Zniwelować błędy indywidualne
Mimo tego, że stosunkowo niedawno zakończyło się kalendarzowe lato, to w rundzie jesiennej nowego sezonu Ekstraklasy mamy już za sobą 11. kolejek. Obecnie Śląsk Wrocław z dorobkiem 11. punktów zajmuje w tabeli odległą 12. lokatę. Choć daleko jeszcze do momentu, kiedy to ligowe zmagania wchodzą w decydującą fazę, już teraz dyspozycja wrocławian budzi spory niepokój. Punkt przewagi nad najsłabszą w rozgrywkach Wisłą, z pewnością nie jest komfortem.
Trwająca właśnie przerwa na mecze reprezentacji oznacza, że wrocławscy piłkarze swoje następne spotkanie rozegrają dopiero 17 października. W praktyce, ta kilkunastodniowa pauza jest odbiera przez rodzimych szkoleniowców w różny sposób. Z perspektywy klubów znajdujących się w czołówce, zazwyczaj nie jest to dobra informacja. Z drugiej strony, rozbrat z meczami o stawkę dla zespołów, które nie grają na miarę oczekiwań, może być dla nich szansą na wyeliminowanie mankamentów. Niewątpliwie właśnie w takiej sytuacji znajduje się ekipa prowadzona przez Mariusza Rumaka.
Śląsk legitymuje się najgorszym w lidze bilansem spotkań u siebie (0-3-3). Oprócz mało przekonywującego stylu prezentowanego przez dwukrotnego mistrza Polski, powodem największej irytacji kibiców jest indolencja strzelecka WKS-u. Niezbyt chlubnym wyczynem jest zdobycie jak dotąd 10 bramek w lidze (w tym tylko dwóch na własnym stadionie). Daje to średnią poniżej jednego gola na mecz – wraz z gliwickim Piastem, drużyna ze stolicy Dolnego Śląska jest najmniej bramkostrzelnym zespołem w lidze. Co więcej, połowę swojego strzeleckiego dorobku wrocławianie osiągnęli, wygrywając z uprzednio będącą w kryzysie krakowską Wisłą.
Co ciekawe, „Wojskowi” w pięciu rozegranych spotkaniach na wyjeździe uzbierali osiem punktów. Na obcych boiskach strzelili trzy razy więcej goli niż u siebie. Ten paradoks jest związany z problemem skutecznej gry w ataku pozycyjnym. Wrocławianie po składnych akcjach zdobili ledwie trzy bramki. Średnio w meczu oddają trzy celne strzały. Rzuca się w oczy fakt, że za mała liczba piłkarzy jest zaangażowana w działania ofensywne.
Śląsk zaczyna spotkania w klasycznym ustawieniu 4-5-1. W każdym meczu w aktualnym sezonie na murawie obecni byli: Mariusz Pawełek, Piotr Celeban, Filipe Gonçalves, Alvarinho i Ryota Morioka. Trzon zespołu to także Lasza Dwali, Adam Kokoszka oraz Mariusz Pawelec. Na wyróżnienie zasługuje Kamil Biliński i Ryota Morioka. Pomimo osamotnienia „w przodzie” potrafią oni wykreować okazje bramkowe w polu karnym przeciwnika. Popularny „Bila” zdobył w sumie dwa gole i zaliczył trzy asysty. Japończyk trzy razy trafiał do siatki rywali, ma jedną asystę. Wsparcia w ataku we wrocławskim zespole, na pewno nie dają skrzydłowi. Portugalczyk Alvarinho ma na koncie raptem jedną asystę, Nie lepiej jest po drugiej stronie, gdzie dosyć niespodziewanie dla większości obserwatorów miejsce doświadczonego Łukasza Madeja, w ostatnim okresie zajął Kamil Dankowski.
Bolączką Śląska jest środkowa część boiska. Mając w jednej formacji, zbyt dużo zawodników zorientowanych wyłącznie na powstrzymywanie rywali (Kokoszka, Gonçalves, Stjepanović), nie można się dziwić małej ilości kreowanych akcji na połowie przeciwnika. Nie wiele konstruktywnego wnosi do gry manewr polegający na przesunięciu Kokoszki do linii pomocy. Na domiar złego Macedończyk i Portugalczyk nie przykładają się do gry w destrukcji. Pokłosiem udawanego pressingu i braku agresywności były dwa stracone gole z ekipą Michała Probierza.
Ogromnym wyzwaniem będzie zniwelowanie rażących błędów indywidualnych. Nie bez znaczenia mogą mieć tutaj częste rotacje w linii obrony. Najdłużej w jednym zestawieniu WKS funkcjonował przez cztery mecze. Nie bez wpływu na to miała kontuzja Augusto. Portugalski defensor grający na lewej obronie, musiał ponad miesiąc pauzować z powodu złamanego żebra.
Największe nadzieje sympatycy wrocławskiego klubu wiążą zapewne z nowymi nabytkami. Sito Riera, Joan Román oraz Mario Engels pokazali przez chwilę niezłe umiejętności, ale mają braki w przygotowaniu motorycznym. Obcokrajowcy to według włodarzy naszego klubu remedium na posuchę w ofensywie. Wszyscy więc liczą, że niebawem wspomniani piłkarze będą kluczowym ogniwem w układance trenera Rumaka. Były szkoleniowiec Zawiszy nie ma najwyraźniej o całej trójce dobrego zdania. Albowiem w meczu z Bruk-Betem zamiast nich, wolał z ławki wpuścić młodego Idzika.
Negatywnym zaskoczeniem jest Bence Mervó. Po świetnej końcówce ubiegłego sezonu wydawało się, że były gracz szwajcarskiego Sionu będzie pewniakiem do występów w pierwszej jedenastce. Dla młodzieżowego reprezentanta Węgier, cztery gole zdobyte w kwietniu zaowocowały nowym kontraktem. Od tej pory młody napastnik, zaliczył tylko jedno trafienie i to w pucharowej potyczce z pierwszoligową Sandecją.
W tym roku mamy przed sobą jeszcze dziewięć ligowych batalii. Sztab szkoleniowy wrocławskiego Śląska nie ma teraz chwili wytchnienia. Pierwsza część rozgrywek pokazała bowiem, że w każdym meczu trzeba przygotować się do bezwarunkowej walki o punkty.