Zapowiedź: Jutro prosimy bez cudów
własne | skomentuj (2)


Rodzimy futbol to jednak jest pełen tajemnic. Dlaczego Paweł Wszołek nie przeszedł do Bundesligi? Dlaczego Wisła Kraków jest na poziomie Bełchatowa? Kto oduczył Johana Voskampa gry w piłkę nożną? Kto mógł uwierzyć, że galeria handlowa utrzyma klub piłkarski? I wreszcie - jakim cudem Flota Świnoujście jest na szczycie pierwszej ligi?
Wielu odpowie, że ostatnie pytanie zweryfikuje ich pojedynek z mistrzem Polski z poprzedniego sezonu. Czy jednak nie powinnno się we Wrocławiu myśleć, że przyjeżdża zespół wybitnie niewygodny w tym sezonie - w zasadzie gra na wyjeździe taktyce Floty sprzyja. Nie trzeba się spieszyć, nie każą prowadzić gry czy szaleć z atakami.
Po pierwszej lidze krąży opinia - powtarzana po każdym spotkaniu - że liderowanie Floty jest cudem. Nawet po meczu w Łodzi, który zespół ze Świnoujścia zakończył wygraną 7-1, trener ŁKS, Marek Chojnacki mówił, że rywal niczym ich nie zaskoczył. Co więcej, według niego to nie był mecz do jednej bramki. Zresztą ta opinia była również kopiowana przez szkoleniowców zespołów, które najpierw oglądały plecy Floty w lidze, by potem spuścić podopiecznym Dominika Nowaka łomot. Z czołowką pierwszej ligi drużyna ze Świnoujścia ma bilans tragiczny - oprócz zwycięstwa w Legnicy, trzy porażki z Cracovią, Termalicą i Zawiszą.
Teorie na temat fenomenu Floty były różne - od położenia boiska przez charakter piłkarzy czy specyfikę grupy zebranej przez Dominika Nowaka, do samych umiejętności szkoleniowca. Nie da się jednak ukryć, że przede wszystkim świetnie opanowali oni organizację gry obronnej, a dobre kontry wraz ze skutecznym rozegraniem stałych fragmentów gry pozwoliły na rozbijanie słabych i bardzo słabych drużyn spoza czołówki pierwszej ligi.
Pod wieloma względami Flota przypomina więc Śląsk Wrocław - przynajmniej jest zgodność opinii, którymi obydwie drużyny są przez rywali obdzielane. Ciekawe, że do gry na Miejskim przyjezdni podchodzą z dużą ostrożnością. Nie, wcale nie chodzi o trybuny i ryk tysięcy kibiców, lecz błotnistą murawę, która, słowami znanego we Wrocławiu Arkadiusza Aleksandra, może być powodem problemów z kondycją u piłkarzy Floty. Dominik Nowak cieszy się coraz lepszą reputacją w światku trenerskim, a szczególnie interesująco przedstawia się jego pomysł, by wszystkie zimowe sparingi rozgrywać... w czterech trzydziestominutowych kwartach.
Bardziej zorientowani w krajowym futbolu kibice dojrzą oprócz Aleksandra innych piłkarzy, których można kojarzyć. Michał Stasiak z lokalnym rywalem Śląska, Zagłębiem sięgał po najważniejsze w kraju trofeum. Charles Nwaogu w 2011 kończył z koroną króla strzelców, by następnie zawieść w niemieckim Energie, a potem skompromitować się w Arce Gdynia. Grzegorz Kasprzik ocierał się o czołówkę krajowych bramkarzy, by potem popaść w niebyt w Poznaniu i dopiero nad morzem wrócić do wysokiej formy. Sebastian Olszar, najlepszy strzelec zespołu, w swoim życiu zwiedził już dwanaście klubów.
Śląsk nie ma prawa odpuścić tego spotkania, nie ma prawa pomyśleć, że coś może w środę zaoszczędzić. Sprawę najlepiej zakończyć efektownie już w pierwszej połowie, a na pewno nie pozwolić Nowakowi i jego drużynie myśleć o jakichkolwiek kwartach. Na pewno jakość jest po stronie gospodarzy jutrzejszego spotkania, ale to wiedzieliśmy i w sobotę, prawda? Naprawdę wiele może zależeć od tego jak radzić sobie będą drużyny na błotnistej murawie, kto i kiedy się poślizgnie, komu piłka gdzieś odskoczy...
Pełna koncentracja jest wymagana, organizacja na najwyższym poziomie przy stałych fragmentach też, a może i poprawiona skuteczność nie zaszkodzi. Flota może i pozostaje wielką niewiadomą, zwłaszcza po zimowych transferach i bez rozegranego oficjalnego meczu, ale niech jej cuda Śląsk ograniczy do rozgrywek ligowych. Puchar niech będzie w tym sezonie nasz.