Zapowiedź: Wciąż brakuje wyobraźni
własne | skomentuj (14)


Sezon, który dla Śląska rozpoczął się od meczu w Podgoricy powinien być inny i to zostawiając styl drużyny na boku - to też jest wypadkowa pewnych działań, nie przypadek, wynik pecha czy zrządzenie losu. Prawda jest taka, że te rozgrywki nie powinny się zacząć w sekundzie po ostatnim gwizdku w Krakowie, lecz znacznie wcześniej. Zabrakło najwyraźniej wyczucia, planowania, doświadczenia, sprytu, zimnej krwi i... wyobraźni. Zabrakło Śląskowi wyobraźni.
Przykra to prawda, że Śląsk nie potrafił przebić największego przekleństwa, które towarzyszy mistrzom Polski od ponad dekady. Za każdym razem zapowiedzi są buńczuczne, marzenia o Lidze Mistrzów nawet realne, a efekt, jak wiemy, mizerny. Bramy najbardziej kasowych rozgrywek na świecie pozostają nie tyle zamknięte, ale po prostu nieosiągalne, wysoko nad głowami, nawet jeśli taka Wisła Kraków była od raju o sekundy. To fikcja, ten wymiar czasu, co pokazały późniejsze wyczyny ich rywali, a także ekipy Maaskanta.
Śląsk mógł się przygotować już na zimę, rozpocząć planowanie i budowanie ekipy godnej rywalizacji w tych rozgrywkach. Powiedzmy sobie szczerze, ostatnie miesiące kompletnie zaniedbano, zmarnowano, a jeśli zawiedziono w dyskusjach kontraktowych z kilkoma piłkarzami - Piotr Celeban niech będzie przykładem - to znaczy, że w klubie źle się dzieje pod względem finansowym, ale również "siadła" atmosfera. Nie jest bowiem normalne, że konflikt z trenerem jest otwarty, że wojna personalna jest widoczna jak na dłoni w drużynie mistrzów Polski. I zamiast jak najszybszego oczyszczenia, korytarze budynku klubowego są pełne kolejnych domysłów, mało szczerych spojrzeń, niedopowiedzeń. Jest napięcie, które nie prowadzi do niczego dobrego.
Kto odpowiada za spóźnione transfery? "Proszę pytać zarządu." Czemu w pierwszym składzie wyszło trzech lewych obrońców? "To pytanie do trenera." Czemu piłkarze, którzy rozpoczęli spotkanie zawiedli tak bardzo? "Gdybym to wiedział, na pewno by nie zagrali." Absurdy gonią niedopowiedzenia, odpowiedzialność przerzucana jest niczym gorący kartofel. Oto Mistrz Polski AD 2012.
Transfer Tomasza Jodłowca jest potwierdzeniem dla tych tez. Jeśli faktycznie był on przygotowywany od tygodni, był priorytetem po zakończeniu sezonu, to skandalem pozostaje fakt, że dopiero dziś, dzień przed meczem o najwyższy stopień eliminacji Ligi Mistrzów, piłkarz może wejść do klubu i być jego częścią. A na dodatek, co pokazała końcówka konferencji prasowej z wtorku, nikt nie wie, jak jest do sezonu przygotowany. A raczej - jak nie jest przygotowany.
Śląsk przed meczami z Helsingborgiem to nie tylko obraz organizacyjnego chaosu - pod względem budowania zespołu oczywiście. Czy to nie skrajna desperacja doprowadziła do tego, że najpierw Orest Lenczyk rzucił czterech bocznych obrońców do bloku defensywnego, a w rewanżu z Podgoricą wystawił trzech lewych, Pawelca, Spahicia i Mraza? Jeśli nie desperacja, to brak wiary w mistrzowski zespół, brak też komunikacji z drużyną, jeśli widać było na ich twarzach i w ich poczynaniach niezrozumienie takich decyzji trenera.
Szukamy pozytywów na dzień przed meczem z Helsingborgiem? Marny to przegląd wojsk, skoro obrona jest chwiejna, linia pomocy równie dynamiczna co Przemysław Kaźmierczak, a napastnicy... wiecie, że ich ostatni gol przez jednego z trójki snajperów Śląska padł 22 kwietnia? W całym 2012 roku, z ich uderzeń padły cztery bramki, trzy z nich strzelił Cristian Diaz, który po imponującym występie w Polish Masters, mecz z Budućnosti zobaczył z trybun stadionu.
Rywale też nie są pozbawieni wad, to jest nasze pocieszenie. Zasięgając opinii u Szwedów nie sądziłem, że litania ich problemów będzie równie długa jak w przypadku Śląska. Zmiana trenera na tymczasowego, po tym jak zarząd zwolnił asystenta poprzednika i on uniósł się dumą, odchodząc tylko otwiera ten spis. Thomasa Söruma kibice Helsingborga porównują do Fernando Torresa, ale nie z racji podobieństwa urody, nic z tych rzeczy. Po prostu trafiać do siatki rywali zdarza mu się równie często, co Hiszpanowi po przejściu do Chelsea. \"He scores when he wants\" (\"On strzela gdy chce\") - rozbrzmiewa ironiczna przyśpiewka na stadionie Olympia.
Brak im wyobraźni, tak mówią. Opierają się na solidnej defensywie, stałych fragmentach gry, ustawieni w typowym 4-4-2, gdzie skrzydłowi bombardują pole karne rywala, by znaleźć swojego kolegę-napastnika przynajmniej raz. Może ktoś powie, że brakuje Helsingborgowi wyższej klasy, lepszego stylu, podążania za najnowszymi trendami... ale to nie musi oznaczać czegoś złego. To schemat, to coś, do czego piłkarze są przyzwyczajeni, to coś, w czym czują się dobrze. To dobre planowanie.
Śląsk może się chować za tym, że zwycięzców się nie osądza. Można wskazywać na zakontraktowanie środkowego obrońcy od drugiej drużyny z ligi, a teraz reprezentanta kraju z dwudziestoma pięcioma występami na międzynarodowej arenie. Można również rotować składem do granic zdrowego rozsądku już od początku sezonu, gubiąc rywala w zamyśle oryginalnymi roszadami z użyciem obrońców w pomocy, bocznych na środku, bez formy w pierwszym składzie... ale to nie zakryje czegoś innego. Bo gdy trybuny wyobrażały sobie Śląsk w Lidze Mistrzów, to wielu osobom w klubie zabrakło wyobraźni. Szkoda, że Śląsk, zamiast dążyć do bram piłkarskiego raju robi wszystko, by stać się kolejną przestrogą, dowodem i przykładem na to, że krótkowzroczność to przekleństwo rodzimego futbolu.