Przegląd prasy: Precyzja rodem z japońskiej elektroniki
Zdobywca gola Ryota Morioka i jego kolega z linii pomocy, Robert Pich, są bohaterami prasy w pomeczowych komentarzach. Być może obu z nich oglądali wysłannicy klubów z 2. Bundesligi.
Gazeta Wrocławska chwali środkowego pomocnika Śląska, zdobywcę pierwszej bramki w meczu z Niecieczą.
Morioka strzelił 5 goli, zanotował 2 asysty i jest dziś zawodnikiem, który ma największy wpływ na wyniki osiągane przez zespół trenera Mariusza Rumaka.
Przegląd Sportowy obwinia za wpuszczenie strzału Japończyka golkipera niecieczan.
W tej sytuacji nie popisał się blisko dwumetrowy bramkarz gości Sebastian Nowak, bo strzał ani mocny, ani precyzja rodem z japońskiej elektroniki to na pewno nie była. Ot, Azjacie nikt nie przeszkadzał, to średnio udanie kopnął i wpadło, bo bramkarz akurat przysnął.
Dobre zawody rozegrał Robert Pich, ale zdaniem PS jego droga na Euro jest jeszcze długa i wyboista.
Forma pomocnika jest ostatnio niezła. Ale czy to jest poziom mistrzostw Europy?
Tacy skrzydłowi jak Robert Mak z PAOK, Miroslav Stoch z Bursasporu czy Vladimir Weiss grający obecnie w lidze Kataru, to moim zdaniem pewniacy. Trener wypróbował ich w meczach eliminacyjnych. A jeśli jadą oni, zostanie bardzo mało miejsc dla innych skrzydłowych. Będzie mi trudno wcisnąć się na tę finałową listę 23 piłkarzy, ale skoro zostałem wytypowany, będę próbował do samego końca – zapowiada Pich.
Gazeta Wrocławska sugeruje, że zagraniczni obserwatorzy na sobotnim spotkaniu obserwowali obu pomocników wrocławskiej drużyny.
Rzecznik Śląska Krzysztof Świercz podał na twitterze, że na mecz z Termalicą był akredytowany szef skautów Arminii Bielefeld. Czy przyjechał oglądać Moriokę? Być może, choć stawiamy raczej na obserwację Roberta Picha, pozostającego wciąż piłkarzem 1. FC Kaiserslautern.
Dziennik wskazuje, że to jednak na Japończyku klub będzie mógł zarobić więcej.
Branżowy portal transfermarkt.de wycenia go na 600 tys. euro. Dla Śląska wartość Morioki jest obecnie kilkukrotnie wyższa - a jeśli w nowym sezonie Śląsk zacznie się piąć ku strefie medalowej - jeszcze wzrośnie.
Media zauważają, że wrocławianie gorzej prezentowali się po przerwie.
W 62. minucie plan na zwycięstwo Śląskowi pokrzyżował boczny defensor wrocławian Lasza Dwali, który pechowo skierował piłkę... plecami do własnej bramki – zauważa Sport.pl.
To wszystko się jednak zacięło w drugiej połowie, która dla Śląska aż do wspomnianej 86. minuty była nieudana. Goście w jej trakcie wyrównali w kuriozalnych okolicznościach - najtrafniej byłoby powiedzieć, że Dawid Sołdecki strzelił gola plecami Laszy Dwalego – pisze Przegląd, który cytuje również pomocniak WKS-u, Petera Grajciara:
Wszystkie mecze w tej grupie spadkowej są trudne. Każdy z każdym walczy jak o życie, każde spotkanie ma duże znaczenie dla układu tabeli. Dzisiaj nie było inaczej. Po końcowym gwizdku wszystkim nam spadł kamień z serca, bo Termalica pokazała, że ma dobrych zawodników, ale szczęście było po naszej stronie.
Faktowi za to podobała się końcówka pojedynku.
Prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w ostatnich dziesięciu minutach. Termalica nie zamierzała zadowolić się tylko punktem i im było bliżej końca spotkania, tym coraz większą liczbą zawodników atakowała. To dawało okazje Śląskowi do kontr i po jednej z takich akcji padła decydująca bramka.
***
Gazeta Wrocławska ponadto publikuje rozmowę z Adamem Pawlukiewiczem z Research Pentagon na temat możliwości polskiego futbolu.
Czy może nie ma już w polskiej lidze potencjału? Jest ogromny! Uważam, że nasza Ekstraklasa nie wykorzystuje go nawet w 20 proc.
Rozmówca odpowiadał również na pytania o zasadność finansowania sportu przez gminy.
Jeśli skupia się na szkoleniu młodzieży, stara się spełniać jakąś rolę wychowawczą – to jak najbardziej pomaga. Wiadomo, że nie wszystkie dzieci zostaną piłkarzami, ale duża część potem usiądzie i tak na trybunach i będzie tą pasją zarażać innych. Jeśli jednak miasto płaci tylko na pensje piłkarzy, to jest to karygodne.
Oraz kwestie właścicielskie.
Sponsorzy coraz częściej robią badania, z których chcą się dowiedzieć, kto jest kojarzony z klubem, kto jest jego legendą. Poza piłkarzami – czy jest to prezes, trener, a może ktoś inny. Sponsoring ma zwiększać popularność marki, poszerzać grono klientów. Myślę, że to, kto jest właścicielem klubu, nie jest najważniejszą kwestią dla sponsora.
***
Sport.pl komentuje piątkowe objęcie przez Miasto większościowego pakietu akcji w spółce.
Władze Wrocławia mają doświadczenie w przejmowaniu piłkarskiego Śląska dzięki sprytnym fortelom. Teraz ów manewr skutecznie powtórzyli, ale strategicznie wrócili do punktu wyjścia.
Oraz opisuje manewr, jakim posłużyli sie włodarze.
Ratusz rozbił jedność biznesmenów z Konsorcjum, z których każdy posiadał po 17 procent akcji. Nowara wycofał się z inwestycji i odsprzedał swoje udziały Iliasowi Filippidisowi, innemu lokalnemu biznesmenowi greckiego pochodzenia. Filippidis ma świetne relacje z magistratem, w tym z prezydentem Dutkiewiczem.
Taktycznie przejęcie przeprowadzono bezbłędnie. Rywale zostali ograni i zmarginalizowani. Zaufanych i zaprzyjaźnionych do niedawna z władzami miasta biznesmenów, zastąpił kolejny "też zaprzyjaźniony". (...) Po dziesięciu latach ratusz strategicznie wrócił do punktu wyjścia.