Spór o zyski z dnia meczowego
Przegląd Sportowy | skomentuj (5)
Władze miasta Wrocław będące właścicielami zarówno spółki Stadion Wrocław, jak i klubu piłkarskiego Śląsk powołały negocjatora, który ma za zadanie pomóc w porozumieniu między wymienionymi podmiotami. Jest to reakcja na utrzymujący się od dłuższego czasu brak konsensusu w sprawie podziału zysków z dnia meczowego.
Sprawa wydaje się ważna, gdyż mówi się o kwocie rzędu nawet kilku milionów złotych. Zyski inkasowane przez wrocławski klub są oczywiście zmienne – są rezultatem wielu zmiennych, w tym frekwencji na trybunach. Włodarze Śląska nie są jednak usatysfakcjonowani otrzymywanymi sumami. Fakty są takie, że klub nie ma prawa m.in. do zysków z lóż biznesowych oraz z biletów VIP. Nie zarabia nic na cateringu, jeśli frekwencja nie przekroczy 16 tys. widzów (jeśli przekroczy – 40 proc. przychodu z cateringu dostępnego w strefie publicznej trafia do kasy klubu).
Dodatkowo, jeśli liczba widzów na meczu jest większa niż 20 tys. widzów (nie liczy się wejściówek gratisowych i karnetów), klub musi odprowadzić część przychodu (18 proc.) do stadionowej spółki. Spółka Stadion Wrocław ripostuje, iż wpływy z VIP i cateringu to swoista rekompensata za koszty, ponoszone przez operatora. Okazuje się bowiem, że wrocławski Śląsk nie płaci operatorowi czynszu z tytułu użytkowania stadionu. Nie ponosi także kosztów utrzymywania infrastruktury, niezbędnej do rozgrywania meczów (utrzymanie murawy).
– Nie nazwałbym tego konfliktem, do którego przysłano rozjemcę. Raczej wyłoniono kogoś, kto pomoże nam w zrobieniu wspólnego przedsięwzięcia [...] Razem naprawdę możemy robić biznes, tylko trzeba jasno określić prawa i obowiązki po obu stronach – twierdzi prezes Stadionu Wrocław Jacek Kostrzewski.