Sebastian Mila: Zaakceptować akceptację

Pytanie, które zadaje sobie cały sportowy Wrocław: jak z Twoim zdrowiem?
To bardzo miłe, że ktoś się interesuje moim zdrowiem i rzeczywiście przez ten okres ponad miesiąca miałem naprawdę duże wsparcie kibiców na ulicy. Nie mówię to tylko po to, żeby zaznaczyć, że się ktoś mną interesuje, tylko, aby zaznaczyć, że ten Wrocław jest dla mnie szczególnym miejscem. Dzięki temu pewnie też ta rehabilitacja doprowadziła do tego, że już teraz mogę z drużyną trenować i znalazłem się w osiemnastce na mecz w Białymstoku.
Jakie są szanse, że wystąpisz?
Jeśli chodzi o występ od początku, to nie wydaje mi się, nawet bym powiedział, że na 100 procent nie. Jadę z drużyną, nie wiem, czy dostanę szansę na 10, 15 czy 20 minut. To pewnie też będzie zależało od wyniku, trenera, od tego, jak to wszystko się będzie układało.
Co Ci się w ogóle stało?
Po meczu w Zabrzu...
Po?
Po zaczęło mnie boleć, więc musiało mi się to na meczu stać, a nie wiedziałem o tym. Wyszło to dopiero na drugi dzień. Trochę byłem zaskoczony, bo mnie coś bolało, bolało. Mówię: muszę to zbadać. Pojechałem do szpitala i okazało się, że są naderwane więzadła. Później tylko rezonans magnetyczny to potwierdził. Wiedziałem, że 4 tygodnie to jest absolutne minimum, kiedy nie będę grał.
Miałeś już kiedyś podobną kontuzję?
Nie. Miałem kiedyś również naderwane więzadła, tylko w innym miejscu.
Na czym polegała rehabilitacja?
Na początek to były tylko i wyłącznie zabiegi, doprowadzenie do jakiegoś normalnego stanu. Później z trenerem Barylskim ćwiczyliśmy dzień w dzień. Po 4 dniach, czyli bardzo szybko wróciłem do zajęć, powiedział, że tak będzie optymalnie dla mnie. Zaczęliśmy od bardzo małych elementów w postaci ćwiczeń ukrytych mięśni brzucha i innych części ciała. Nie obciążaliśmy w ogóle tej nogi. Po paru dniach zaczęliśmy nią ruszać na siłowni, kiedy wiedzieliśmy po USG, że wszystko idzie dobrze. Powoli przeszliśmy do robienia stabilizacji, wzmacniania tej nogi nie obciążeniami, ale ćwiczeniami. W kolejnym etapie przeszliśmy do biegania. Wtedy już wiedziałem, że zbliża się moment powrotu. Szukaliśmy tylko potwierdzenia u lekarza, czy mogę wyjść z drużyną.
Jak Ci się oglądało w tym czasie mecze Śląska?
Powiem szczerze, że jest to niekomfortowe, kiedy nie masz wpływu na drużynę, na grę, na to, jak to wygląda. Nerwy były, ale miałem swoje miejsce, na którym zawsze siadałem i ono nam szczęście przynosiło. Bardzo mi się podobała gra chłopaków, naprawdę świetnie sobie radzili. Uważam, że jesteśmy w bardzo dobrej dyspozycji. Ci, którzy grają teraz, czy Mateusz Cetnarski czy inni, grają naprawdę wyśmienicie. To powoduje, że możemy myśleć realnie o najwyższych celach.
Najpierw jednak przegrali 3 mecze.
Może to ja byłem przyczyną? Ja to biorę na siebie. To było moją winą. Cieszę się, że kiedy odniosłem kontuzję, to drużyna zaczęła świetnie grać.
Z Jagiellonią w tym sezonie przegraliście 2 mecze, zarówno z Tobą w składzie, jak i bez Ciebie.
W sumie dwa beze mnie, bo w tym pierwszym grałem tylko w drugiej połowie. Czyli jednak nienajgorzej wpływam na tę drużynę (śmiech). To jest drużyna niewdzięczna. Trener Stokowiec umie wykrzesać z nich maksimum. Widać, że starają się grać w piłkę. Nie są zespołem, który gdzieś tam tylko i wyłącznie zabezpiecza tyły. Mają potencjał ofensywny dosyć spory. Jest Plizga, Quintana, który potrafi naprawdę oczarować wszystkich kibiców i czarować na boisku. Mają solidny ten zespół i trochę nam nie leżą w tym sezonie. Ale jestem dobrej myśli. Miałem czas na obserwowanie wszystkiego z boku i uważam, że Śląsk jest naprawdę w bardzo dobrej formie i na pewno wywieziemy stamtąd korzystny rezultat.
Punktów na razie macie mniej niż można by oczekiwać.
Czas na rozliczenia przyjdzie na koniec sezonu. Teraz można by powiedzieć, że jest przeciętnie albo dobrze. Ale i tak finisz zweryfikuje to wszystko. Jeżeli nie będziemy w europejskich pucharach, to będziemy mogli powiedzieć, że ten rok był dla nas słabszy niż poprzedni. A jeśli się do nich zakwalifikujemy, to będzie znaczyło, że nadal utrzymujemy bardzo wysoki poziom.
Niedawno wyciekły do mediów informacje o rękoczynach, do których doszło w szatni pomiędzy Kaźmierczakiem a Gikiewiczem. Jak wygląda teraz sytuacja w szatni?
Ten temat jest zamknięty. U nas się to szybko rozwiązuje. Nie dlatego, że jest taka grupa, tylko nie ma czasu, żeby się ktoś na kogoś obrażał, dąsał i nie wiadomo, co jeszcze. Jak widać po tym, co się stało, drużyna dobrze zareagowała, bo wygraliśmy kolejne spotkania.
Tymczasem Rafał stracił miejsce w składzie. Czy on jest na wylocie?
To jest trudne pytanie. Ja nie jestem kompetentny, żeby na nie odpowiedzieć.
Ale czy jest członkiem drużyny, którego akceptujecie?
Każdego akceptujemy, absolutnie każdego. Można to dawać na wiele sposobów odczuć i wtedy jest pytanie, czy on akceptuje taką akceptację drużyny, czy akceptuje taką sytuację, jaka jest w drużynie. Rafał pewnie będzie chciał odejść, jak nie będzie grał. Teraz to już jest jego problem i on będzie się musiał nad tym poważnie zastanowić, co jest dla niego najlepsze. Ja uważam tylko tyle, że jest to dobry bramkarz, wiele dobrych spotkań miał tutaj. Ale mamy też Mariana, który jest teraz w świetnej dyspozycji. W poprzednich sezonach był wybierany do jedenastki sezonu przez zawodników, co uważam za największe wyróżnienie.
Widziałbyś w Śląsku Kamila Bilińskiego?
Tak, na pewno tak. Taki transfer to byłoby super posunięcie. Uważam, że w tym czasie, kiedy wyjechał poza Wrocław, okrzepł trochę. Ma inne spojrzenie na futbol, na siebie. Dużo fajnych rzeczy mógł zobaczyć, jak to jest poza domem, kiedy musisz sam o siebie zadbać. Bardzo bym go chciał tu, bo jest to wychowanek klubu, a takich ludzi nam trzeba. Drużyna powinna się opierać na ludziach związanych z Wrocławiem lub regionem. Ludzie, którzy przychodzą tutaj, obcokrajowcy lub inni piłkarze muszą być zarażani klimatem, historią tego klubu. Tak jak ja byłem zarażony choćby przez Darka Sztylkę i innych chłopaków. Aspekt sportowy Kamil spełnia. On odchodził dlatego, że chciał grać, nie dlatego, że ktoś go nie chciał. Teraz musi mieć świadomość tego, że w takich klubach, gdzie gra się o wysokie cele, musi być rywalizacja na każdej pozycji. Każdy musi się pogodzić z tym, że będzie grał mniej lub więcej. Najlepiej tę złość wyładowywać na treningu.
We wtorek w meczu reprezentacji zagrało 5 byłych piłkarzy Śląska. Jak się ich oglądało?
Mam takie wrażenie, że te ostatnie lata tak bardzo zbliżyły nas do siebie, do klubu, klub do piłkarzy, kibiców do piłkarzy, piłkarzy do kibiców, do dziennikarzy, ta cała otoczka związana z sukcesami spowodowała, że patrząc na tych, z którymi przebywałeś wcześniej, życzysz im jak najlepiej. Myślisz, że oni nadal z Tobą są. Najbardziej chciałem, żeby oni strzelali bramki, żeby grali jak najlepiej. Wydawało mi się, że oni na drugi dzień po tym meczu będą w szatni i będziemy mogli na ten temat podyskutować. Trzymam za nich kciuki. Mam nadzieję, że będą w reprezentacji jak najdłużej, a ich kariery piłkarskie na zachodzie będą obfitowały w duże sukcesy, większe niż w Śląsku.
Kto z obecnej drużyny może jeszcze trafić do kadry?
Na Tomka Hołotę bardzo liczę. On ma potencjał. Wierzę w niego i chyba nie za długo w tym klubie pobędzie, bo zainteresują się nim inne. Ja bym dał szansę Adamowi Kokoszce. Umiejętność wprowadzania piłki do gry i czytania gry może pasować Adamowi Nawałce przy jego systemie. No i Mariusz Pawelec, który ma ten sezon chyba najlepszy w karierze.