Lenczyk: W naszej grze było wiele negatywów
Orest Lenczyk: Przyjechałem do Polkowic po pięciu latach po przegranym tutaj meczu z Bełchatowem w takich okolicznościach jak to zwykle bywa w pucharze – było dobrze, było źle i w końcu przegraliśmy. W dzisiejszym meczu z pewnością byliśmy faworytem, biorąc pod uwagę miejsce, które drużyna Śląska zajmowała na koniec ubiegłego sezonu. Duży szacunek dla trenera KS-u, który poczyna sobie z tą młodzieżą tak, że dziś momentami nie można było wskazać, kto lepiej grał w piłkę. Oczywiście nerwy odgrywały ogromną rolę, bo Polkowice nie miały nic do stracenia, natomiast piłkarze Śląska pewnie znów byliby na pierwszych stronach gazet, że są za burtą Pucharu Polski. Pierwsza runda Pucharu Polski dla zespołu Ekstraklasy jest zawsze problemem, bo zespół czasami odpada lub gra tak, że wszyscy są zdziwieni.
Co najmniej od półtora miesiąca jestem ze Śląskiem w takiej sytuacji, że przygotowujemy się do rozgrywek Ekstraklasy, ale po drodze mamy rozgrywki, które dla klubu są wyzwaniem. Ilość i jakość zawodników jest taka, że nie pozwala sprostać wszystkim rozgrywkom. Widzę po kilku tygodniach, że jest różnie z różnymi zawodnikami, czasem jest tak, że sam jestem zdziwiony. Z pewnością wielu piłkarzy Śląska lepiej potrafi grać w piłkę, a dzisiaj zagrali tak, że młoda drużyna z Polkowic miała duże szanse na wyrównanie.
W naszej grze było dzisiaj wiele negatywów, ale w sumie jako całość drużyna trochę powalczyła, trochę pokopała w piłkę, trochę pobiegała, zdobyła ładną bramkę i dotrwała do końca. W porównaniu do poprzedniego meczu zmieniliśmy kilku zawodników, dając szanse kolejnym, biorąc pod uwagę, że mimo wszystko jest to okres przygotowawczy i mecze dają szanse wyćwiczenia tego, czego się nie uzyska normalnym treningiem. Krytyka, która na nas ostatnio spadła powoduje, że zastanawiam się, czy zawodnikom wytrzymują nogi. Mamy razem z tym meczem cztery spotkania wyjazdowe, czeka nas Helsingborg, później Superpuchar w Warszawie i w końcu inauguracja ligi w Łodzi. Może być nawet piąty mecz, w zależności od losowania. To jest spora dawka spotkań i być może jest tego wszystkiego za dużo.
Po raz pierwszy pozwolę sobie powiedzieć, że cieszyliśmy się bardzo z EURO, zespoły miały skrócony sezon, jeszcze nigdy w historii nie było tak, żeby rozgrywki skończyły się 5. maja. Później po wiosennej masakrze była przerwa, w której trudno było nie dać zawodnikom odpocząć. Później 16. lipca graliśmy pierwszy mecz w rozgrywkach europejskich. W krótkim czasie trzeba było do tego zespół przygotować. Te mecze były i są dla klubu bardzo znaczące.
Wzmocnienia, które poczyniono do zespołu, zostały przeprowadzone z opóźnieniem. Dziękuję Tomkowi Jodłowcowi, że zdecydował się dzisiaj zagrać, ponieważ to jest piłkarz w polskiej lidze na pewno z wyższej półki. Trzeba go przygotowywać do gry w pierwszej jedenastce i takimi meczami jak dzisiaj będzie zdobywał wytrenowanie.
Nie chcę narzekać, bo przez 10 minut raczej mówię o problemach. Gramy jeszcze w Europie, gramy dalej w Pucharze Polski, ligę mamy za dwa tygodnie, może się nie damy. Pozostałe zespoły patrzą na nas teraz z zupełnie innej strony. Gdybym był takim młodym piłkarzem z drużyny z Polkowic, to bym miał rękę zaciśniętą i chciałbym bić mistrza, oczywiście kopiąc piłkę. Tak to nas będzie przed dłuższy czas dotykało, będziemy musieli to unieść. Nasz kierownik pan Słobodzian klepie mnie czasami po plecach i mówi „trenerze damy radę”. Jeszcze raz serdecznie dziękuję piłkarzom z Polkowic i trenerowi.
Pytania:
Kto panu szczególnie zaimponował w drużynie z Polkowic?
Wszyscy mi zaimponowali spokojem gry w pewnych momentach, techniką, która ja mieszkając prawie 40 lat w Krakowie doceniam, bo to jest coś, co będzie się posiadać do końca kariery. Pracując kilka lat temu w Zagłębiu Lubin zauważyłem, że praca z młodzieżą stoi tam na wysokim poziomie i kilku z tych chłopaków dzisiaj zagrało. W Polkowicach postawiono na zawodników z regionu i będę śledził dalej losy tych chłopaków. Rozgrywki w drugiej lidze to jest jednak coś zupełnie innego niż rozegranie jednego meczu w Pucharze Polski.
Jak pan oceni debiut Jodłowca? Czy zabierze go pan do Helsingborga?
Jeszcze tej decyzji nie podjąłem. Czekałem na jego grę w dzisiejszym meczu. Szykowałem się na jego zmianę w przerwie, ponieważ obawiałem się, że ze względu na brak przygotowań odniesie jakąś kontuzję i byłaby to moja wina. Sam zawodnik uznał, że może jeszcze na boisku przebywać. Na tym etapie absolutnie jestem zadowolony z jego gry. Muszę podkreślić, że on pierwszy raz grał w tym towarzystwie. Odnośnie meczu w Helsingborgu, to widzieliśmy jak jest to zorganizowana drużyna. Tam nie ma przypadku, każda formacja jest odpowiednio zgrana, uzupełniają się w ofensywie i defensywie. Gdyby Tomek wystąpił w tym meczu od początku, to wyglądałoby to na pospolite ruszenie. Na pewno nie pojedziemy tam jako faworyci, ale rok temu przegraliśmy z Rapidem u siebie 1:3, a później w Rumunii nie przegraliśmy. Na pewno ambicją zawodników będzie osiągnąć w Szwecji dobry wynik.