Cena za Milę
Wskazane jest zacząć wyobrażać sobie wrocławski Śląsk bez Sebastiana Mili. O tym, że łatwe to nie będzie, świadczą nie tylko liczby bramek i asyst. Świadczy bezproduktywność zespołu w meczach, kiedy go brakowało. Świadczy ilość momentów, w których jednym zagraniem potrafił wygrać mecz, w trakcie którego trwała w wykonaniu chaotycznie grającego Śląska kolejna zbrodnia na futbolu. W prawie pojawiały się kolejne kwoty, dotyczące jego wymagań finansowych, które przez zarząd zostały uznane za nierealne. Jakich pieniędzy wart jest więc Sebastian Mila?
Piłkarz bez wartości
Transferowa wartość Mili wynosi na ten moment 0 zł. Skoro zdecydował się na pozostanie we Wrocławiu, będzie mógł w przyszłym sezonie grać w każdym klubie bez kwoty odstępnego. To samo dotyczy Śląska. Jedyną kwotą do natychmiastowego wyłożenia na stół jest kwota za podpis. W prasie mówiło się o \"niebotycznych\" 600 tysiącach złotych. Czy nie jest wart tych pieniędzy?
Promocja
Transfermarkt wycenia Milę na 1,5 mln euro. Nikt rzecz jasna za Milę tyle nie zapłaci. Ma 30 lat, na wysokim poziomie nie pogra już za długo, nie będzie też opcji zarobienia na późniejszym transferze. 150 tysięcy euro to jednak nadal kwota za piłkarza o tych umiejętnościach promocyjna. Za Cetnarskiego, zawodnika, który miał Milę zastąpić, Śląsk miał zapłacić 600 tysięcy euro. Ściągany był jako podobny typ piłkarza do Mili, młodszy, ale zdolny do tego, żeby być w stanie regulować tempo gry i pełnić rolę głównego rozgrywającego. Perspektywiczny Wszołek został wyceniony przez Hanower na 1,3-1,5 mln euro. Dziesięc razy więcej, niż trzeba było wyłożyć za Milę. Czy to dużo jak za podpis na kontrakcie? Być może, ale niewiele jak za usługi piłkarza na tym poziomie. Tajemnicą nie jest, że klasowi piłkarze bez kontraktu, kasują za podpis na nowej umowie najwięcej, mając świadomość, że klub oszczędził na ich transferze.
Ważny element
Mila może drażnić momentami swoją powolnością, w niczym mu to jednak nie przeszkadza świetnie dystrybuować piłkę. Przeciętnie na mecz gra 30 celnych podań do przodu, to więcej niż jakikolwiek inny zawodnik drużyny Śląska. Zachowuje przy tym 75% skuteczności tych podań. Przypomnieć przy tym trzeba, że jest umieszczony na boisku stosunkowo wysoko, w strefach, gdzie o dokładne rozgrywanie piłki jest trudniej. Tymczasem ma i więcej zagrań konstruktywnych i ich lepszą skuteczność i od Elsnera i od Kaźmierczaka. Nie wspominając o 9 asystach i 4 golach. Domniemany następca, Cetnarski, zamyka rundę z trzema golami, okoliczności ich zdobycia pamiętamy. Do tego u Mili dochodzą 4 podania kluczowe na mecz, żaden inny zawodnik Śląska nie jest nawet blisko tego osiągnięcia.
Czas na zastępstwo
Na ten moment znalezienie zastępstwa dla Mili przekracza możliwości Śląska. Konieczne jest więc utrzymanie zawodnika, który ciągnie grę zespołu do przodu i nawet w momentach kiedy nie idzie, jest w stanie błysnąć kluczową piłką. Zawodnik tej klasy musi być w cenie. Cena za zatrudnienie Mili jest jak na umiejętności i rolę dla drużyny niedrogą opcją. Przedłużenie z nim kontraktu pozwoli utzymać w drużynie jedno z jej najbardziej wartościowych na ten moment ogniw. Żeby znaleźć kogoś na zastępstwo trzeba odpowiednio długo szukać lub wyłożyć odpowiednio dużo gotówki. Na ten moment Śląsk nie jest w stanie spełnić ani jednego ani drugiego warunku. Ma za to pod ręką zawodnika za żadne jak na tę klasę pieniądze. Chyba, że jest tworzony plan B i trwają intensywne poszukiwania następcy Mili, gotowego na to za pół roku. Zawodnika, który kosztując grosze będzie w stanie zastąpić jednego z najbardziej efektywnych graczy ligi. Można mieć wątpliwości, czy scouting Śląska jest choćby blisko tego wyczynu.