Puchar musi być nasz!


Odra Wodzisław, Arka Gdynia, Wisła Kraków – te zespoły stawały w ostatnim czasie na drodze Śląska do osiągnięcia sukcesu w postaci Pucharu Ekstraklasy, wicemistrzostwa i w końcu złotych medali. Bez wątpienia na naszych oczach powstała wspaniała era sukcesów WKS-u. W prawdopodobnie ostatniej misji drużyny w tym kształcie, z tymi zawodnikami, z tym kapitanem – Śląsk zmierzy się z Legią Warszawa w rewanżowym spotkaniu finałowym o Puchar Polski.
Łazienkowska płonęła z zazdrości już na początku sezonu, kiedy mistrzowie Polski utarli nosa pewnym swego graczom trenera Jana Urbana w meczu o Superpuchar. Podobne nastroje panowały w grudniowym spotkaniu ligowym, kiedy rozpędzonych warszawian zatrzymał gol Tomasza Jodłowca, który postanowił w przerwie zimowej odejść właśnie do Legii. Z zespołu, który walczył wtedy z liderem jak równy z równym, pozostał jedynie cień. Cieniami samych siebie jest niestety większość piłkarzy, których stać jedynie na pojedyncze zrywy. Niedzielny mecz przeciwko Pogoni Szczecin był tego znakomitym przykładem, chwała temu, kto po tym spotkaniu ma w sobie jeszcze krztę optymizmu.
Dwubramkową przewagę odrobić można zawsze i z każdym, ale musi zrobić to Śląsk zdeterminowany i waleczny – jak w piosence Kasty. Po pierwszym spotkaniu zawodnicy Stanislava Levy’ego oczywiście zapowiadali, że zrobią wszystko, żeby w rewanżu sprawić niespodziankę i zdobyć puchar, którego we wrocławskich rękach nie widziano od 1987 roku. Ich oczy mówiły jednak zupełnie coś innego, opuszczony wzrok wskazywał na przekonanie, że Legia już to trofeum obroniła. Nie trzeba być psychologiem, żeby stwierdzić, że takie mentalne przesłanki nie mogą zwiastować niczego dobrego. Sugestywna była też wypowiedź Sebastiana Mili, jednego z najbardziej utytułowanych kapitanów Śląska w historii, który tuż po przegranym meczu stwierdził, że przecież Legia ma znacznie lepszych piłkarzy, więc zwyciężyła zasłużenie. Ot taka oczywistość, że nie wypada wygrywać z lepszymi.
Więc przypominamy kapitanowi i wszystkim innym zawodnikom: to Śląsk jest mistrzem Polski, to Śląsk jest zdobywcą Superpucharu i jeśli ten sam Śląsk ma zamiar poddać się bez walki – to będzie koniec ery Mili i spółki. Porażka w dwumeczu z Legią może być gwoździem do trumny drużyny, która sprawiła kibicom wiele radości. Z Wrocławia odejdą zawodnicy, którym kończą się kontrakty, a w kasie Śląska nie ma pieniędzy na nowe umowy. Nie ma też pieniędzy na wiele innych rzeczy, dlatego ze względu na brak sukcesu organizacyjnego, wrocławianom potrzebny jest w tym sezonie sukces sportowy. Zdobycie Pucharu Polski i trzeciego miejsca w lidze przyjętoby w stolicy Dolnego Śląska jako bardzo dobry wynik, zważywszy na ciągłe obniżanie poziomu zawodników występujących w zielono-biało-czerwonych barwach.
Śląsk w środowym rewanżu będzie musiał poradzić sobie bez wykartkowanych Mariusza Pawelca i Marka Wasiluka, ale pytanie, czy jest to osłabienie kadry WKS-u, pozostawiamy bez odpowiedzi. Do składu powróci za to Adam Kokoszka, który na stałe wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce. W drużynie Legii żaden piłkarz nie będzie musiał pauzować, natomiast do pełnej dyspozycji po kontuzjach nie wrócili jeszcze Danijel Ljuboja, Bartosz Bereszyński i Jakub Wawarzyniak. Początek spotkania o godzinie 20:30, transmisję telewizyjną przeprowadzą stacje TVN Turbo i Orange Sport.
PS Mała sugestia dla piłkarzy – przed meczem warto odsłuchać sobie tej piosenki.