Przywrócony do życia
Piotr Ćwielong niespodziewanie wrócił do zespołu i wszedł z ławki we wczorajszym meczu z Widzewem. O jego sytuacji rozmawiamy po meczu Młodej Ekstraklasy, w którym wystąpił przez 45 minut.
Wczoraj był Twój pierwszy nieoczekiwany występ w barwach Śląska w tym sezonie. Możesz opowiedzieć, jak to się stało, że nie było już Cię w klubie, a nagle grasz.
Pięć dni temu trenowałem jeszcze indywidualnie. Wszystko stało się szybko. Po prostu szczerze porozmawiałem z trenerem, zostałem przywrócony do zespołu, z czego się bardzo cieszę. Miałem już być w Polonii, przytrafił się drobny uraz, ale cieszę się, że powrotem jestem w tej drużynie. O to mi chodziło.
Wczoraj prezentowałeś się nawet dobrze.
Szkoda, że przy takim wyniku. Gdyby było 0:0, to moglibyśmy coś jeszcze z Waldkiem zrobić. A tak dostaliśmy dwie bramki od drużyny, który nie jest dobrym zespołem, od ligowego średniaka. Widzew pokazał, że walką i determinacją można wygrać. Kazek dał nam jeszcze nadzieję, ale szkoda, że ta bramka nie wpadła w pierwszej połowie. Okazje były.
Jaka będzie Twoja przyszłość?
Nie szukam żadnego klubu, mam to, co chciałem. Wszystko zależy ode mnie. Umówiłem się z trenerem, że do 31 sierpnia jestem zgłoszony do rozgrywek i jeśli będę miał okazję być na boisku, to będę chciał pokazać, że jestem przydatny.
Nie obawiasz się, że brak przygotowań w klubie wpłynie negatywnie na formę?
Miałem dobrego trenera od przygotowania fizycznego. Chciałem mu podziękować, to Pan Marek Świder. Oczywiście, trenowałem osobno i nikomu nie życzę tego. Jest to problem. Jak się patrzy na chłopaków, którzy trenują razem i grają o mecze pucharowe, nie jest to przyjemne. Ale takie jest życie. Jestem zżyty z tą drużyną, nie będzie problemu ze zgraniem się.
Nie miałeś wrażenia, patrząc z boku na grę kolegów w pucharach, że brakowało im szybkości? Piłkarze Widzewa, Helsingborga byli szybsi, agresywniejsi.
Ciężko powiedzieć, byłem widzem, ściskałem kciuki, denerwowałem się. Helsingborg był o klasę lepszy. Ale pierwszy mecz z Podgoricą pokazał, że umiemy grać w piłkę. Nie możemy sami sobie wmawiać, że nie mamy szybkości, wytrzymałości, bo będziemy sobie robić pod górkę. Przyjdzie mecz, który wysoko wygramy, będziemy się dobrze czuć i zacznie wszystko funkcjonować.
Jedna z gazet napisała, że właściciele Śląska zdenerwowali się po wczorajszej porażce i zapowiedzieli rozmowę, bo jeśli jest jakiś konflikt, to trzeba go zażegnać. Mógłbyś to skomentować?
Ciężko mi się wypowiadać, bo jestem w szatni cztery dni. Nic nie wiem na ten temat. Nie było mnie w tym czasie, nie wypada mi nawet tego komentować.