Analiza rywala: Groźne centry, ale stary model obrony
ekstraklasa.tv/własne | skomentuj (0)
Po dwutygodniowej przerwie wraca Ekstraklasa, a wraz z nią mecz Śląska Wrocław z Ruchem Chorzów. Zespół z Górnego Śląska w ostatnich latach nie sprzyja naszej drużynie, czego dowodem jest statystyka - tylko dwa zwycięstwa WKS-u z ośmiu ostatnich spotkań. Nadszedł czas, by to zmienić, a my staramy się pomóc, więc rozpracowaliśmy podopiecznych Waldemara Fornalika.
Groźnie w polu karnym
Nie ma co ukrywać, że atutem Ruchu jest dominacja wysokich zawodników zarówno we własnym polu karnym, jak i w "szesnastce" przeciwnika. Drużyna trenera Fornalika w głównej mierze zdobywa bramki dzięki wygranemu pojedynkowi na skrzydle i celnym dośrodkowaniu na głowę któregoś z atakujących. Trzeba zachować szczególną uwagę przy rzutach rożnych, kiedy chorzowscy zawodnicy pazernie szarżują na futbolówkę, by umieścić ją w siatcę. Taka sytuacja miała miejsce w meczu Wisła - Ruch, co widzimy na obrazku poniżej:

Defensywa Wisły jest bardzo statyczna, natomiast przy Michale Miśkiewiczu jest aż trzech zawodników z Chorzowa. Atakują oni piłkę do samego końca, nawet jeśli piłka jest zawieszona w okolicach linii końcowej boiska. Takich wrzutek należy wystrzegać się jak ognia, by móc powalczyć w poniedziałek o zwycięstwo, czy nawet czyste konto.
Warto zwrócić uwagę, że chorzowianie przy każdym dośrodkowaniu doprowadzają do sytuacji, w której w polu karnym siły są w stosunku 1:1 (tak jak na poniższym obrazku z meczu Cracovia - Ruch).

Dwóch obrońców Pasów indywidualnie kryje zawodników Ruchu, a trzeci defensor czeka jedynie na przechwyt piłki. W tej akcji akurat bramka nie padła, ponieważ zawodnik Niebieskich przestrzelił, ale mimo wszystko zdołał stworzyć zagrożenie.
Niedoświadczony bramkarz
Do bramki naszych poniedziałkowych rywali wskoczył Kamil Lech. 21-letni zawodnik nie ma na swoim koncie wielu występów w Ekstraklasie i wyraźnie daje mu się we znaki brak doświadczenia. Golkiper Ruchu zdążył popełnić już kilka błędów, które bez wątpienia zaszkodziły Niebieskim. Oto one:

W meczu z Cracovią, Lech źle obliczył tor lotu piłki, przez co padła ona łupem Miroslava Covilo. Pomocnik zespołu z Krakowa umieścił ją spokojnym strzałem głową do pustej bramki.

W meczu z Legią, Lech pilnował swojego bliższego słupka, ale mimo wszystko nie zdołał obronić strzału zawodnika Wojskowych.
Obrona gra zbyt nisko
Drużyny, obierając taktykę z tzw. libero, rzadko łapią swoich rywali na pułapki ofsajdowe. Odbierają tym samym sędziom możliwość do pomyłki i pomagają też sobie w kontrolowaniu piłki, mając ją cały czas przed sobą. W rzeczywistości, jeśli gracz odpowiedzialny za granie w roli ostatniego obrońcy nie dysponuje szybkością i źle ustawi się do przeciwnika, sytuacja od razu pachnie golem.
Tak właśnie gra Rafał Grodzicki, który w zamyśle, kontroluje całą defensywą Ruchu, lecz tak naprawdę nie daje rady z trzymaniem linii spalonego i naraża zespół na notoryczne tracenie bramek. Rywale Niebieskich rozpracowali ten system poprzez granie całą szerokością boiska. Wówczas jeden zawodnik nie jest w stanie kontrolować całej linii i kończy się to błędem...tak jak na poniższych obrazkach:

W meczu Wisła - Ruch goście stracili gola właśnie przez takie ustawienie. Wystarczyła jedna prostopadła piłka do Mateusza Zachary, a ten - mając przed sobą praktycznie tylko Lecha - dał krakowskiemu zespołowi prowadzenie w tym spotkaniu.

Podobna sytuacja (choć w znacznie większej odległości od bramki) miała miejsce w meczu Ruch - Legia. Mistrzowie Polski wykorzystali fakt, że Nemanja Nikolić potrafi na pełnej szybkości przyjąć piłkę oraz wyjść sam na sam z bramkarzem. Węgier był dla Grodzickiego za szybki, a gdy miał przed sobą bramkarza nie dopuścił do błędu dając Legii prowadzenie.
Drużyna z Chorzowa jest jak najbardziej do ogrania. Miejmy nadzieję, że nasza analiza rzuciła nieco światła na naszego najbliższego rywala i zobaczymy, czy zawodnicy Śląska obrali taką taktykę na poniedziałkowy mecz. Nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby była ona skuteczna.