Leszek Ojrzyński: Walczyliśmy do końca

Zaczęliśmy ten mecz podobnie jak pierwsze spotkanie w tej rundzie, tu rzut karny, tam rzut karny, tyle, że tam kartka była tylko żółta. Graliśmy, żeby dograć do końca, chociaż czasami zdarzają się takie mecze, że udaje się odwrócić losy spotkania. Nam się ta sztuka nie udała. Przed nami kolejne mecze. W Kielcach wszystko przeanalizujemy. Odpowiedzialność w obronie w tym spotkaniu była większa, ale w decydujących momentach zawiodła.
Skąd taka nerwowość w obronie?
W drugiej połowie graliśmy w dziesięciu, nie mogliśmy zagrać wysoko, kotłowało się, musieliśmy wyskakiwać ze stref. Zadecydowały indywidualne błędy, takie rzeczy się zdarzają. Następne spotkanie gramy u siebie.
Co Pan mówił zawodnikom w szatni?
Że jeszcze ktoś może zostać w szatni. Tu są potrzebni ludzie, którzy będą walczyć do końca. Sami sobie sprowokowaliśmy tę sytuację. Z drugiej strony dałem nadzieję, ze wszystko się może zdarzyć. Po stałych fragmentach gry można zdobyć bramkę. Gra jest wtedy przerwana, można oddać strzał. Za mało ich jednak było, udało się gola nie stracić, ale nie udało się żadnego zdobyć.