Krzysztof Hołub: Staramy się realizować plan, jaki sobie obraliśmy
Konferencja z prezesem Krzysztofem Hołubem o obniżeniu cen biletów na mecze Śląska i nowym logo na koszulkach.
- Chciałbym poinformować o początku bardziej namacalnych zmian, które w Śląsku zaczynają się dziać. Przystąpiliśmy do realizacji projektu o roboczej nazwie: „Śląsk bardziej lokalny”, czyli krótko mówiąc otwarty na wrocławian, na swoich kibiców. Wykonaliśmy tutaj w zespole ciężką pracę. Po pierwsze postanowiliśmy obniżyć cenę biletów. Dokonaliśmy zmian stricte rewolucyjnych. Obecnie wszystkie bilety będą teraz sprzedawane w cenie tańszej, niż kiedyś były w przedsprzedaży. Po drugie, cena biletu przed i w samym dniu meczowym będzie taka sama. Bo skoro i tak obniżyliśmy ceny poniżej tych przedsprzedażowych, nie widzimy sensu utrzymywania tej korzyści, kupując bilet w przedsprzedaży. Po trzecie, tak jak zapowiadałem, dzieci do lat 12 będą wchodziły na stadion za darmo, bez względu na to, w których sektorach zajmą miejsca. Oczywiście będą pod opieką osób dorosłych, ale bez limitu ilościowego tych dzieci i bez limitu na sektory. Z jednym wyłączeniem – chcemy preferować sektory bardziej predysponowane dla dzieci, czyli wyłączając prawdopodobnie sektor B. Jeśli chodzi o uczniów w wieku 12-18 lat, to ta młodzież będzie wchodziła na stadion za 10 zł, również bez względu na sektor. Trzecia kwestia to ceny biletów dla seniorów. Seniorzy również będą wchodzić na wszystkie sektory za 10 zł. Ale obniżyliśmy wiek seniora z 65 do 60 lat, żeby poszerzyć grupę docelową. Poza tym uprościliśmy cennik, to znaczy ceny kończą się zerami, są okrągłe. Ma to uprościć obsługę kasjerską i pokazać przejrzystość nowego cennika. Oczywiście zachęcam też kibiców, żeby, jeżeli mają tylko taką możliwość, kupowali bilety wcześniej niż na stadionie, bo to nam ułatwia obsługę klienta. W szczególności zachęcam do zakupu biletów przez Internet. Klub otwiera się na wrocławian, zachęca do przychodzenia na stadion, chcemy zwiększyć frekwencję. Po meczu z Pogonią staje się to jeszcze bardziej oczywiste. Mam nadzieję, że mecz z Pogonią był przysłowiowym dnem, od którego teraz Śląsk się odbije i ta frekwencja będzie stale rosła.
To były działania stricte sprzedażowe, podjęliśmy również decyzję o działaniach wizerunkowych. Porozumieliśmy się z miastem Wrocław i podjęliśmy decyzję, że do czasu znalezienia sponsora strategicznego klub będzie występował z logiem miasta w najważniejszym miejscu na koszulce. Jest to ogromny symbol, chcemy przesłać sygnał do wrocławian, że Śląsk jest wrocławski i mocno otwarty na mieszkańców. Również przez to, że miasto jest podmiotem mocno wspierającym Śląsk, niestety coraz słabiej, ale ciągle mocno, logo musi znaleźć swoje należne miejsce na tej koszulce. Jeśli tylko zdarzy się sytuacja taka, że Śląsk pozyska sponsora strategicznego logo miasta ulegnie przesunięciu w inne, mniej eksponowane miejsce, a to miejsce zajmie logo sponsora strategicznego. Te działania, które podejmujemy, mają na celu też przypomnieć sponsorom, że w ogóle Śląsk poszukuje sponsora strategicznego, że można zająć miejsce miasta Wrocław. Między innymi po to zabiegałem o zaopatrzenie koszulek w logo miasta, żeby medialnie dać sygnał potencjalnym sponsorom, że takowe miejsce jest. Ponadto uważam, że dotychczasowa polityka niewykorzystywania tego głównego miejsca na koszulce w mojej ocenie była o tyle nietrafiona, że po prostu Śląsk nic nie reprezentował w kontekście swojego wizerunku, grając. Uważam to za stracony czas. Nie ukrywam, że być może to nowe otwarcie dotyczące logo spowoduje dyskusję w samym mieście o Śląsku i jego przynależności do miasta. Nowe koszulki będą gotowe na mecz z Arką Gdynia. Powoli staramy się realizować plan, jaki sobie obraliśmy.
- Skoro ceny biletów będą niższe, to jaki macie plan, żeby zbilansować te straty w budżecie?
- Generalnie menedżerowie w większości rodzajów spółek starają się nie obniżać cen, bo uważają, że to jest początek końca biznesu. Natomiast dla mnie biznes sportowy, a w szczególności piłkarski jest biznesem wolumenowym. To znaczy obniżenie ceny biletów ma dla mnie na celu uzyskanie większego wolumenu kibiców. To się będzie działo stopniowo. Nie potrafię dzisiaj powiedzieć, jak szybko będzie przyrastała ta liczba klientów. Ja wiem, że cena biletu nie jest kluczowym aspektem transakcji. To znaczy kluczowym aspektem jest jakość, jaką się otrzymuje za tę cenę. Wszystkie działania wizerunkowe, jakie prowadzimy, spalą na panewce, jeśli widowisko meczowe nie będzie odpowiedniej jakości. Zdaję sobie z tego sprawę, ale chciałbym wysłać dwa sygnały. Pierwszy sygnał: każdego wrocławianina powinno być stać, żeby przyjść na mecz. Drugi sygnał: „no, drodzy piłkarze, teraz spora część spraw jest w waszych rękach”. W związku z powyższym musimy zacząć pracować dla dobra klubu. Tego też oczekuję od piłkarzy, że będziemy grać lepiej i ja też będę pracował lepiej.
- Czy ceny biletów będą obowiązywać do końca sezonu?
- Tak. Ta promocja jest na tyle długa, że ceny zostaną utrzymane do końca sezonu. Bez względu, jak będzie prezentował się Śląsk. Nawet jeśli gra byłaby rzeczywiście porywająca i miałby same zwycięstwa, ceny się nie zmienią.
- Ludzie przychodzą, żeby oglądać dobry produkt. Jeszcze niedawno przychodzili na Sebastiana Milę, braci Paixao. Czy obecny produkt zostanie jakoś jakościowo podniesiony w tej przerwie zimowej?
- Oczywiście. Na razie nie ma w klubie dyskusji w kwestii połączenia problemu inwestorskiego z zakupem nowych piłkarzy. Natomiast na dzień dzisiejszy jest w klubie problem dotyczący zakupu nowych piłkarzy i rozmawiamy o tym. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy się nie wzmocnili przed kolejną rundą.
- Jest szansa ściągnąć kogoś „z nazwiskiem”, znanego w lidze, znanego kibicom?
- Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, jak wygląda karuzela transferowa. Ale bezpiecznie powiem, że Śląsk jest klubem na tyle niezamożnym, że chyba nie należy spodziewać się takich piłkarzy. Chociaż generalnie musimy się wzmocnić, to absolutnie konieczne.
- Czy logotyp miasta pozostanie na koszulkach już „na zawsze”?
- Mam nadzieję, że bardzo krótko i Śląsk znajdzie sponsora strategicznego. Wtedy logotyp miasta przeniesie się w inne miejsce, bo uważam, że Wrocław i wrocławianie muszą mieć sygnał, że w jakiś sposób z pieniędzy podatników ten klub jest utrzymywany. To jest sprawiedliwy sygnał. Chciałbym jednak, żeby tam znalazło się logo sponsora strategicznego, który wspomoże nas dobrymi pieniędzmi, które pozwolą nam na to, żebyśmy zakontraktowali jakichś lepszych piłkarzy. Ale nie mam nadziei, że stanie się to szybko. A i tak, i tak, piłkarzy kontraktować musimy. Dlatego jeśli pojawiłby się fantastyczny sponsor, pewnie można by kontraktować piłkarzy lepszych niż gorszych.
- Przesunięcie logo miasta może oznaczać, że miasto zostawi sobie to kilka procent udziału w klubie.
- To bardzo złożony problem. Jest kilka sposobów na to, żeby miasto zachowało kontrolę nad Śląskiem. Ta kontrola może być bardzo różna, jeśli chodzi o rozwiązania prawne. Element zachowania udziałów jest bardzo oczywisty, ale proszę mi wierzyć, są jeszcze inne sposoby, żeby miasto miało kontrolę nad spółką po jej sprzedaniu. To jest też jeden element negocjacji z inwestorem. Tak czy inaczej, nie wyobrażam sobie sytuacji, że nowy inwestor pozbędzie się tego logo. Tu chodzi też o komunikację wewnętrzną, bo inwestor będzie prowadził klub z Wrocławia i nie może sobie zbyt mocno pozwalać.
- Chodzi też o kontrolę, żeby klub nie został wyprowadzony z tego miasta.
- Mogę uspokoić, konieczność rozgrywania meczów na Stadionie Wrocław jest immanentnym interesem miasta. Nawet jeśli nie byłaby nim dla inwestora, to jest to warunek sine qua non, absolutna podstawa roszczeń miasta. W ogóle nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby Śląsk nie grał we Wrocławiu. Mówił o tym nawet pan prezydent. Po prostu Śląsk musi grać na Stadionie Wrocław. To oświadczenie może ograniczać wybór inwestorów, bo może są tacy inwestorzy, którzy chcieliby kupić klub, ale nie chcą grać na Stadionie Wrocław, a woleliby grać np. przy Oporowskiej. Oni nie łapią się do puli dalszych rozmów.
- Czy są już rozmowy o przedłużeniu kontraktów wygasających po sezonie?
- Na tym etapie jeszcze prowadzi je Adam Matysek. To znaczy, ja rozmawiam z nim, a on z piłkarzami. Ale rozmawia i to też jest istotna zmiana. Bo jest wiele szumów komunikacyjnych w spółce, które musimy usprawnić. Wzmocnienia de facto będą ostatecznym efektem oceny zawodników, która w tej chwili się odbywa, trener dokonuje podsumowań, rozmawia z dyrektorem sportowym. Próbujemy to szybko zamknąć. Chciałbym, żeby zawodnicy mieli otwarte głowy i koncentrowali się jeszcze na grze, a nie na kontraktach. Chociaż wiem, że to są profesjonaliści i też nie będą z tym czekać w nieskończoność.
- Czy klub ma jakąś konkretną strategię marketingową?
- Na razie nie mam czasu, żeby taką strategię stricte marketingową sporządzić. Ale pewne rzeczy są tak oczywiste, że nawet bez strategii należy je wdrażać. Inne z kolei trzeba dokładniej przemyśleć. Nie ulega wątpliwości, że bez względu kto będzie siedział na moim miejscu, pewne działania wizerunkowe muszą być podejmowane już dzisiaj. Mógłbym zaszyć się w gabinecie, opracowywać strategię i przekazać ją w lutym, ale wtedy zostałbym pewnie zlinczowany. Ja posiadam coś na kształt strategii marketingowej, jednak i tak jest to pewien rodzaj improwizacji, bo nie ma czasu. Powinien być w nadchodzącej przerwie, wtedy sporządzę dokument. Na pewno musi się w nim znaleźć „nowe otwarcie” dotyczące Akademii. Trzeba sprofesjonalizować pracę trenerów, przekazu akademii, znaleźć sponsorów dla poszczególnych roczników, stworzyć portal komunikacji z rodzicami. Trwają pracę, które będą polerowały wizerunek Akademii. Zależy mi też na tym, żeby budować dobry wizerunek, jeżeli chodzi o dyrektora sportowego i trenera. To się przekłada na profesjonalny wizerunek klubu. Zawodnicy chętniej podpisują kontrakty w klubach, które są przewidywalne, niż które są nieprzewidywalne. Strategia marketingowa będzie też dotyczyła merchandisingu – musimy się zastanowić czy lepiej sprzedawać rzeczy za pośrednictwem wysp kibica, czy całość przenieść do marketingu. Ktoś musi się zastanowić jakie są koszty sprzedaży w galeriach, a jakie on-line i co w ogóle mamy tam sprzedawać. Wielkim zadaniem jest też wykorzystanie ikon klubu. Poza tym niedługo zobaczycie już państwo zmiany dotyczące mediów społecznościowych. To będzie cała wielka operacja, która ma budować wizerunek klubu profesjonalnego, przewidywalnego, w którym ktoś chce grać i w którym ktoś chce przyjść na mecz.
Jeśli chodzi o strategię marketingową jutro mamy pierwsze spotkanie z ludźmi ze Stadionu. Mamy nowe otwarcie ze stadionem. Byłbym daleki mówiąc, że to jest wielka rewolucja, natomiast relacje ze Stadionem już uległy ociepleniu. Chcemy coś zbudować razem. Na razie nie wiem, co Stadion chce nam zaoferować i co my możemy mu zaoferować, ale musimy razem zacząć działać. Stadion ma pewne strategie marketingowe, po raz pierwszy odkąd pamiętam pracownicy tej spółki będą uczestniczyć w naszych posiedzeniach marketingowych, to będzie jedna ekipa. Chciałbym, żeby Stadion nam pomógł. Sama oferta Stadionu, żeby się zbratać, jest dla mnie bardzo pozytywna. Chciałbym, żeby ludzie również z innych podmiotów miejskich uczestniczyli w tych wydarzeniach, Dochodzimy do momentu, gdzie wszyscy wymyślili już to, co mieli wymyśleć. Teraz potrzebujemy ludzi, którzy wymyśliliby coś, czego my nie wymyśliliśmy. Ja bym chętnie tych ludzi wysłuchał. Strategia musi też dotyczyć brandingu Śląska, żeby nam łatwiej było nam pozyskać sponsora strategicznego. Ja nie ukrywam tego, że jeśli będziemy ciężko pracować nad tym, żeby pojawili się kibice na trybunach i ciężko pracować nad tym, żeby jednak piłkarze strzelali karne, to wydaje mi się, że za jakiś czas będzie nam łatwiej usiąść ze sponsorem, który powie: „W porządku, może nie jesteście najlepszym klubem, ale ktoś chce was oglądać. Ceny biletów nie są co prawda dla mnie satysfakcjonujące, ale mogą pozostać. Macie fajny przekaz piarowy, bo szkolicie młodzież.” Ten sponsor strategiczny musi widzieć dla siebie korzyść, on nie kupuje pieniędzy, ale emocje. Chodzi o to, żebyśmy w ogóle znaleźli sponsora strategicznego za satysfakcjonujące pieniądze, który rozpocznie dyskusję o tym, że już nie jest problemem dla sponsora być przy Śląsku. Wtedy inni sponsorzy muszą się zastanowić nad tym, czy skoro on już jest, to może warto, żeby oni też byli. Ważny jest też mikromarketing. W tym czasie, kiedy my mówimy, że do tej pory szukamy sponsora, który wyłoży x mln za reklamę na koszulce, grupa ludzi powinna wykonywać mrówczą pracę dzień w dzień. Po jakimś czasie to spowoduje, że klub nie tylko będzie miał trochę więcej pieniędzy, ale i pozycjonowanie klubu będzie dużo lepsze.
To samo dotyczy reklam. Obecnie jest przeszacowanie. Na tę chwilę, nie oszukujmy się, nie jesteśmy spółką najlepiej zorganizowaną, zarządzaną, grającą. Musimy wykonać tytaniczną pracę, żebyśmy się podnieśli. Ale żebyśmy się podnieśli potrzebujemy tlenu. On musi polegać m.in. na tym, że nasi drobni sponsorzy nam pomogą, bo obniżymy ceny reklam, poszerzy się wolumen firm inwestujących w sport. To jest ta sama sytuacja, co w przypadku kibiców. Jesteśmy w okresie przejściowym. Kiedyś, kiedyś na końcu ten klub musi pukać do drzwi większych sponsorów i mówić, że my jesteśmy już zbudowani i gramy o większą pulę. Cała strategia marketingowa w tym klubie moim zdaniem polega na tym, żeby się cofnąć trzy kroki wstecz i zacząć pozytywistyczną pracę u podstaw. Ta ciężka praca jest w stanie dać nam 80% sukcesów. Na końcu tych 80% powinien pojawić się jakiś geniusz, nie będę to ja, który będzie umiał to 20% wykorzystać. Na razie my musimy po prostu składać cegiełkę do cegiełki.
To samo dotyczy lokalnych firm. Wrocław się fantastycznie rozwija, jest spory skok w budżecie miasta, ale ten rozwój gospodarczy Wrocławia nie poszedł w parze ze Śląskiem. My musimy wykorzystać te lokalne brandy, żeby nam pomogły budować wizerunek. Ja myślę, że początek przyszłego sezonu będzie już etapem, kiedy będziemy mogli szukać fajnych sponsorów, ale to też nie będą sponsorzy ostateczni.
Nie ma co ukrywać, poza marketingiem i piłkarzami są też kibice, oni muszą nam pomagać. Dlatego apeluję do nich: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”.
Teraz klub jest bardzo chybotliwy. Zdajemy sobie sprawę, że w chwili, kiedy zbieramy się do startu i ktoś nas przytrzyma leciutko za koszulkę, nie wystartujemy i znowu nic z tego nie będzie. Jesteśmy w krytycznym momencie jeszcze przez dwa, trzy, pięć miesięcy, gdzie chcemy ten wizerunek poprawiać. Każda skaza w tym czasie to dla nas problem.