21.10.2014 (20:43) |
Do przerwy był to jeden z tych nijakich meczów, jakich w ekstraklasie mamy pod dostatkiem. Obie drużyny nastawione na walkę i prężenie muskułów nieco przynudzały. Ten brak dobrej piłki musiał gościom nawet pasować, w końcu do Wrocławia w tym sezonie przyjeżdża się przede wszystkim nie przegrać. Widząc to, zawodnicy w zielonych koszulkach po zmianie stron wcale gry nie podostrzyli, jak to jest u nas w zwyczaju, gdy trzeba rywalowi odebrać pewność siebie. Użyli za to umiejętności czysto piłkarskich – bezlitośnie wykorzystali błędy przeciwnika, rozklepali go, załadowali trzy bramki, trochę się pobawili i w ostatnim kwadransie wyraźnie już pokonanym odpuścili. W sobotę Śląsk zespół Piasta po prostu zdemolował, wymierzając i tak dość niską karę, skoro dla gliwiczan ta wizyta mogła się skończyć choćby tak jak dla Pogoni wyjazd do Białegostoku: z bagażem pięciu goli. Zespół Tadeusza Pawłowskiego wskoczył na pudło, lada chwila może być liderem, gra efektownie, chwalony jest, nawet jak przegrywa (vide mecz z Legią). No i zaczęło się: w mediach obok nazwy wrocławskiego klubu coraz częściej pojawia się słowo „mistrzostwo”. [więcej]