wpłynęło na odbiór postawy niektórych piłkarzy.
Plizga to fajny, techniczny zawodnik, próbuje i potrafi zagrozić. Czy nie wszedł za późno na boisko?
Na co dzień pracuję z chłopcami i znam ich zalety i wady. Jedną z zalet Dawida jest ciąg na bramkę, dobre wykonywanie stałych fragmentów gry, dobre uderzenie. A jedną z głównych wad - wstręt do gry w defensywie. Jeżeli ja gram na Śląsku z zespołem, który na boku ma Picha, jak wystawię Dawida, to on będzie zmuszony biegać do tyłu. Doszło by tego, że najprawdopodobniej byłbym go zmuszony w przerwie zdjąć. Wyszedłem z założenia, że lepszy Dawid na zmęczonego przeciwnika niż męczący się od początku w defensywie. My trenerzy jesteśmy różnie oceniani, ale na co dzień pracujemy z zawodnikami, znamy ich potencjał, co jest ich dobrą, a co złą stroną.
Czy zgodzi się pan z opinią, że przy bramce Termaliki był faul na Dwalim?
Nie, nie zgodzę się. Takich pojedynków jest wiele. Dwali nie był raczej zainteresowany piłką, jeśli odbiła mu się od pleców. Była przepychanka dwóch rosłych facetów, bo każdy miał określone zadane do wykonania. Dwali pewnie odpowiadał za krycie Sołdeckiego przy stałym fragmencie gry, a tego nie uczynił.
Jak pan generalnie ocenia pracę sędziego?
Na gorąco ciężko ocenić pracę sędziego. Raczej nie mam tego zwyczaju. 15 lat temu pozwoliłem sobie na ocenę jednego sędziego i dostałem 3 tysiące kary. A on powiedział, że pozwie mnie do sądu o zniesławienie. Minęło 15 lat, ten pan już nie sędziuje. Od tamtego czasu postanowiłem sobie, że nie będę oceniał pracy sędziów. Nawet gdy jest ona pozytywna w mojej ocenie. Ponadto ciśnienie związane z meczami jest w końcówce sezonu bardzo duże i ja raczej koncentruję się na tym, co zrobić, by przechytrzyć przeciwnika i co jeszcze wyegzekwować od moich podopiecznych, by osiągnąć określony wynik. A nie na pracy sędziego. Mnie jest trudno ocenić, jakie były te kontrowersje i na tym bym pozostał.