Nie taki "Kolejorz" straszny - analiza gry Lecha Poznań
własne/ekstraklasa.tv | skomentuj (1)
W piątkowym hicie 10. kolejki Lotto Ekstraklasy do Wrocławia przyjeżdża lider. Dobrze by było, aby piłkarze Śląska zepsuli humory poznańskim kibicom. Żeby tak się stało, sztab szkoleniowy powinien opracować sposób na pokonanie defensywy kierowanej przez Matusa Putnockiego.
Jak obronić się przed liderem?
Lech słynie z bardzo groźnej ofensywy. Powodem tego jest większa liczba piłkarzy skierowanych na atakowanie bramki rywala. Podczas, gdy wiele drużyn w Ekstraklasie forsuje tempo czterema/pięcioma zawodnikami, lechici angażują się w akcje "do przodu" wyjątkowo odważnie. Środkowi pomocnicy odpowiadają za rozgrywanie piłki na skrzydła, gdzie zarówno boczny pomocnik, jak i boczny obrońca wchodzą w pojedynki z obrońcami. Znakiem firmowym Lecha jest gra na jeden kontakt między dwoma zawodnikami w pionowej linii. Pokazuje to obrazek 1: Robert Gumny jest prawym obrońcą, ale robi o wiele więcej w tej sytuacji niż Maciej Makuszewski, którego jedynym zadaniem jest odpowiednie dogranie prostopadłej piłki.
obrazek 1

Boczny defensor stwarza realne zagrożenie, choć nie jest z początku tak blisko kryty przez rywali, a gdy ten jest w stanie dośrodkować w pole karne, jest już za późno, by nadrobić stracone w wyniku nieuwagi metry. Doskonale pokazuje to obrazek 2, na którym widać spóźnionego obrońcę.
obrazek 2

Dobrze wykonana akcja na skrzydle to tylko połowa sukcesu. Zawodnicy "Kolejorza" są też groźni poprzez dużą liczbę graczy w polu karnym przeciwnika. Popularnym obrazkiem w Ekstraklasie jest osamotniony napastnik w "szesnastce" i dośrodkowanie, które ląduje na trybunach. Ten element taktyki piłkarze naszych dzisiejszych rywali mają jednak opanowany i taka sytuacja w meczu Lecha raczej się nie zdarza. Aż trzech zawodników wychodzi do pojedynku główkowego i bardzo często go wygrywają (choćby dlatego, że Christian Gytkjaer oraz Mario Situm potrafią grać głową) i dzięki temu są wyjątkowo mocni w ofensywie.
Pilnować bliższego słupka
Jak już jesteśmy przy dośrodkowaniach, obowiązkowo należy zwrócić uwagę na to, jak piłkarze Lecha mogą zmylić defensorów. Obrona prowadzona przez Piotra Celebana musi w dzisiejszym meczu uważać na niskie wrzutki skierowane w stronę bliższego słupka. Proszę zobaczyć na obrazek nr 3. Maciej Makuszewski (przy piłce) pędzi do linii końcowej - daje Maciejowi Gajosowi (zaznaczony kółkiem) bardzo dużo czasu, by ten zmylił obrońców bardzo prostym manewrem.
obrazek 3

Pomocnik Lecha - obrócony twarzą do piłki - zmierza w stronę dalszego słupka, by w ostatniej chwili obrócić się i z impetem zaatakować piłkę skierowaną na bliższy słupek bramki Jana Muchy (obrazek 4). Gajos tworzy sobie przewagę ze względu na dwa aspekty - jest rozpędzony, więc szybciej dopadnie futbolówki niż pasywny obrońca Bruk-Betu oraz gubi obrońcę, który za późno reaguje na zmianę biegu przez pomocnika Kolejorza.
obrazek 4

Zbyt pewni siebie obrońcy
W zespole Lecha latem doszło do wielu zmian personalnych. Drużynę opuścił Jan Bednarek, więc klub musiał znaleźć następców. Fakt, udało im się to, lecz tylko połowicznie. Kolejorz ma w tym sezonie najlepszą defensywę w lidze, ale tylko pod względem liczby straconych goli. Defensorzy wciąż jednak popełniają błędy ze względu na zbyt dużą pewność siebie. W meczu z Pogonią Szczecin (obrazek 5) Matus Putnocky mógł stracić gola, przez spóźnioną interwencję Emira Dilavera. Austriak zaatakował piłkę wślizgiem, ale przeliczył się z podaniem, przez co Kamil Drygas miał stuprocentową sytuację na strzelenie gola. Gdyby tylko lepiej przymierzył, mógł dać Pogoni trzy punkty.
obrazek 5

O wiele gorsze konsekwencje mógł spowodować Vernon De Marco, który w meczu z Koroną Kielce przez nieudany wślizg sprokurował rzut karny (obrazek 6). Zawodnicy Lecha czują się więc pewnie w defensywie, przez co zdarza im się ospale zbierać do interwencji - zwłaszcza we własnym polu karnym. To dobra okazja dla Marcina Robaka i Arkadiusza Piecha, którzy dysponują dobrym przyspieszeniem i mogą wykorzystać ten atut na swoją korzyść.
obrazek 6

Gonić wynik za wszelką cenę
To już raczej zwykłe spostrzeżenie niż efekt analizy. Piłkarze Śląska muszą zdać sobie sprawę, że nawet jeśli pierwsi stracą bramkę, muszą gonić wynik za wszelką cenę. Lech jest bowiem w pełni skoncentrowany tylko do osiągnięcia prowadzenia. Później skupienie na grze defensywnej jest coraz mniejsze. Wykorzystało to w tym sezonie Zagłębie Lubin. "Kolejorz" w owym spotkaniu grał bardzo dobrze do 53. minuty, kiedy to Mario Situm dał swojej ekipie prowadzenie. Później gra poznańskiej drużyny była znacznie mniej efektywna, aż w końcu na dziewięć minut przed końcem, Lech stracił gola i ostatecznie dwa punkty. Mogła to wykorzystać także Korona Kielce, gdyż dzisiejszy rywal Śląska również dał sobie wejść na głowę kieleckiej drużynie.
Druga połowa nasza
Lech stracił w tym sezonie tylko cztery bramki w lidze. Wszystkie w drugich połowach. Właśnie wtedy piłkarze Śląska muszą zdecydowanie zaatakować, a trener Urban posłać do boju swoje największe działa. Nie taki Lech straszny, jak pokazuje to ligowa tabela. Należy jedynie wyciągnąć wnioski z poprzednich spotkań i wykorzystać błędy, które - tak jak każda drużyna - Lech popełnia dość często.