Mila za wszystkich, kto za Milę?


Czeka nas trudny mecz – zapowiada trener Stanislav Levy przed pojedynkiem z Piastem Gliwice. Śląsk w 11. kolejce Ekstraklasy zmierzy się przed własną publicznością z beniaminkiem, który jeszcze niedawno zajmował miejsce na podium. Bieżąca forma gliwiczan pozostawia jednak wiele do życzenia, faworytem spotkania są więc mistrzowie Polski, którzy mają także swoje problemy.
Sebastian Mila to zawodnik dla Śląska niezastąpiony, ale być uzależnionym od jednego gracza, to samobójstwo. Niestety co tydzień jesteśmy utwierdzani w przekonaniu, że bez tego piłkarza wrocławianie broniliby się przed spadkiem. Na boisku kapitanowi zielono-biało-czerwonych wtóruje w zasadzie tylko Tomasz Jodłowiec, pozostali zawodnicy spisują się poniżej oczekiwań. Taki stan rzeczy utrzymuje się praktycznie od początku sezonu. Trener Levy miał już trochę czasu na wprowadzenie swojego „programu naprawczego”, ale jak do tej pory skutków nie widać.
Na szczęście mamy Milę, mamy skutecznego Roka Elsnera, ale ile można liczyć na dobre kopnięcie jednego zawodnika? W Śląsku taka formacja jak „atak” praktycznie nie istnieje, statystyki naszych „snajperów” są wręcz zatrważające. Łukasz Gikiewicz, Cristian Diaz i Johan Voskamp spędzili na boiskach Ekstraklasy łącznie ponad 14 godzin, trafić do siatki udało się tylko temu pierwszemu i to aż dwukrotnie. Podczas przedmeczowej konferencji prasowej trener Levy zapytany o formę napastników odpowiedział, że dla niego nie jest ważne kto strzela i że rozlicza swoich atakujących też z zadań defensywnych. No to sprzedajmy wszystkich trzech, będzie na wypłaty dla innych.
Mistrz jest nagi? Nie do końca, zawsze można liczyć na dobrą akcję indywidualną Waldemara Soboty, który ostatnio zamiast goli, szuka formy. Nie uszło to uwadze Waldemarowi Fornalikowi i selekcjoner po raz pierwszy nie powołał skrzydłowego Śląska do swojej kadry. Paradoksalnie ten wydawałoby się słaby Śląsk ciągle trzyma się ligowej czołówki. Wrocławianie mają tego, czego Piastowi i innym drużynom brakuje – doświadczenie w wychodzeniu z sytuacji beznadziejnych. Przegrywamy 0:2 z Lechią Gdańsk? Nie szkodzi, wygrywamy 3:2. Nie radzimy sobie w Szczecinie? Mila kopnie trzy razy i mamy 3:0. Może to nadmorskie powietrze tak wrocławianom służy, a może po prostu szczęście przeszło na właściwą stronę – to właśnie z konsekwencji Śląsk słynie. Czyli konsekwentnie liczy na stałe fragmenty gry, kontrę Soboty, wspaniałą interwencję Mariana Kelemena, który powinien wrócić do gry, główkę Elsnera…
Wrocławianie dzięki zdobytym trzem punktom przeciwko Pogoni umocnili się w górnej części tabeli i do lidera Legii Warszawa tracą pięć punktów, ale do drugiego miejsca podopieczni Levego mają stratę tylko jednego oczka. Jeszcze kilka tygodni temu Piast był przed Śląskiem, ale gliwiczanie popadli w marazm i z kretesem przegrali cztery ostatnie spotkania, tracąc w nich rekordowo dużo bramek – aż 12. Ostatni raz gracze Marcina Brosza wygrali 1. października z Wisłą Kraków, posadę stracił wtedy Michał Probierz. Mimo wszystko trener Levy widzi w Piaście groźnego przeciwnika, dobrze przygotowanego fizycznie i wcale nie zasługującego na takie pasmo porażek. Czy ma rację okaże się w sobotę, mecz na Stadionie Miejskim rozpocznie się o godzinie 15:45.