Sędzia na ofsajdzie: Poznań, czyli Sito i sito

22.11.2016 (23:55) | autor : Dominika Wręczycka | skomentuj (4)

Dawno po przegranym meczu, i to w dodatku po przegranym wysoko, bo różnicą trzech bramek, atmosfera wokół Śląska nie była tak… dobra (albo przynajmniej nie była zła). Ze spotkania z Lechem warto zapamiętać parę rzeczy, a z kilku wyciągnąć wnioski.



 

Śląsk podobnie jak po wrześniowej przerwie na reprezentacje zaczyna (chociaż w tym wypadku raczej kończy) rundę od przegranej, ale mimo większych rozmiarów porażki w porównaniu do meczu z Ruchem, tym razem dużo łatwiej o optymizm. Głównie dlatego, że przy Bułgarskiej podopieczni Mariusza Rumaka z lepszym bądź gorszym skutkiem grali przez pełne 90 minut, a nie tylko w końcówce. Nie chodzi nawet o to, że nie oddychali rękawami i biegali, co potwierdza słowa trenera, że wszyscy nareszcie są fizycznie przygotowani do sezonu. Przede wszystkim mam na myśli to, że w grze mniej jest przypadku, a więcej wypracowanych schematów, które przekładają się na większą ilość sytuacji bramkowych. Potwierdzają to niezłe statystyki: 50% posiadania piłki i jedenaście strzałów (przy dwunastu Lecha). Liczby co prawda „nie grają”, chociaż pomagają zrozumieć, dlaczego zielono-biało-czerwoni, mimo wyrównanej gry, przegrali w Poznaniu aż 0:3. Problemem pozostaje wykańczanie akcji. W formie statystycznej: dwa strzały celne, czyli niecałe 20% skuteczności, przy pięciu uderzeniach rywala w światło bramki, co daje ponad dwukrotnie mniejsze prawdopodobieństwo na zdobycie gola. Możemy mówić o braku szczęścia, co by było, gdyby Alvarinho, Morioka i Kokoszka lepiej wymierzyli strzały na bramkę Putnockiego, możemy powiedzieć w końcu: nie mamy Robaka. Wiadomo, każdy napastnik może notować długą serię meczów bez zdobytego gola (obecny lider klasyfikacji strzeleckiej także nie mógł odpalić podczas swojego pierwszego sezonu w Kolejorzu), a potem mieć dzień (tydzień, miesiąc) konia i co spotkanie dostarczać zespołowi punktów. Jednak w Śląsku o przełamanie się walczy cała trójka napastników. Mający w tym sezonie na swoim koncie najwięcej gier Kamil Biliński jest aktywny, obsługuje kolegów z zespołu dobrymi podaniami, ale… częściej asystuje niż strzela. W dodatku jeśli już trafia do bramki rywali, to są to drużyny z dna tabeli – Wisła (16.), Piast (15.), Łęczna (12.) Podobnie było w poprzednim sezonie z tą różnicą, że Bila dwa z pięciu ligowych goli strzelił liderującemu Piastowi i Górnikowi, kiedy ten znajdował się jeszcze w górnej ósemce. Drugi, a może już nawet trzeci, w kolejce do gry w ataku, długo oczekiwany we Wrocławiu ze względu na cztery gole w sześciu wiosennych meczach Bence Mervo gra tylko ogony. Najbliżej gola w ostatnich spotkaniach był 19-letni Mariusz Idzik, który w derbach piłkę do siatki skierował celnie, ale za lekko, przez co skończyło się na asyście, a w Poznaniu powstrzymał go słupek. Powstaje pytanie: czy przyjdzie nam czekać na to, aż któryś w końcu trafi z formą strzelecką, czy przy Oporowskiej powinni rozejrzeć się za snajperem już w zimowym oknie transferowym? (tym bardziej, że Węgier wypożyczony jest tylko do końca sezonu) Z drugiej strony, według analizy umieszczonej po 15. kolejce na portalu ekstrastats.pl, zespół Śląska po uśrednieniu ilości celnych strzałów we wszystkich spotkaniach, z celnością na poziomie 37% zajmuje drugie miejsce w lidze – tuż za Legią, którą podejmie w następnej kolejce. Jednak w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na fakt, że piłkarze WKS-u, prawdopodobnie żeby ograniczyć ryzyko strzałów poza światło bramki, zwłaszcza w pierwszej części sezonu po prostu strzelali na bramkę przeciwników… najrzadziej w całej Lotto Ekstraklasie (około dziesięciu razy na mecz – dla porównania Legia oddawała mniej więcej siedemnaście strzałów na spotkanie). Być może moje narzekanie na brak rasowego snajpera jest wymówką i szukaniem wad w coraz lepiej wyglądającej grze Wojskowych, ale parafrazując klasyka: rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przysłoniły nam minusów.

W Poznaniu zabrakło skuteczności, jednak sytuacje były. Śląsk stworzył sobie co najmniej cztery stuprocentowe okazje na strzelenie gola i aż przy trzech z nich znaczny udział miał Sito Riera. Hiszpan, który do tej pory jako jedyny z trójki graczy pozyskanych „last minute” znalazł jakikolwiek wspólny język z kolegami na boisku i regularnie się na nim pojawia, w niedzielę po raz pierwszy wybiegł w pierwszym składzie. Można się zastanawiać, czy dostałby tę szansę gdyby za kartki nie pauzował Goncalves, w pełni sił był Stjepanović, a trener nie musiał eksperymentować z taktyką, ale na pewno dobrze ją wykorzystał. To Sito wypracował akcję, po której Dankowski wrzucał na głowę Morioki, co już w pierwszej połowie mogło dać wyrównanie. To również Sito dogrywał Idzikowi, który minimalnie spudłował, trafiając w słupek. I wreszcie sam mógł zdobyć gola kontaktowego, kiedy w 70. minucie po podaniu Kokoszki oddał techniczny strzał z czternastu metrów, wybroniony przez Putnockiego. Faktycznie, czasem mógłby celniej uderzyć, czasem dokładniej dograć, ale z meczu na mecz wygląda solidniej i na pewno „ma papiery” na to, żeby w środku pola odciążyć w kreowaniu akcji Moriokę, z którym coraz lepiej mu się współpracuje. Ponadto Riera, poza dobrym przeglądem pola, techniką i odrobiną piłkarskich fajerwerków, które mogą zostać ozdobą meczu (ich próbkę dał w spotkaniu z Górnikiem Łęczna, kiedy był bliski gola z przewrotki), ma jeszcze jeden ważny atut – wszechstronność. Większość piłkarzy nie lubi roli „zapchajdziury”, ale każdy szkoleniowiec chciałby widzieć takiego zawodnika w swojej drużynie. Dlatego mający w CV grę na każdej ofensywnej pozycji 29-latek na dłuższą metę może być Śląskowi potrzebny. Już teraz często jest wolnym elektronem – ustawiany raz jako ofensywny pomocnik, raz jako napastnik, lubi schodzić do boku i napędzać akcje oskrzydlające, otwierając drogę do bramki kolegom z zespołu. Taka wymienność pozycji sprawia problemy przeciwnikom i zwyczajnie uatrakcyjnia grę. Jednocześnie, w odróżnieniu od również wychowanego na barcelońskim stylu gry Romana, Riera nie jest aż tak bardzo przywiązany do tiki-taki i potrafi odnaleźć się w często preferującej mniej kombinacyjny, a bardziej fizyczny futbol Ekstraklasie. Odważnie stwierdzę, że zakontraktowanie Sito było dobrą decyzją. Mamy już wrocławskiego Tsubasę, drugi technik, kolega Messiego też dał sygnał, że ma szansę się sprawdzić.

Wystawienie Riery, Morioki, Madeja i Alvarinho wiązało się ze zmianą ustawienia. Można się kłócić, czy wymuszony brakiem Goncalvesa eksperyment z jednym defensywnym pomocnikiem się sprawdził – sami piłkarze w pomeczowych wypowiedziach stwierdzili, że patrząc na wynik, chyba nie do końca. Jak dla mnie, jest to taktyka mocno rezerwowa. Nie można powiedzieć, że piłkarze Mariusza Rumaka przegrywali walkę o środek pola, ale otwarta gra odbiła się na organizacji w tyłach. Bo o ile Kokoszka w parze z rozbijającym ataki rywali Filipe jest tym, który może pograć bardziej kreatywnie, uruchamiając ofensywnych pomocników długimi podaniami z głębi pola i decydując się na wyjścia do przodu, o tyle w niedzielę oprócz udziału w akcjach ofensywnych musiał mocniej skupić się na destrukcji. W Poznaniu Lech wykorzystał „ból kręgosłupa” Śląska – Lechici łatwo podchodzili wyżej, często dochodzili do sytuacji strzeleckich i zmuszali defensorów wrocławian do błędów. Przy pierwszej bramce Jevticiowi dał się wymanewrować Danek, przy drugiej „sito” pozwolił sobie założyć kapitan WKS-u, a trzeci gol to już efekt zagrania ręką Laszy Dwalego. Przegrana (i to w dodatku tak dużą różnicą bramek) po błędach indywidualnych raczej nie jest powodem do radości, ale kiedy wynika z próby ładnej dla oka ofensywnej gry, chyba boli nas, kibiców, nieco mniej.

Jeśli mówimy o błędach indywidualnych zastanawia mnie jeszcze, czy dobrym pomysłem jest przydzielanie tego samego arbitra w dwóch kolejnych meczach tej samej drużyny? Bo w ostatnich dwóch spotkaniach Śląska było trochę jak w życiu – co los, a raczej sędzia raz dał, w następnej kolejce Musiał, przepraszam, musiał zabrać (a raczej oddać komuś innemu). Nie będę ukrywać, że łatwo było mi przymknąć oko na półmetrowego spalonego przy wyrównaniu w derbach, ale, obiektywnie rzecz ujmując, oglądanie piłkarskiego kryminału w wykonaniu sędziego co tydzień, jednak nie jest najlepszą reklamą naszej ligi. Chociaż z drugiej strony, skoro Dwalemu w spotkaniu z Zagłębiem, a Majewskiemu w ostatnim meczu tak łatwo udało się obejść przepis o spalonym, może niedługo w nominacjach do gola sezonu Ekstraklasy przynajmniej doczekamy się kategorii najładniejszego trafienia z ofsajdu.

Tak czy inaczej, na koniec zacytuję Adama Kokoszkę: dobrze, że gramy za tydzień z Legią. Dobrze, bo jest odpowiednie nastawienie i atmosfera, a trener Rumak myśli, że w kolejnych spotkaniach zespół będzie w formie. A to, czy gra z Poznania nie była zła, jako pierwszy, przed Pogonią, Lechią i Arką, przetestuje już obecny mistrz Polski.



>> NOWSZY
<< STARSZY
KOMENTARZE
~Adzikdzisjakdzik (2016-11-23 14:58:58)
Fajny artykuł. Więcej takich.
~przemolos (2016-11-23 10:09:44)
Pani Dominiko stara piłkarska prawda jest taka, że lepiej brzydko wygrywać niż pięknie przegrywać> wniosek jest jeden.... przerwy reprezentacyjne to zło dla naszych kopaczy a wynikiem z tego spotkania jest 0 punktów po stronie Śląska> tyle w temacie. TYLKO ŚLĄSK!
~BBSfan WKS (2016-11-23 08:46:24)
Fajny tekst, miło się czyta i pokazuje ciekawą analizę na następny mecz. Proszę o więcej takich tekstów :)
~wrocek (2016-11-23 08:38:31)
Trafny artykuł .Reira to bardzo dobry gracz i moim zdaniem będzie kluczowym zawodnikiem Śląska.Teraz czekamy na zwycięstwo z podmeczona Legia.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców ¦ląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane




I liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Wisła Kraków 20 46 51-16
2. Polonia Bytom 19 34 33-21
3. Pogoń Grodzisk Mazowiecki 19 33 37-27
4. Chrobry Głogów 19 31 26-18
5. Śląsk Wrocław 20 31 36-33
6. Ruch Chorzów 20 31 31-28
7. Stal Rzeszów 19 31 30-28
8. Wieczysta Kraków 19 30 40-29
9. Polonia Warszawa 19 30 28-27
10. Miedź Legnica 19 30 35-36
11. ŁKS Łódź 19 26 28-29
12. Odra Opole 20 25 20-23
13. Pogoń Siedlce 20 22 21-22
14. Puszcza Niepołomice 19 19 20-24
15. Znicz Pruszków 19 17 21-41
16. Stal Mielec 19 13 21-40
17. GKS Tychy 20 13 26-46
18. Górnik Łęczna 19 11 22-38

II liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Unia Skierniewice 19 41 38-20
2. Warta Poznań 19 38 32-21
3. Podhale Nowy Targ 19 35 24-15
4. Olimpia Grudziądz 19 34 37-26
5. Świt Szczecin 19 32 37-32
6. Śląsk II Wrocław 20 27 37-30
7. Sandecja Nowy Sącz 19 27 26-28
8. Stal Stalowa Wola 19 26 38-31
9. Resovia 19 25 25-24
10. Podbeskidzie Bielsko-Biała 19 25 28-31
11. Sokół Kleczew 19 24 35-32
12. Chojniczanka Chojnice 19 24 30-29
13. Zagłębie Sosnowiec 20 23 23-33
14. Hutnik Kraków 19 21 27-30
15. Rekord Bielsko-Biała 19 21 27-35
16. KKS 1925 Kalisz 19 19 21-27
17. ŁKS II Łódź 19 13 19-35
18. GKS Jastrzębie 19 7 16-41