Janusz Gancarczyk znów na Oporowskiej
- Myślę, że jeszcze pokażę, że potrafię grać. Jeszcze się nie zmarnowałem - mówi Janusz Gancarczyk. Piłkarz kiedyś przymierzany do reprezentacji Polski i jedno z objawień ekstraklasy, dziś znów zagrał na Oporowskiej, tyle że w barwach II-ligowca z Oławy. Zawodnik po meczu kontrolnym ze Śląskiem poświęcił chwilę czasu na rozmowę z dziennikarzami. - Powiem tak: Warunki nie były cudowne do grania. Zawodnik z piłką ma trochę łatwiej niż obrońca, wystarczy leki balans i można się poślizgnąć – komentował.
- Przyjechałem tu pograć, bo poprosił mnie o to trener Oławy. Było mi to na rękę, bo przez rok nie grałem w piłkę. Chciałem się poruszyć i w miarę to wyszło – wyjaśniał swój udział w sparingu. Na dłużej w zespole MKS-u nie zamierza jednak zostawać. - Jadę jutro na pewne rozmowy, wyjaśni się też inny temat, zobaczymy co będzie dalej – opowiada „Garnek” i dodaje, że liczy na szybki powrót do formy. - Jeden zawodnik potrzebuje 3-4 sparingów i może grać, a drugi będzie grał non stop przez pół roku i będzie mu ciężko. Jak przepracuję dobrze okres przygotowawczy, to myślę, że jestem w stanie pojawić się na początku rundy wiosennej na boisku. Myślę, że z każdym treningiem będzie coraz lepiej – opowiada. Na powrót do Śląska jednak nie liczy. - Na razie nie jest mi dane tutaj być, może po jakieś dobrej rundzie z chęcią bym się pojawił znów we Wrocławiu. Ale ja nie jestem taki, żeby samemu się prosić. Jeśli pojawiłoby się zapytanie, to jestem otwarty na rozmowy i testy. Na razie szukam klubu w Polsce, chciałbym co najmniej pół roku pograć w kraju, a co będzie później, zobaczymy – wyjaśnia.
Zawodnik wymieniany w gronie jednego z najbardziej utalentowanych w lidze, skomentował także swój epizod w barwach Zagłębie Lubin. – Miałem wtedy dwie propozycje, ale nie wiem czy jedna z nich nie była kłamstwem, a lubinianie byli bardzo konkretni. Miałem wiele myśli, bo wiadomo skąd przychodziłem, gdzie grałem i gdzie tak naprawdę jest mój klub. To była trudna decyzja – wspomina. - Początki były OK, 2-3 kolejki, a później było coraz gorzej. Nie szanuję nowego trenera, który zastąpił Urbana, bo odsunięto mnie od drużyny, nie mówiąc dlaczego. Do dzisiaj nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jedni się zasłaniali drugimi - prezesi wskazywali na trenerów, a trenerzy na prezesów. Ze strony kibiców nie miałem większych problemów. Od razu chciałem wtedy odejść, ale po prostu nie chcieli się ze mną dogadać – opowiada.