Raport od Benefoot: Uwaga na Maxime Lestienne'a
benefoot.net | skomentuj (3)
Pomimo bycia jednym z pięciu czołowych klubów w Belgii i posiadania imponującego rekordu w Europie jak na drużynę z tego kraju, kibice Club Brugge nie czują się w ostatniej dekadzie spełnieni. Ostatni tytuł mistrzowski wywalczono w 2005 roku, a kolejne sezony to porażki czy „prawie” zwycięstwa, zależnie od patrzenia czy szklanka jest w połowie pusta czy pełna.
Poprzedzające dwa sezony sporych inwestycji i niepewności menedżerów doprowadziły do sytuacji w której kierownictwo „Blauw-Zwart” musiało zacisnąć pasa tego lata. W pierwszym pełnym sezonie trenera Juana Carlosa Garrido postawiono na promowanie młodzieży, a nie wielkie zakupy.
W otwierającym sezon Club Brugge meczu z Charleroi, Garrido musiał rotować obroną przez kontuzję, stąd decyzją Hiszpana szansę dostali młodzi – Brandon Mechele (20 lat) i Birger Verstraete (19). Pierwsza faza meczu była wręcz nieprzyjazną pobudką w dorosłym futbolu, głównie za sprawą rywali, Davida Polleta i Giuseppe Rossiniego. Ten niedoświadczony kwartet uzupełnił dużo starszy od kolegów Tom Høgli (29 lat), choć grający na nie swojej pozycji środkowego obrońcy i obiecujący Laurens De Bock (20 lat), lewy obrońca zakupiony w styczniu z Lokeren. Jednak trzy czerwone kartki w jedenastu meczach ograniczyły jego występy w poprzednim sezonie. Śląsk może wykorzystać tę zbieraninę w formacji obronnej rywali, która mało ze sobą grała, a przeciwko "Les Zebres" wyglądała krucho. Dodanie do składu obrony Oscara Duarte z Kostaryki powinno mimo wszystko pomóc.
Swój pierwszy występ zaliczył wysoko ceniony bramkarz z Australii, Mat Ryan (21 lat), który latem dołączył z Central Coast Mariners. Chociaż nigdy nie sprawdzony do maksimum, Ryan podejmował dobre decyzje, świetnie zbierał piłki czy wybijał je w odpowiednich momentach. Jednak czwartkowy mecz w europejskich pucharach będzie testem dużo trudniejszym dla całego zespołu i także on musi być równie mocno skoncentrowany.
W piątkowy wieczór Club Brugge nie pomogła wątpliwa czerwona kartka dla powracającego do klubu Timmy’ego Simonsa, 36-letniego defensywnego pomocnika, który na swoim koncie ma 93 występy w reprezentacji Belgii. Zwykle spokojny na boisku, ten doświadczony zawodnik miał poharatać kostkę Edersona, a sędzia uznał to za bardzo groźne zagranie. Granie przez 70 minut w dziesiątkę nie pomogło, lecz były zawodnik Tottenhamu, Jonathan Blondel świetnie radził sobie z presją, a w duecie z Simonsem może okazać się nie do przejścia dla polskiego zespołu.
Pomimo gry w osłabieniu Club Brugge utrzymywał piłkę spokojnie i dominował w statystykach jej posiadania. Garrido lubi właśnie, gdy jego zespół tak gra, a krótkie i szybkie podania są wymieniane w linii pomocy. Pod tym względem zespół dużo zawdzięcza dostojnie grającemu pomocnikowi z Izraela, Liorowi Refaelovi, który dodaje błysku do agresywności Blondela i Simonsa. Jego wadą jest to, że czasem zdarza mu się na dłuższy czas zniknąć na boisku…
Ostatecznie to Blondel świetnym uderzeniem zagwarantował zwycięstwo 2-0 z Charleroi. Swojego gola dołożył Chińczyk Shangyuan Wang, który po raz pierwszy zagrał w ligowym spotkaniu dla Club Brugge i także trafił do siatki po strzale z dystansu w 66 minucie. Niech te dwa gole będą ostrzeżeniem dla Śląska, że piłkarze z belgijskiej drużyny naprawdę potrafią znaleźć drogę do siatki z dalszych odległości.
Najważniejszym zawodnikiem w drużynie jest skrzydłowy Maxime Lestienne. Jego kariera już na samym starcie została przyhamowana, gdy klub młodzieżowy Mouscron ogłosił upadłość. Wtedy w 2010 roku Club Brugge go zatrudnił i w ostatnim sezonie przebił się on do pierwszego składu po tym, jak za czasów Christopha Dauma mógł liczyć tylko na ławkę rezerwowych.
Lestienne napędza swój zespół – szybki, świetny technicznie i dostarczający magicznych sztuczek. Niezliczoną ilość razy Lestienne stwarzał przewagę na prawej stronie, ścinając do środka i mocnym, płaskim uderzeniem szukając dalszego słupka bramki. Jeśli Śląsk nie ma planu, by go zatrzymać, Lestienne może rozegrać swój kolejny świetny mecz. On już tak po prostu ma.
Gdy Carlos Bacca odszedł do Sevilli, jedynym dużym transferem Garrido było zatrudnienie Toma De Suttera od wielkich rywali, Anderlechtu. To jednak nie jest do końca tak atrakcyjny transfer – 29-letni napastnik rzadko grał, był na wysokim kontrakcie i po prostu z Brukseli musiał uciec. Club Brugge zaoferuje mu szansę potwierdzenia swoich umiejętności. Z Charleroi zagrał ledwie trzydzieści minut zastępując Eidura Gudjohnsena, ale na Śląsk ma już być gotowy od pierwszej minuty. I to jego właśnie potrzebują, bo słynniejszy Islandczyk wygląda na zawodnika „po drugiej stronie rzeki”, który po prostu nie znajdzie drogi do siatki.
Stąd obawa, że bez skuteczności De Suttera i Gudjohnsena Club Brugge może mieć problemy z wykończeniem swoich akcji. Wzrok kibica powinien także przyciągnąć 18-letni Boli Bolingoli Mbombo, kuzyn Romelu Lukaku i zawodnik regularnie strzelający w sezonie przygotowawczym. Może imponującym wejściem we Wrocławiu to on zagwarantuje sobie miejsce w pierwszym składzie?
Przeciwko Śląskowi Garrido zagra 4-2-3-1 z De Sutterem w ataku. Wsparcie od Lestienne’a i Refaelova będzie znaczące, jeśli Club Brugge chce ten dwumecz wygrać. Dużą szansą dla Śląska będzie kontuzja Victora Vazqueza, który kiedyś w szkółce Barcelony La Masii partnerował w ataku samemu Messiemu…
Autorem tekstu jest Chris Mayer, prowadzący stronę poświęconą belgijskiej piłce Benefoot.net. Możecie go śledzić na twitterze - @thebelgianwffle. Artykuł ukazał się również na serwisie Ekstraklasareview.co.uk.