Lenczyk: Walczyliśmy do końca
Orest Lenczyk: Dobry wieczór państwu, Michał (Mazur, rzecznik prasowy Śląska – przyp.red.) mnie przedstawiać nie będzie, sam to zrobię. Orest Lenczyk. Uważaliśmy przed meczem, że mamy szanse na zwycięstwo. Po pierwsze wpływ na naszą postawę na pewno miał ten „pożar” na trybunie, który na pewno miał jakiś wpływ na grę moich obrońców przy rzucie rożnym, po którym padła bramka. Później sytuacja, przez którą Boris Bodal musiał być zniesiony z boiska i prawdopodobnie na długo go straciliśmy. Sytuacja z trzeciej minuty drugiej połowy i rzut karny położyły nas na jedną łopatkę.
Czerwona kartka spowodowała, że musieliśmy tak grać, żeby nie przegrać wyżej. Niebiosa nam dzisiaj nie pomogły przy strzale Jeża, kiedy piłka trafiła w poprzeczkę. Śląsk ma zbyt dobrych zawodników, żeby dał sobie wydrzeć zwycięstwo grając w przewadze jednego piłkarza. Podziękowałem chłopakom, bo widziałem, że włożyli w ten mecz sporo sił. Cieszę się z przerwy, która jest przed nami, będę mógł bliżej poznać zawodników podczas pracy na treningach. Ubolewam jednak na tym, że kilku graczy wyjeżdża na mecze reprezentacyjne. To zawsze jest dla trenera problem.
Pytania:
Czy Zagłębie będzie stać na coś więcej, niż gra o utrzymanie?
Liczyłem na to, że po tych dwóch meczach będziemy mieli więcej niż jeden punkt. Zwycięstwo nad Śląskiem dawałoby nam dzisiaj wyprzedzenie tego zespołu w tabeli. Wygranie z Jagiellonią spowodowałoby, że mielibyśmy już przed dzisiejszym spotkanie tyle samo punktów co Śląska. Ale to jest demagogia, rachunki. Jestem przekonany, że musimy w klubie zrobić wszystko, żeby skupiać się na najbliższym przeciwniku i iść w górę tabeli. Przed nami wiele trudnych spotkań wyjazdowych.
Ma pan pretensje do Cotry za drugą żółtą kartkę?
Większe pretensje pewnie mają do niego ci, którzy musieli dwa razy więcej biegać za piłką. Mimo wszystko walczyliśmy do końca. Cotra brał też udział przy strzeleniu bramki w poprzednim meczu przeciwko Jagiellonii, to pech.
Jak pan oceni grę Mariusz Pawelca, którego doskonale pan zna?
Serdecznie go pozdrawiam, ale przepraszam, nie chcę rozmawiać o piłkarzach Śląska.
Jak się dzisiaj panu podobał Śląsk?
Mi się dziewczyny zawsze podobały, nie używałem nigdy takiego sformułowania wobec drużyny, że „mi się podoba”. Co najmniej kilku piłkarzy Śląsk ma takich, że dobrze grają w piłkę i w stwarzają sobie sytuacje po ataku pozycyjnym. Gra Śląska to nie jest mój problem, mam większy w Zagłębiu.
Czy stałe fragmenty gry to jest kwestia pracy trenera?
Jak najbardziej, trenowaliśmy dużo ten element, a dzisiaj wyszło jak wyszło. Cóż z tego, że na treningu ktoś robi to prawie doskonale, a na meczu nogi mu się trzęsą i kopie tak jak kopie. Taka jest moja odpowiedź.
Która szatnia jest wygodniejsza, gości czy gospodarzy?
Nie piłem tam, nie jadłem. Ubikacja taka sama. W zasadzie skupiłem się na wspomnieniach i obserwacji całego stadionu.
Czemu zdecydował się pan na Abwo, który do tej pory za dużo nie grał?
Po rozmowie z trenerami doszliśmy do wniosku, że trzeba mu dać szansę. Co prawda on nie grał regularnie, ale brakuje nam skrzydłowych w dobrej formie. Przybecki gra nieporównywalnie do tego, jak prezentował się w Polonii Warszawa. Co najmniej kilku zawodników mamy po kontuzjach, a Abwo moim zdaniem na treningach był w takiej dyspozycji, że postanowiliśmy do wystawić. Chociaż jego gra obronna nie pozwala mieć pewność, że powstrzyma akcje Dudu czy Ostrowskiego.