W kasach ścisk
Od 2011 roku tylko 11 razy udało się na trybunach wrocławskiego stadionu zgromadzić ponad 20 tysięcy kibiców, nie licząc meczów towarzyskich. Analizując doniesienia z ostatnich godzin, granica ta może zostać osiągnięta w sobotę, kiedy Śląsk zmierzy się z Legią.
Warszawski klub w tej statystyce pojawia się aż pięciokrotnie, nic więc dziwnego, że i tym razem frekwencja przekroczy średnią, która w tym sezonie we Wrocławiu i tak jest wysoka, bo wynosi 11171 widzów (w poprzednim sezonie było 9089). – Sprzedaliśmy już 14 tysięcy biletów, w piątek swoje wejściówki odbiorą fankluby, a to kolejne 2 tysiące wejściówek – dowiedzieliśmy się wczoraj nieoficjalnie. Dzisiaj zajętych jest już ponad 16 tysięcy miejsc.
Klub poinformował, że zostały już wyprzedane bilety na 21 sektorów. Sprzedaż przebiegałaby sprawniej, gdyby nie ciągłe pytania i telefony z pytaniami o możliwości nabycia biletów, chociaż informacji nie brakuje ani na stronie internetowej, ani na plakatach reklamujących to spotkanie.

Najprostszą formą zakupu biletu jest Internet, z czego korzysta tylko około 20% kibiców. Jeśli ktoś liczy na zakup biletu tuż przed spotkaniem, będzie musiał uzbroić się w cierpliwość w długich kolejkach.
Zła wiadomość jest taka, że przy tak licznie zgromadzonej publiczności wrocławianie wygrywają rzadko. Powód jest prosty – najczęściej są to silne ekipy z solidnymi piłkarzami, a to przyciąga kibiców. Najwięcej, bo blisko 42 tysiące ludzi, zobaczyło lanie w Lidze Europy od Sevilli. W poprzednim roku tylko raz udało się do połowy zapełnić stadion – do Wrocławia przyjechała Legia i sprawiła Śląskowi lanie 4:0. To po tym spotkaniu Mariusz Rumak powiedział: – Zrobimy wszystko, żeby kiedyś kibice przyszli na mecz Śląska. Dzisiaj byli zobaczyć Legię i jej mecz ze Śląskiem. To jest moje i piłkarzy zadanie.
