ANALIZA: Zespół, którego nie można zlekceważyć
W 3. kolejce T-Mobile Ekstraklasy wrocławski Śląsk zmierzy się z beniaminkiem, który jeszcze nigdy wcześniej nie grał na tym poziomie rozgrywek. Podopieczni trenera Tadeusza Pawłowskiego nigdy nie grali z ekipą z Niecieczy, dlatego ciężko stwierdzić co czeka naszych zawodników. Całe szczęście, po dwóch spotkaniach "Słoni" możemy przeanalizować ich grę i sprawdzić, na co trzeba uważać w trakcie jutrzejszego spotkania.
Kilkoma słowami wstępu, trzeba przedstawić naszego niedzielnego przeciwnika. Podopieczni trenera Piotra Mandrysza są niespodzianką na piłkarskiej scenie w Polsce. Mimo przebojowego awansu do Ekstraklasy, pierwsze spotkania nie napawały optymizmem. Najpierw przyszła porażka w meczu z Piastem Gliwice (0:1), w którym zawodnicy Termalici nie zdołali oddać nawet celnego strzału, a następnie z Jagiellonią Białystok (0:2), który mógłby się potoczyć inaczej, gdyby ofensywa z Niecieczy nie marnowała swoich okazji na potęgę. Te wyniki sprawiają, że Termalica jest już teraz wliczana jako kandydat do spadku i szybkiego zakończenia swojej przygody z najwyższą klasą rozgrywkową w Polsce. Ostatnią drużyną bowiem, która po awansie do ekstraklasy nie potrafiła strzelić gola w dwóch pierwszych meczach sezonu, był ŁKS w rozgrywkach 2011/12. Łódzki KS również w tamtym sezonie spadł z ligi.
Tym razem, we Wrocławiu, ma być inaczej. Termalica przyjeżdża do stolicy Dolnego Śląska z zamiarem i zdobycia bramek, i wywalczenia ze Śląskiem historycznych punktów. To podkreśla bramkarz Sebastian Nowak, który w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego powiedział "[...]musimy po prostu wygrać. Liczę na to, że nawet remis spowoduje, że przyjdzie większa wiara", więc trzeba się liczyć, że zawodnicy Termalici nie poddadzą się na boisku. Jest jednak kilka mankamentów w ich grze, których wyhaczenie może zdecydowanie pomóc ekipie Tadeusza Pawłowskiego.
Gra w obronie
Awansując z niższej klasy rozgrywkowej, beniaminek zawsze ma problemy z osiąganiem dobrych wyników na początku sezonu. Bierze się to głównie z tego, że w Ekstraklasie piłkarze są szybsi i lepiej zorganizowani taktycznie. W grze obronnej liczy się często doskok do rywala oraz niedopuszczenie go do obrócenia się twarzą do bramki. Tego defensywnym zawodnikom Termalici brakuje, co udowadnia poniższy obrazek.

Jest to klatka ze spotkania z Piastem, który "Słonie" przegrały (tylko) 1:0. Znajdujący się przy piłce Gerard Badia ma dużo czasu i sporo wolnego miejsca, aby przyjąć piłkę i wypuścić ją sobie by oddać strzał. W tej chwili jeden z obrońców Niecieczy jest jeszcze daleko od skrzydłowego gliwickiego zespołu (przypomnijmy, że w tej akcji Badia niewiele się pomylił - trafił w poprzeczkę). W tamtym spotkaniu był to częsty widok, a strzały z dystansu raz za razem stwarzały zagrożenie pod bramką Nowaka. Jeśli Śląsk chce zdobyć bramkę, może często próbować swoich sił z dalszych odległości. Dobre warunki do tego ma choćby Robert Pich, więc to jemu dedykujemy ten akapit.
Rozgrywanie piłki "od tyłu"
Tego Termalica próbowała w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Jagielloni Białystok. Wówczas każde wznowienie gry z bramki zaczynało się krótkim podaniem w kierunku któregoś z obrońców. Sporadycznie zdarzało się, że pressing założony przez zespół Michała Probierza przynosił efekt w postaci odbioru piłki na połowie przeciwnika, a to wręcz zawsze oznacza niebezpieczeństwo pod bramką. Podopieczni trenera Tadeusza Pawłowskiego rzadko kiedy próbują wysokiego podejścia do rywala, lecz jeśli gra się na własnym stadionie, z niedoświadczonym zespołem, taki wariant trzeba zastosować i wykorzystać.
Gra skrzydłami
Swoje najlepsze akcje - jak do tej pory - "Słonie" przeprowadzały skrzydłami. To dość często popularny widok w polskiej lidze, więc nikogo to nie dziwi, ale gdyby beniaminek z Niecieczy wykorzystał swoje sytuacje, to zamiast dwóch porażek i żadnej zdobytej bramki, miałby... dwa remisy. W spotkaniu z Piastem Adrian Paluchowski - wchodząc ze skrzydła - miał sytuację jeden na jeden, lecz nie trafił wówczas w bramkę,

a w meczu z "Jagą" Wojciech Kędziora wypracował Drozdowiczowi świetną akcję, w której napastnik Termalici miał dosłownie kilka metrów do bramki i fatalnie spudłował, w ogóle w nią nie trafiając.

Jak widać, zespół z Niecieczy nie jest do końca outsiderem w naszej lidze i jeszcze może namieszać w tabeli. Jedyne, czego brakuje drużynie Piotra Mandrysza to przełamania, o które będzie walczyć właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Z pewnością zawodnicy WKS-u nie chcą zapisać się niechlubnie w kartach historii Ekstraklasy, dlatego aby pokonać ekipę "Słoni", należy mieć się na baczności przy atakach skrzydłami i liczyć na to, że przy wysoko założonym pressingu i częstych strzałach, da się pokonać golkipera gości. W końcu to Śląsk jest faworytem i to Śląsk ma zadowolić swoich kibiców, dobrą grą i pewną wygraną, która będzie pierwszym krokiem we wracaniu na dobry tor po nieudanej potyczce w europejskich pucharach.