Wymęczona wygrana: Śląsk - Ślęza 2:1 (0:0)


Wykorzystując przerwę reprezentacyjną Śląsk na stadionie przy ul. Oporowskiej zmierzył się ze Ślęzą. Podopieczni trenera Stanislava Levego w mroźnym meczu wymęczyli wygraną z trzecioligowcem po przypadkowym golu Gikiewicza (rykoszet) i rzucie karnym Cetnarskiego, trafienie dla rywali zaliczył Rajter. Gra mistrzów Polski nie napawa optymizmem.
Garstka kibiców na trybunach w wyjściowym składzie WKS-u zobaczyła dawno niewidzianych na boisku Cetnarskiego, Grodzickiego i Sochę, a na bok pomocy przesunięty został Ostrowski. Zgodnie z oczekiwaniami mecz rozpoczął się od ataków Śląska, który posiadał dużą przewagę w posiadaniu piłki, jednak brakowało składnych akcji, a zaskakująco wiele kończyło się niedokładnym podaniem lub zagraniem na wolne pole do kolegi, który biegł w inną stronę. Wiele pracy nie miał Kelemen, pierwszy celny strzał na jego bramkę padł dopiero w 20. minucie, a kilka minut później czujnie dwukrotnie wychodzi na przedpole, przerywając groźne akcje Ślęzy. Po drugiej stronie boiska dużo działo się na lewej flance, gdzie często włączał się do akcji Spahić (choć niewiele było z tego pożytku), a na bramkę szarżował kilkukrotnie Patejuk, ale albo uderzał niecelnie albo niedokładnie podawał i do przerwy gole nie padły.
W drugiej połowie na placu gry pozostali jedynie Socha i Cetnarski, a zameldowali się na nim Ł. Gikiewicz, Sobota, Ćwielong, Elsner, Stevanovic, Kowalczyk, Wasiluk, Pawelec i Żukowski w bramce. Długo na murawie nie zagościł jednak Ćwielong, który z powodu urazu zszedł do szatni, a że ławka rezerwowych była już pusta, to aż dziesięć minut było potrzebne na sprowadzenie z powrotem Patejuka i przez ten okres WKS ćwiczył grę w osłabieniu.
Śląsk próbował zagrań oskrzydlających i wrzutek w pole karne, jednak raził nieporadnością przy wykańczaniu akcji. Ślęza za to próbowała zniwelować różnicę w umiejętnościach atakując wysoko pressingiem i często dawało to dobry skutek. Rywali pech dopadł jednak w 61. Minucie, gdy Stawowy wybijał piłkę pod bramką, ta trafiła w Gikiewicza i ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki. Gol dodał zielono-biało-czerwonym skrzydeł. Minutę później bramkę Gąsiorowskiego ostrzelali Gikiewicz, Socha i Stevanovic, jednak wszystkie uderzenia zostały wybronione przez bramkarza Ślęzy. Po chwili Cetnarski przerzucił piłkę na lewą stronę, a świetnym strzałem z woleja popisał się Waldemar Sobota, bramkarz Ślęzy intuicyjnie zdołał jednak wybić piłkę na rzut rożny.
I gdy wydawało się, że z każdą minutą przewaga mających więcej sił graczy Śląska powinna rosnąć, rywale doprowadzili do wyrównania. W 80. minucie Kowalski zagrał w pole karne do Rajtera, a ten z bliskiej odległości skierował ją do bramki. Gracze Ślęzy nie cieszyli się z remisu długo, bo cztery minuty później arbiter dopatrzył się faulu na Gikiewiczu i podyktował rzut karny, a jedenastkę na gola zamienił Cetnarski, ustalając wynik meczu.
Śląsk Wrocław – Ślęza Wrocław 2:1 (0:0)
Ł. Gikiewicz 61, Cetnarski 85 - Rajter 80
Śląsk Wrocław:
I połowa: Kelemen - Socha, Grodzicki, Kokoszka, Spahić - Kaźmierczak, Ostrowski, Cetnarski, Mila, Patejuk – Diaz.
II połowa: Żukowski - Socha, Kowalczyk, Wasiluk, Pawelec - Ćwielong (60 Patejuk), Stevanović, Elsner, Cetnarski, Sobota - Ł. Gikiewicz.
Ślęza Wrocław:
Gąsiorowski - Bielski, Przystalski, Dorobek, Stawowy - Janas (46 Hajdamowicz), Celuch (66 Flejterski), Flejterski (46 Synowiec), Niewiadomski (46 Kątny) - Brusiło, Rajter (46 Kowalski).
Sędzia: Sebastian Tarnowski
Żółta kartka: Stawowy (Ślęza)
Widzów: 100