Jacek Kiełb: Trudno było mi odchodzić ze Śląska

“Bardzo bym chciał, żeby we Wrocławiu chodziło na mecze przynajmniej 20 tys. osób.” - rozmowa z Jackiem Kiełbem, byłym zawodnikiem WKS-u przed piątkowym spotkaniem Śląska Wrocław z Koroną Kielce.
Cykl intensywnych treningów w przerwie na mecze reprezentacji za wami. Pracowaliście nad jakimś konkretnym elementem gry?
Raczej nic drastycznie się nie zmieniło. Wiadomo te treningi były bardziej intensywne. Poza tym w tych ostatnich miesiącach udoskonalamy, to czego wymaga od nas trener Bartoszek. Wiemy jak powinniśmy grać, ale cały czas pracujemy nad różnymi wariantami.
Czy uważasz, że dwutygodniowa przerwa utrudnia pracę nad przygotowaniami do kolejnych zmagań ligowych?
Nie, absolutnie. Akurat mamy teraz taki okres, że nie punktujemy w meczach wyjazdowych, więc wykorzystaliśmy maksymalnie ten czas, aby przygotować się do spotkania ze Śląskiem. To będzie trudny wyjazd, ale mogliśmy dłużej potrenować i odpowiednio się nastawić.
Obecna runda jest dla Ciebie bardzo udana. Pięć bramek i asysta w pięciu meczach muszą napawać optymizmem. Tym bardziej, że gole przekładają się na zwycięstwo drużyny.
Moim priorytetem, jak i całej drużyny jest pierwsza ósemka. Oczywiście indywidualne bramki i asysty cieszą i motywują do jeszcze większej pracy, ale razem wygrywamy i razem przegrywamy. Mam nadzieję, że uda nam się podtrzymać tę strzelecką passę. Myślę, że mimo kilku wyjazdowych porażek zmierzamy teraz w dobrym kierunku.
Czeka was teraz ciężka batalia o utrzymanie w górnej części tabeli. Kolejni rywale po meczu ze Śląskiem to: Ruch, Legia i Termalica.
Każdy będzie walczył do końca. Dla każdej drużyny, z którą byśmy teraz nie grali, punkty są na wagę złota. Sytuacja w tabeli wygląda tak, że Śląsk również ma jeszcze szansę na awans do pierwszej ósemki.
No właśnie, a jak oceniasz ten system rozgrywek? O ESA 37 słyszałam różne opinie.
Każdy różnie się na to zapatruje. W sytuacji dostania się do grupy mistrzowskiej zespół może odetchnąć i ma w pewnym sensie spokój. Z drugiej strony po podziale punktów do końca nie jest wiadomo kto spadnie z ligi. Poza tym tych spotkań jest więcej. Wydaje mi się, że mimo wszystko podnosi to atrakcyjność rozgrywek. Myślę, że te mecze o awans do pierwszej ósemki będą równie ciekawe i przyciągną więcej widzów.
Frekwencja na stadionie zarówno w Kielcach, jak i we Wrocławiu nie poraża...
Tutaj w Kielcach jest trochę inna sytuacja. Bardzo bym chciał, żeby we Wrocławiu chodziło na mecze przynajmniej 20 tys. osób. Jest to ogromne miasto, które ma wiele możliwości. Poza tym kibice na wyjazdach pokazują, co potrafią i jak bardzo zależy im na klubie. Wiem, że każdy może się tu bronić wynikami, ale mimo wszystko uważam, Śląsk zasługuje na to, żeby spotkania domowe gromadziły większą publiczność i tego mu bardzo życzę.
Wczoraj w mediach pojawiły się spekulacje na temat sprzedaży Korony niemieckiemu konsorcjum. Gdy występowałeś w Śląsku na pewno tego typu doniesienia medialne również docierały do piłkarzy. Czy szatnia w jakimś stopniu żyje kwestiami właścicielskimi?
Temat gdzieś tam się przewija, natomiast to nie jest sprawa nad którą debatujemy, czy przez którą nie możemy spać. Tym bardziej, że już wcześniej Koroną interesowali się różni inwestorzy, między innymi ci z Senegalu. Kupno klubu było już prawie na finiszu, więc temat był jeszcze bardziej gorący niż teraz, a ostatecznie transakcja nie została sfinalizowana. Niezależnie od tego, czy ktoś kupi Koronę, my gramy dalej i na boisku możemy dać jakość tej drużynie.
W poprzedniej rundzie to Śląsk zwyciężył na Arenie Kielce (2:1). Czujesz chęć rewanżu za tamto spotkanie? Po raz drugi odkąd nie jesteś już zawodnikiem WKS-u zagrasz przeciwko byłym kolegom.
Na pewno fajnie będzie zmierzyć się z byłymi kolegami z zespołu, ale wiadomo, że relacje pozaboiskowe schodzą na dalszy plan. My będziemy chcieli wygrać, Śląsk także powalczy o pełną pulę. Myślę, że będzie to ciekawe widowisko dla kibiców, a jak przebiegnie to dopiero okaże się w piątek.
W barwach WKS-u rozegrałeś 32 mecze. Jak wspominasz okres spędzony we Wrocławiu?
Bardzo dobrze. Nie tylko pod względem sportowym, bo mimo trudnych momentów super wspominam ten czas. W szczególności miło wspominam chłopaków z zespołu, sztab oraz wszystkich ludzi, których poznałem. Bardzo trudno było mi odchodzić ze Śląska, głównie ze względu na szatnie, naprawdę dobrze się tam czułem.
Czy jakieś wydarzenie z okresu gry w Śląsku szczególnie zapadło Ci w pamięć?
Mecz z Celje w kwalifikacjach do Ligi Europy i liczba kibiców, którzy tam przyjechali nas wspierać. Później w kolejnej rundzie niestety odpadliśmy, ale są to niezapomniane momenty.
Poza tym mimo ciężkich chwil trzymaliśmy się razem. Nie był to łatwy okres dla zespołu. W lidze nie układało się tak, jak chcieliśmy. Częste zmiany trenerów i różne nerwowe ruchy na pewno nie pomagały.
Co do trenerów; okres przygotowawczy za kadencji trenera Szukiełowicza jest chyba niezapomniany dla wszystkich.
(śmiech) Tak, ja to wspominam akurat bardzo dobrze. Każdy zespół w tej przerwie zimowej poleciał za granice, a my zostaliśmy w Polsce i biegaliśmy po górach. Było ciężko, ale musieliśmy to przyjąć z uśmiechem. Myślę, że nikt tego nie żałował, bo później to przygotowanie dało o sobie znać i biegało się lepiej w trakcie meczu.
Czy gdyby pojawiła się oferta ze Śląska w przyszłości to wróciłbyś na Oporowską?
W tym momencie tak. Dlaczego nie? Naprawdę bardzo dobrze się tam czułem. Poza tym mojej żonie bardzo podoba się Wrocław. Ostatnio, jak o tym rozmawialiśmy, to mówiła, że szkoda, że nie zostaliśmy tam dłużej. Ja wiem, że takiej oferty raczej już nie będzie, ale nigdy nic nie wiadomo.